Ukraińskie organy antykorupcyjne prowadzą śledztwo dotyczące legalizacji ponad 460 mln hrywien przy budowie luksusowego osiedla „Dynastia” pod Kijowem. Podejrzenie w tej sprawie usłyszał były szef Biura Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak, który zaprzecza zarzutom. W materiałach pojawiają się także Timur Mindicz, Ołeksij Czernyszow oraz wątki związane z firmą zbrojeniową Fire Point.
W maju 2026 roku ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna poinformowały o podejrzeniach wobec Andrija Jermaka, byłego szefa Biura Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, w sprawie prania pieniędzy przy budowie luksusowego osiedla pod Kijowem. Informacje podały ukraińskie media, w tym Ukraińska Prawda, Babel i Hromadske.
Może Cię zainteresowac:
Kolejna afera korupcyjna w ukraińskiej armii. Dorabiali na dostawach żywności dla żołnierzy
Były wiceszef kancelarii Zełenskiego ścigany za defraudację środków
Sprawa dotyczy osiedla „Dynastia” w miejscowości Kozyn w obwodzie kijowskim. Według śledczych w latach 2021–2025 uczestnicy procederu mieli zalegalizować ponad 460 mln hrywien poprzez budowę kompleksu obejmującego cztery prywatne rezydencje i wydzieloną strefę spa.
Śledczy łączą sprawę z operacją „Midas”
Śledztwo wykazało również, że część finansowania projektu mogła pochodzić z mechanizmów korupcyjnych w państwowym koncernie Energoatom, badanych w ramach operacji „Midas”. Afera ta wybuchła w listopadzie 2025 roku, gdy NABU poinformowało o nadużyciach w sektorze energetycznym.
W ramach trwającej 15 miesięcy operacji „Midas” przeprowadzono ponad 70 przeszukań. Śledczy badali między innymi działania Timura Mindicza, dawnego partnera biznesowego Zełenskiego, ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenki oraz koncernu Energoatom.
Mindicz opuścił Ukrainę i wyjechał do Izraela przed ogłoszeniem podejrzeń. NABU przekazało następnie dokumenty potrzebne do umieszczenia go na liście poszukiwanych Interpolu.
Kolejne osoby usłyszały podejrzenia
11 maja NABU i SAPO ogłosiły podejrzenie Andrijowi Jermakowi. Następnego dnia podejrzenia w tej samej sprawie usłyszało sześć kolejnych osób, w tym były wicepremier Ołeksij Czernyszow i biznesmen Timur Mindicz.
Czernyszow i Mindicz występują również w sprawie Energoatomu. Wyższy Sąd Antykorupcyjny zastosował wobec Czernyszowa areszt z możliwością wpłacenia kaucji w wysokości 120 mln hrywien, która została uiszczona w całości.
Jermak zaprzecza oskarżeniom. „W ciągu ostatnich kilku miesięcy na organy ścigania wywierana była bezprecedensowa presja ze strony opinii publicznej, domagającej się podjęcia przez nie konkretnych decyzji proceduralnych w mojej sprawie” — ocenił były szef Biura Prezydenta Ukrainy.
Szef Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej Ołeksandr Kłymenko zapowiedział, że prokuratura będzie wnioskować o środek zapobiegawczy wobec byłego urzędnika. „Prokuratura zwróci się o zastosowanie wobec Andrija Jermaka środka zapobiegawczego w postaci aresztu z alternatywą wpłacenia kaucji” — przekazał Kłymenko.
Wyższy Sąd Antykorupcyjny Ukrainy zdecydował o areszcie Jermaka z możliwością wpłacenia kaucji w wysokości 140 mln hrywien.
Warto również przypomnieć, że Jermak był objęty postępowaniem dotyczącym domniemanego schematu korupcyjnego o wartości 100 mln dolarów, którego centrum miał być państwowy monopolista energetyki jądrowej Enerhoatom. Śledztwo w tej sprawie wszczęto w ubiegłym roku. Według ukraińskich mediów jest to największe postępowanie korupcyjne w czasie prezydentury Zełenskiego.
Umierow pojawia się w wątku Fire Point
W ukraińskich mediach pojawił się również wątek Rustema Umierowa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy oraz byłego ministra obrony. Ukraińska Prawda opublikowała nagrania, na których Umierow ma rozmawiać z Mindiczem o firmie Fire Point, produkującej drony i pociski rakietowe.
Nagrania miały zostać zarejestrowane przez NABU. Rozmowy dotyczą okresu sprzed 2025 roku, gdy Umierow kierował resortem obrony.
Według Ukraińskiej Prawdy rozmowy Mindicza i Umierowa dotyczyły kondycji Fire Point oraz możliwej sprzedaży udziałów spółki inwestorowi z Zatoki Perskiej. Z nagrań ma wynikać, że Mindicz wypowiadał się o firmie w sposób sugerujący co najmniej rolę lobbysty, a w wariancie dalej idącym ukrytego udziałowca.
Mindicz miał mówić o Fire Point w pierwszej osobie, używając sformułowań „możemy wyprodukować” i „jesteśmy prawdziwym przedsiębiorstwem”. Formalnie nie przedstawiał się jednak jako udziałowiec firmy ani osoba odpowiedzialna za jej ekspansję zagraniczną.
Fire Point jest postrzegana jako jedna z najważniejszych ukraińskich spółek zbrojeniowych czasu wojny. Firma rozwija między innymi drony dalekiego zasięgu FP1 oraz pocisk manewrujący Flamingo, wykorzystywane w działaniach przeciwko rosyjskiej infrastrukturze wojskowej i paliwowej.
Spółka współpracuje z zagranicznymi partnerami, w tym z Danią, Holandią i Wielką Brytanią. Polska również sondowała możliwości współpracy z Fire Point, choć według nieoficjalnych rozmów prowadzonych z osobami związanymi z MON preferowanym kierunkiem pozostaje kooperacja ze spółkami kontrolowanymi przez państwo ukraińskie, w tym z Ukroboronopromem.
Jesienią 2025 roku, po ujawnieniu pierwszych taśm NABU, rząd Danii zażądał wyjaśnień od władz ukraińskich. Kopenhaga jest jednym z kluczowych partnerów Fire Point, a na terytorium Danii, w pobliżu bazy sił powietrznych Skrydstrup, ma powstać fabryka paliwa rakietowego potrzebnego do rozwoju pocisków Flamingo.
Po wybuchu skandalu zawieszono podpisanie umowy dotyczącej budowy zakładu. Strony nie potwierdziły jednak informacji, że porozumienie zostało definitywnie zerwane.
Założyciel spółki miał rosyjską przeszłość
Formalnym twórcą i udziałowcem Fire Point jest Denys Shtillerman. Według ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Korupcji do 2016 roku posiadał on obywatelstwo rosyjskie i wcześniej występował pod nazwiskiem Daniłow.
Centrum Przeciwdziałania Korupcji twierdzi, że Shtillerman przed 2016 rokiem inwestował w nieruchomości pod Moskwą, miał być skazany w Rosji za oszustwa i podrabianie dokumentów, a po utracie rosyjskiego paszportu próbował dochodzić jego przywrócenia przed moskiewskimi sądami.
CPK zarzuca mu także, że do 2022 roku współpracował z Jarosławem Karpowem, rosyjskim przedsiębiorcą związanym z przemysłem obronnym. Karpow miał działać w obszarze technologii rakietowych i pocisków Iskander, używanych przez Rosję w wojnie przeciwko Ukrainie.
Aktywiści chcą nacjonalizacji Fire Point
Sprawa Fire Point wywołała postulaty nacjonalizacji spółki. Aktywiści antykorupcyjni działający przy ukraińskim ministerstwie obrony wskazali, że firma korzystała z publicznych środków, a ewentualne potwierdzenie ukrytych udziałów Mindicza mogłoby stworzyć podstawy do przejęcia aktywów przez państwo.
Jurij Hudymenko, aktywista antykorupcyjny cytowany przez ukraińską prasę, ocenił, że nacjonalizacja miałaby służyć „zdystansowaniu się przez przedstawicieli państwa od osób, które używały swojej pozycji, funkcji lub kontaktów do wzbogacenia się”.
W ukraińskim porządku prawnym nacjonalizacja może zostać przeprowadzona w warunkach stanu nadzwyczajnego przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony w porozumieniu ze Sztabem Generalnym. Podobny mechanizm zastosowano w 2022 roku wobec spółki Motor Sicz, której właściciel Wiaczesław Bohusłajew był oskarżany o związki z Rosją.
Motor Sicz specjalizuje się w produkcji i remontach silników do śmigłowców i samolotów. Bohusłajew był oskarżany przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy o pomoc Rosjanom w produkcji silników do śmigłowców szturmowych Ka-50 i Ka-52.
W przypadku Fire Point nacjonalizacja byłaby możliwa, jeśli sąd potwierdziłby tezy o rzeczywistych udziałach Mindicza. Przebywający w Izraelu biznesmen został objęty sankcjami ukraińskich władz, co może stworzyć podstawę do przejęcia kontrolowanych przez niego aktywów.
Kresy.pl/Wirtualna Polska/Babel





























