W nocy z 26 na 27 grudnia 1944 roku nad Beskidem Wyspowym pojawił się Liberator z bazy Campo Casale pod Brindisi. Przytransportował do Polski ostatnich cichociemnych.
Na zrzutowisku „Wilga I” w rejonie Szczawy odebrano sześciu ostatnich cichociemnych: kapitana Stanisława Dmowskiego, majora Zdzisława Sroczyńskiego, majora Witolda Edwarda Uklańskiego, porucznika Jana Matyskę, porucznika Bronisława Czepczaka-Góreckiego oraz plutonowego Jana Parczewskiego.
Ich zadaniem było utrzymanie łączności, przekazanie sprzętu i środków finansowych oraz przygotowanie struktur konspiracyjnych w kraju, który wchodził już w strefę sowieckiej okupacji. Był to zarazem finał trwającej od 1941 roku epopei alianckich lotów do Polski — symboliczny, ryzykowny i potrzebny do ostatniej chwili.
Elita żołnierzy
Kim byli cichociemni? To ochotnicy — elita Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie — szkoleni do zadań szczególnie niebezpiecznych: dywersji, sabotażu, wywiadu, łączności i działań partyzanckich. Operowali w latach 1941–1944, lądując nocą na tajnych zrzutowiskach i nierzadko przejmując w kraju kluczowe funkcje dowódcze. Do Polski przerzucono 316 takich skoczków; ponad setka zginęła, wielu trafiło do więzień lub zostało zamordowanych po wojnie.
Cichociemni byli zrzucani głównie do centralnej i południowej Polski, tam gdzie działały silne struktury Armii Krajowej i gdzie łatwiej było ukryć zarówno ludzi, jak i zasobniki. Już w czasie wojny przygotowano setki placówek odbiorczych — część z nich nigdy nie została użyta, inne przyjmowały skoki po kilka razy. Wykorzystano m.in. na zrzutowiska: Wilga, Wilga 1, Sójka, Gołąb, Kaczka 1 — zlokalizowane głównie na terenach okręgów: Warszawa, Radom-Kielce, Lublin, Kraków, a także na Podkarpaciu.
Szkoleni na Zachodzie
Szkolenie cichociemnych odbywało się w wyspecjalizowanych ośrodkach w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Kandydaci przechodzili mordercze ćwiczenia spadochronowe, uczyli się walki konspiracyjnej, materiałów wybuchowych, łączności, szyfrów, sztuki kamuflażu i dowodzenia. Tylko najlepsi trafiali do kraju. W tym gronie byli także pomysłodawcy samej łączności lotniczej — mjr Jan Górski „Chomik” i ppłk Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” — a także wybitni dowódcy partyzanccy: Jan Piwnik „Ponury” i Hieronim Dekutowski „Zapora”. Jedyną kobietą wśród skoczków była Elżbieta Zawacka „Zo”, emisariuszka Komendy Głównej AK, której odwaga i dyscyplina stały się symbolem służby kobiet w konspiracji.
Wśród najwybitniejszych cichociemnych znaleźli się także m.in. generał Leopold Okulicki „Niedźwiadek” — ostatni komendant Armii Krajowej — oraz płk Kazimierz Iranek-Osmecki, szef wywiadu AK. Warto dodać także takie postaci jak Stanisław Jankowski, twórca sieci legalizacyjnej, czy Stefan Bałuk, znakomity fotograf-dokumentalista podziemia.
Cichociemni organizowali kursy dywersyjne, prowadzili sabotaż, wzmacniali dowództwa okręgów, tworzyli siatki wywiadowcze i utrzymywali łączność z Londynem — także wtedy, gdy wojna przesuwała się na wschód. Dewiza, którą przyjęli, brzmiała bez złudzeń: „Wywalcz wolność lub zgiń”. Nie była to pusta formuła. To program życia i służby, wypełniany aż do końca — również przez tych, którzy wracali z misji prosto do więzień i sal sądów w powojennej Polsce.
Ostatni zrzut w grudniu 1944 roku pokazał, że polska konspiracja — mimo zmieniającej się mapy frontu — wciąż myślała w kategoriach niezależności. Dziś dokonania cichociemnych pozostają jedną z najpiękniejszych kart historii XX-wiecznej Polski.











