Poznań 1956. Władza wysłała przeciw robotnikom ponad 10 tys. żołnierzy

28 czerwca 1956 roku w Poznaniu rozpoczął się pierwszy masowy bunt robotniczy przeciwko władzy komunistycznej w PRL. Protest wyszedł z Zakładów im. Józefa Stalina, czyli dawnych zakładów Hipolita Cegielskiego, a w ciągu kilku godzin przerodził się w wystąpienie obejmujące centrum miasta.

Bezpośrednim powodem buntu były pogarszające się warunki życia i pracy. Robotnicy od miesięcy skarżyli się na zawyżone normy, spadek wynagrodzeń, błędne naliczanie podatków od pensji oraz lekceważenie ich postulatów przez administrację państwową.

W czerwcu 1956 roku pracownicy wybrali delegację, która pojechała do Warszawy na rozmowy w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego. Przedstawiciele załogi usłyszeli tam zapowiedź częściowego spełnienia żądań. Kiedy jednak 27 czerwca do Poznania przyjechali przedstawiciele władz, wcześniejsze ustalenia nie zostały potwierdzone. „Delegacja przyjeżdża, mówi robotnikom Cegielskiego: słuchajcie, tym razem się udało. Tyle, że kiedy minister przyjechał, okazało się, że proponuje nie to, co dzień wcześniej uzgodniono” — wyjaśnił w rozmowie z PAP prof. UAM dr hab. Konrad Białecki z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Poznaniu.

Następnego dnia rano napięcie przerodziło się w strajk. Około godz. 6:00 robotnicy wydziału W-3 ZISPO zebrali się w hali produkcyjnej i zdecydowali o przerwaniu pracy. Około godz. 6:35 pochód ruszył w stronę centrum Poznania. Do pracowników Cegielskiego dołączali robotnicy kolejnych zakładów, m.in. Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, MPK, zakładów odzieżowych, Pometu i Państwowej Wytwórni Papierosów.

Manifestanci dotarli pod siedzibę Miejskiej Rady Narodowej oraz Komitet Wojewódzki PZPR. Domagali się przyjazdu premiera Józefa Cyrankiewicza albo I sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba, ponieważ to z nimi chcieli rozmawiać o swoich postulatach. Wznoszono hasła socjalne, niepodległościowe i religijne, śpiewano hymn, „Rotę” oraz pieśni kościelne. Sytuację dodatkowo zaostrzyła plotka o aresztowaniu robotniczych delegatów.

„Kto widział ten pochód — wspominał później mecenas Michał Grzegorzewicz podczas jednego z procesów poznańskich — ten go chyba nie zapomni do końca życia. Gdy karnie szli w ordynku, szli zdyscyplinowani i z dumą, i z godnością. Ale nie zapomnijmy o tym, że to nie szedł tłum spacerowiczów, tłum gapiów, tłum kibiców […]. Szedł tłum wrzący i kipiący, tłum gniewny. W miarę jak gęstniał, jak wzmagał się odgłos kroków, narastała również temperatura uczuć. Taki nastrój to dynamit. Niebezpieczna staje się każda iskierka.”

Początkowo demonstranci liczyli, że samo pojawienie się wielotysięcznego tłumu w centrum miasta zmusi władze do potraktowania ich żądań poważnie. Jak relacjonował prof. Białecki, ludzie czekali na przedstawicieli najwyższych władz partyjnych i państwowych, chcąc podjąć z nimi rozmowy. Ci, którzy weszli do budynków Miejskiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego PZPR, nie niszczyli wyposażenia. Manifestanci chodzili po pomieszczeniach i szukali osób, z którymi można byłoby rozmawiać, lecz nie było tam nikogo gotowego do podjęcia negocjacji.

Część protestujących ruszyła następnie pod więzienie przy ul. Młyńskiej. Po sforsowaniu bram wypuszczono ponad 250 więźniów i zdobyto broń. Szacuje się, że łącznie w rękach uczestników Poznańskiego Czerwca znalazło się około 400 sztuk broni. Inni manifestanci skierowali się pod Wojewódzki Urząd do spraw Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Kochanowskiego. Tam padły pierwsze strzały. Walki zaczęły obejmować kolejne punkty miasta, a szczególnie zacięty charakter przybrały w rejonie gmachu bezpieki.

Informacje o proteście szybko przedostały się za granicę. 28 czerwca w Poznaniu trwały jeszcze 25. Międzynarodowe Targi Poznańskie. Część manifestantów udała się na teren MTP i rozmawiała z zagranicznymi gośćmi targowymi. Niektórzy przedstawiciele zachodnich firm, które prezentowały tam swoje produkty, przyłączyli się do pochodu jako obserwatorzy. Część z nich wykonywała zdjęcia.

Jak wskazał prof. Białecki, po powrocie do swoich krajów uczestnicy targów byli pytani przez dziennikarzy zachodnich agencji prasowych i radiowych, w tym Radia Wolna Europa. Polskie Radio już o godz. 19:30 podało komunikat utrzymany w duchu propagandowej tezy o „wystąpieniach prowokatorów”, ale jeszcze tego samego wieczoru BBC, powołując się na Agencję Reutera, oraz Radio Wolna Europa przekazały informacje o rzeczywistym charakterze wydarzeń w Poznaniu.

Władze komunistyczne zdecydowały o użyciu wojska. Jeszcze przed południem komendant Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych skierował do centrum około 300 podchorążych z 16 czołgami. Ich zadaniem była ochrona najważniejszych obiektów w mieście. Dziewięć maszyn zostało podpalonych przez manifestantów, a pozostałe wróciły do koszar.

Do Poznania zaczęto ściągać oddziały znajdujące się na poligonie w Biedrusku. Miasto otoczyli żołnierze dywizji pancernych oraz dwóch dywizji piechoty. Część oddziałów wraz z czołgami wkroczyła do Poznania.

Dowodzenie operacją pacyfikacyjną powierzono gen. Stanisławowi Popławskiemu, sowieckiemu oficerowi w mundurze Ludowego Wojska Polskiego. Żołnierzom przedstawiano wydarzenia jako próbę kontrrewolucyjnego wystąpienia przeciwko państwu. „Żołnierzom tłumaczono, że jadą walczyć z kontrrewolucją. Część z nich była nawet przekonana, że walczy z Niemcami” — wyjaśniał prof. Białecki.

Walki trwały także w nocy z 28 na 29 czerwca, mimo wprowadzenia godziny milicyjnej. 29 czerwca wojsko likwidowało ostatnie punkty oporu. W całej operacji tłumienia Poznańskiego Czerwca wzięło udział ponad 10 tys. żołnierzy. Użyto blisko 360 czołgów i ponad 30 dział pancernych.

Tego samego dnia rozpoczęły się zatrzymania uczestników protestu. Wieczorem 29 czerwca premier Józef Cyrankiewicz wygłosił przemówienie radiowe, w którym zagroził „odrąbywaniem rąk” każdemu, kto podniesie rękę przeciwko władzy ludowej.

Według ustaleń IPN w czasie wydarzeń poznańskich śmierć poniosło 58 osób, w tym 50 cywilów. Najmłodszą z ofiar był 13-letni chłopiec, Romek Strzałkowski, który zginął 28 czerwca wskutek rany postrzałowej klatki piersiowej.

Około 600 osób zostało rannych. We wrześniu i październiku 1956 roku rozpoczęły się procesy uczestników protestu.

Czytaj też:

Radom, Ursus, Płock. Czerwiec 1976 zmusił ekipę Gierka do ustępstwa

Czołgi na ulicach. Stan wojenny

Kresy.pl / Dzieje / IPN

Tagi: , , ,
forma płatności