Osetyjscy urzędnicy twierdzą, że władze Gruzji specjalnie zamknęły na czas głosowania granicę, żeby uniemożliwić Osetyjczykom przebywającym w Gruzji udział w wyborach.
Osetyjska agencja „Aksakal” poinformowała, że władze Gruzji nie wypuszczały obywateli Osetii Południowej. Według agencji, Tbilisi chciała w ten sposób uniemożliwić wielu Osetyjczykom udział w dzisiejszych wyborach parlamentarnych. Spora grupa Osetyjczyków wyjechała do Gruzji, aby odwiedzić swoich krewnych. Stoją teraz na granicy i nie mogą wjechać do swojego kraju – napisała agencja. „Aksakal”, podając, że granica miała zostać otwarta po zakończeniu głosowania.
Gruzini mieszkający w przygranicznych wsiach twierdzą natomiast, że nie zostali dopuszczeni do udziału w głosowaniu, choć w Osetii Południowej mieszkali całe swoje życie aż do ubiegłorocznej wojny gruzińsko-rosyjskiej. „Oni Gruzinów wypędzili i zostali sami. Chcą wyborów prezydenckich albo parlamentarnych – to sobie robią i nikogo nie pytają, a międzynarodowa społeczność się tym nie interesuje. Tam po prostu rządzą Rosjanie” – twierdzą mieszkańcy Górnego Nikozi oddalonego o kilometr od Cchinwali.
Zdaniem prezydenta Osetii Południowej Eduarda Kokojty, dzisiejsze wybory parlamentarne można już uznać za ważne. Według wstępnych ocen, już na dwie godziny przed zamknięciem lokali wyborczych frekwencja przekroczyła 50 procent.
Ordynacja wyborcza stanowi, że to wystarczy dla stwierdzenia ważności głosowania. O 34 mandaty w osetyjskim parlamencie ubiega się 93 kandydatów z czterech partii.
Gruzja uważa wybory w Osetii Południowej, uznawanej tylko przez Rosję i Nikaraguę, za nielegalne.
IAR/Kresy.pl






























