Tuż przed wybuchem II wojny światowej Polska zakupiła 100 czołgów Renault R-35, traktując je jako uzupełnienie ograniczonej produkcji krajowych 7TP. Mimo wcześniejszych testów, w których uznano pojazd za niespełniający wymogów Wojska Polskiego, w obliczu zagrożenia ze strony Niemiec wprowadzono go do jednostek walczących we wrześniu 1939 roku, m.in. na przedmościu rumuńskim i pod Kamionką Strumiłową.
W 1935 roku we Francji rozpoczęto produkcję lekkiego czołgu Renault R-35, projektowanego jako następca konstrukcji FT-17 z czasów I wojny światowej. Pojazd wyposażono w krótkolufowe działo Puteaux SA wz. 1918 kalibru 37 mm oraz karabin maszynowy MAC 31 kal. 7,5 mm, a w późniejszych seriach montowano również armaty o dłuższej lufie. Mógł on przewozić 100 pocisków artyleryjskich i około 2400 nabojów do karabinu maszynowego.
Czołg napędzał silnik benzynowy o mocy 82 KM, pozwalający osiągnąć prędkość 20 km/h na drogach i 14 km/h w terenie. Zużycie paliwa wynosiło 212 litrów na 100 kilometrów, przy pojemności zbiornika 170 litrów. Konstrukcja kadłuba łączona była nitami, natomiast wieża stanowiła jednolity odlew podobny do stosowanego w czołgach Hotchkiss H-35.
Opancerzenie pojazdu obejmowało: 30 mm z przodu kadłuba, 40 mm na bokach i z tyłu, 14 mm na spodzie oraz 30–40 mm na wieży. Załogę stanowiły dwie osoby, co powodowało przeciążenie obowiązkami dowódcy, który odpowiadał jednocześnie za kierowanie pojazdem, obsługę działa, karabinu, radiostacji i obrót wieży. W praktyce ograniczało to możliwości bojowe w warunkach walki manewrowej.
R-35 wykorzystywano również w zadaniach saperskich, m.in. do holowania, dostarczania wyposażenia dla piechoty w okopach oraz odminowywania terenu.
Zobacz też: 10TP: Historia polskiego czołgu, który miał wyprzedzić swoje czasy
W 1938 roku Wojsko Polskie pozyskało dwa egzemplarze R-35 do prób w Biurze Badań Technicznych Broni Pancernych. Testy wykazały, że konstrukcja nie spełniała wymagań wojska, podobnie jak oceniany równolegle Hotchkiss H-35. Polska starała się o zakup bardziej zaawansowanego czołgu Somua S-35, jednak francuski rząd nie wyraził na to zgody.
W kwietniu 1939 roku, w obliczu zagrożenia konfliktem z Niemcami i ograniczonych możliwości zwiększenia produkcji krajowego czołgu 7TP, zdecydowano o zakupie 100 pojazdów R-35. Pierwsza partia, obejmująca 50 (lub 49) sztuk oraz trzy H-35, dotarła w lipcu i została przekazana do 12. Batalionu Pancernego w Łucku.
Zobacz też: Zapomniany polski pancerniak. Historia samochodu, który miał zmienić wojsko II RP [+VIDEO]
Zobacz też: Samochód pancerny wz. 34 – podstawowy pojazd rozpoznawczy Wojska Polskiego w 1939 roku
Po wybuchu wojny część otrzymanego sprzętu posłużyła do sformowania 21. Batalionu Czołgów Lekkich, któremu powierzono osłonę przedmościa rumuńskiego. Pojazdy brały również udział w działaniach bojowych formacji pancernej w składzie grupy „Dubno”. Oddziały wykorzystujące R-35 walczyły zarówno z Wehrmachtem pod Kamionką Strumiłową, jak i z Armią Czerwoną pod Krasnem.
Większość czołgów z 21. Batalionu Czołgów Lekkich, bez udziału w walkach, przekroczyła 18 września granicę Rumunii, gdzie zostały internowane. Jedynie sześć egzemplarzy skierowano wcześniej do oddziałów Obrony Narodowej broniących Stanisławowa, które następnie połączyły się z wycofującą się 10. Brygadą Kawalerii Zmotoryzowanej.
Druga partia zamówionych pojazdów nie dotarła już do Polski — we wrześniu została skierowana do Tunezji.

sprzęt zdobyty przez Armię Czerwoną w Budapeszcie, trzeci od lewej widoczny czołg Renault R-35, prawdopodobnie polski fot: wikipedia.org
Kresy.pl









