Izraelski Kanał 14 podał, że zagraniczne państwa uzbrajają protestujących w Iranie w broń palną. W środę irański minister spraw zagranicznych cytując wpis oskarżył Izrael o chwalenie się ingerencją w manifestacje i o próbę wciągania USA „w wojnę w jego imieniu”.
We wtorek izraelski Kanał 14 opublikował materiał, w którym podał, że „zagraniczne elementy” mają uzbrajać protestujących w Iranie w broń palną, co według tej relacji miało się przełożyć na liczbę ofiar wśród irańskich sił bezpieczeństwa. W tekście wskazano również, że w ocenie prezentowanej w Izraelu prezydent USA Donald Trump może wkrótce wezwać do amerykańskiego ataku, a na decyzję mają wpływać obrazy i informacje o liczbie ofiar śmiertelnych.
W publikacji pojawiła się teza o charakterze trwających działań, przedstawionych jako skoordynowana operacja. „Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to, że jest to połączona operacja ataków powietrznych, potężnego cyberataku, który zaszkodzi zdolności dowodzenia i kontroli reżimu irańskiego, oraz ataku psychologicznego.” W materiale postawiono także pytanie o możliwy zakres ewentualnej decyzji Stanów Zjednoczonych, w tym o scenariusz operacji o ograniczonym charakterze lub działania szeroko zakrojonego, które miałoby doprowadzić do obalenia rządu.
W środę do wątku odniósł się minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi: „Izrael zawsze dążył do wciągnięcia Stanów Zjednoczonych w wojny w swoim imieniu. Ale co zadziwiające, tym razem mówią głośno o tym, co jest po cichu” – oświadczył, cytując post Tamira Moraga, korespondenta ds. dyplomacji izraelskiego Kanału 14.
Araghchi przekazał, że ulice Iranu są „przesiąknięte krwią” i oskarżył Izrael o chwalenie się uzbrajaniem protestujących, co według niego miało przyczynić się do „setek zgonów”. „Mając krew na ulicach, Izrael otwarcie chwali się, że ma «uzbrojonych protestujących» i to jest powód setek ofiar śmiertelnych” – powiedział.
Zamieszki w Iranie zostaną wykorzystane jako pretekst do interwencji?
Stany Zjednoczone rozpoczęły wycofywanie części personelu z kluczowych baz wojskowych po oświadczeniu ze strony Iranu, który zagroził uderzeniem w amerykańskie placówki wojskowe w przypadku agresji na swoje państwo – poinformował Reuters 14 stycznia. Podobne działania były podejmowane już wcześniej. Przed amerykańskimi nalotami na Iran w czerwcu część personelu została przeniesiona z baz USA funkcjonujących w regionie Bliskiego Wschodu.
Amerykański prezydent Donald Trump zaostrzył retorykę względem Iranu, grożąc interwencją, a także zapowiedział wsparcie dla zamieszek. 13 stycznia wezwał demonstrantów do kontynuowania wystąpień i do przejmowania instytucji państwowych, zapowiadając jednocześnie pomoc ze strony Waszyngtonu oraz zerwanie kontaktów z władzami w Teheranie do czasu zakończenia represji.
Dzień wcześniej Donald Trump ogłosił wprowadzenie 25 proc. ceł importowych na towary z każdego kraju prowadzącego interesy handlowe z Iranem, będącym jednym z głównych eksporterów ropy naftowej. Jednocześnie zapowiedział, że dalsze działania militarne pozostają jedną z opcji reakcji USA na represje wobec protestujących.
We wtorek Zespół ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta odbył spotkanie, aby omówić zaktualizowane opcje dotyczące Iranu. Planiści Pentagonu przedstawili również opcje operacji cybernetycznych i kampanii psychologicznych mających na celu zakłócenie irańskich struktur dowodzenia, komunikacji i mediów państwowych, twierdzą źródła.
Dziennik „The New York Times” napisał w weekend, że Trump rozważa różne możliwości ataku na Iran przedstawiane mu przez amerykańskich wojskowych. Według gazety Trump „nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji”
Władze Iranu, w reakcji na wypowiedzi Trumpa, oskarżyły USA i Izrael o podsycanie niepokojów. Irański szef służb bezpieczeństwa Ali Larijani napisał w serwisie X, że Donald Trump i premier Izraela Benjamin Netanjahu są „głównymi zabójcami” narodu irańskiego.
Równolegle minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araqchi poinformował w poniedziałek, że w czasie trwania protestów pozostawał w kontakcie ze specjalnym wysłannikiem USA Stevem Witkoffem, a Teheran analizuje propozycje przekazane przez stronę amerykańską. Według portalu Axios w weekend Witkoff spotkał się z Rezą Pahlawim, wygnanym synem ostatniego szacha Iranu i jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli podzielonej opozycji, który wezwał Donalda Trumpa do interwencji.
Protesty w Iranie rozpoczęły się 28 grudnia w związku ze spadkiem wartości waluty i szybko przerodziły się w ogólnokrajowe demonstracje z hasłami wzywającymi do upadku rządzącego od 1979 r. systemu duchowieństwa.
Po raz pierwszy od wybuchu zamieszek władze Iranu podały łączną liczbę ofiar śmiertelnych. Według irańskiego urzędnika w protestach zginęło około 2 tys. osób. Amerykańska organizacja praw człowieka HRANA poinformowała natomiast, że potwierdziła śmierć 2003 osób, z czego 1850 to protestujący, a liczba zatrzymanych wzrosła do 16 784.
Równocześnie w Iranie odbyły się wiece, w których uczestnicy potępili zamieszki związane uliczne i potwierdzili poparcie dla Republiki Islamskiej. Odbyły się one w szeregu miast Iranu, a frekwencja ma marszu w stołecznym Teheranie mogła sięgać kilkuset tysięcy osób. W tym ostatnim brał udział prezydent państwa Masud Pezeszkian.






























