W Senacie USA senator Tammy Duckworth stanęła w obronie polskich żołnierzy służących w Iraku i Afganistanie. Spór z udziałem Marco Rubio dotyczył realnego udziału żołnierzy NATO w działaniach bojowych.
podczas wysłuchania w Senacie Stanów Zjednoczonych, doszło do ostrej wymiany zdań dotyczącej słów prezydenta Donalda Trumpa na temat zaangażowania wojsk NATO w Afganistanie. Kluczowym wątkiem debaty były zarzuty sugerujące, że żołnierze państw sojuszniczych — w tym polscy — mieli unikać bezpośrednich walk.
Na wypowiedzi prezydenta Trumpa zdecydowanie zareagowała senator Partii Demokratycznej z Illinois Tammy Duckworth, weteran wojny w Iraku, która w wyniku odniesionych ran porusza się na wózku inwalidzkim. Podczas przesłuchania przypomniała, że służyła ramię w ramię z polskimi żołnierzami, którzy byli celem ataków bojowników i uczestniczyli w działaniach bojowych.
Duckworth podkreśliła, że polscy żołnierze nie tylko walczyli w Iraku i Afganistanie, lecz także ponieśli ofiary. Zwróciła uwagę, że współpraca polskich sił zbrojnych z Gwardią Narodową stanu Illinois trwa od około 30 lat, a Polska była jednym z państw realnie angażujących się w misje NATO, także w najbardziej niebezpiecznych rejonach.
Do krytyki senator odniósł się sekretarz stanu USA Marco Rubio, który wystąpił w obronie wypowiedzi prezydenta Trumpa. Stwierdził, że intencją prezydenta było zwrócenie uwagi na konieczność zwiększania zdolności wojskowych sojuszników, a nie bezpośrednie kwestionowanie ich odwagi czy poświęcenia. Jednocześnie przyznał, że nie wszystkie państwa NATO uczestniczyły w misjach w takim samym zakresie.
Duckworth odpowiedziała, że zarzuty formułowane przez prezydenta nie dotyczyły zdolności, lecz rzekomego „pozostawania z tyłu” i unikania walk, co — jej zdaniem — jest sprzeczne z doświadczeniami żołnierzy, którzy służyli razem z Polakami na froncie.
Falę komentarzy wywołała wypowiedź Trumpa udzielona w rozmowie z telewizją Fox News. Prezydent USA ocenił wówczas, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały wsparcia NATO i „nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły” partnerów z sojuszu. Dodał również, że część państw wysyłała swoje wojska m.in. do Afganistanu lub Sudanu, jednak „pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu”.
Słowa te spotkały się z ostrą reakcją wśród sojuszników, w tym w Polsce. Do wypowiedzi amerykańskiego prezydenta odnieśli się wcześniej prezydent, premier oraz przedstawiciele rządu.
Kresy.pl/X/WP





























