Kanada dopiero oswaja się z politycznymi zmianami po wyborach i trudnych relacjach z administracją Donalda Trumpa, gdy na horyzoncie pojawia się nowy kryzys – możliwe referendum niepodległościowe w Albercie.

Prowincja, nazywana często „kanadyjskim Teksasem”, dzięki ogromnym zasobom ropy i gazu od dekad jest gospodarczym sercem kraju. Dziś staje się również epicentrum nastrojów separatystycznych.

Niechęć części mieszkańców Alberty wobec Ottawy ma długą historię. Już w latach 80. ubiegłego wieku pojawiła się partia Western Canada Concept, która postulowała odłączenie od Kanady w odpowiedzi na politykę energetyczną rządu federalnego. Choć jej wpływy szybko wygasły, frustracje nie zniknęły. Nowe życie ruch separatystyczny zyskał po serii sporów z liberalnymi rządami Justina Trudeau, które wprowadzały regulacje klimatyczne, ograniczające rozwój przemysłu naftowego.

W 2022 roku powstał Alberta Prosperity Project (APP), dziś mający ponad 200 tys. członków i sympatyków. Organizacja domaga się referendum, a premier prowincji Danielle Smith, kanadyjska polityk konserwatywna, ułatwiła jego formalne przeprowadzenie, obniżając wymagany próg podpisów do ok. 177 tys. i wydłużając czas ich zbierania. Sama Smith nie popiera formalnie secesji, lecz otwarcie przyznaje, że groźba referendum ma być kartą przetargową w sporach z Ottawą o politykę energetyczną i podatkową.

Bogactwo surowców i tradycje handlu z USA

Kluczowym punktem sporu są zasoby naturalne. Alberta produkuje około 4,3 mln baryłek ropy dziennie, co stanowi 84 proc. całej kanadyjskiej produkcji. To złoża, które mogłyby uczynić z prowincji niezależnego eksportera. Problemem jest jednak geografia – Alberta jest śródlądowa, a ponad 90 proc. jej granic styka się z Kanadą. Surowce trafiają do USA głównie przez rurociągi przebiegające przez inne prowincje, co utrudnia pełną samodzielność gospodarczą.

Handel z USA pozostaje jednak imponujący. W samym 2018 roku wymiana między Albertą a sąsiednią amerykańską Montaną wyniosła 4,34 mld dolarów. Granicę długości ok. 300 km przecinają nie tylko szlaki towarowe, lecz także infrastruktura energetyczna, jak linie przesyłowe i wspólne systemy rzeczne. Turystyka i współpraca lokalna dodatkowo wzmacniają te więzi. Zwolennicy secesji podkreślają, że Alberta mogłaby korzystać bardziej z tej bliskości, gdyby uniezależniła się od Ottawy.

Czy Alberta mogłaby stać się 51. stanem?

Idea, by Alberta weszła do USA jako 51. stan, zyskała rozgłos po wypowiedziach Donalda Trumpa, sugerujących aneksję Kanady. Dla części mieszkańców rozczarowanych polityką federalną i sympatyzujących z konserwatywnymi wartościami Amerykanów, wizja ta ma atrakcyjny wymiar symboliczny. Niektórzy wskazują również na pandemię i federalne obostrzenia jako katalizator rozczarowania Kanadą.

Jednak realia są mniej obiecujące. Eksperci zwracają uwagę, że USA nie są przygotowane na absorpcję prowincji o takiej skali wydobycia – rurociągi prowadzące bezpośrednio z Alberty do USA mają ograniczoną przepustowość (np. Express Pipeline, ok. 310 tys. baryłek dziennie). Ponadto polityczne i konstytucyjne przeszkody byłyby ogromne – Alberta musiałaby zerwać związki z Kanadą w sposób uznany międzynarodowo, a to wymagałoby nie tylko referendum, lecz także szerokich negocjacji dyplomatycznych.

W sondażach poparcie dla secesji utrzymuje się na razie na poziomie ok. 30 proc., rosnąc jednak w momentach kryzysów politycznych. To więcej niż w przeszłości, ale nadal niewystarczająco, by realnie zagrozić jedności kraju.

Czytaj też: Trump nazywa Kanadę 51. stanem

Jest jeszcze Quebec

Alberta to nie jedyna prowincja, w której odżywają separatyczne nastroje. Z uwagą na wydarzenia na prerii patrzy także Quebec, gdzie idea niepodległości, choć osłabiona po przegranym referendum z 1995 roku, wciąż ma swoich zwolenników.

Liderzy separatystycznych ugrupowań, jak Paul St-Pierre Plamondon z Parti Québécois, wyrażają solidarność z Albertą i mówią o wspólnych frustracjach dotyczących ingerencji rządu federalnego. Plamondon odwiedził Calgary, deklarując, że separatyści z jego prowincji i Albertanie mają podobne poczucie, iż Ottawa ogranicza autonomię prowincji.

Obecny premier Kanady Mark Carney, sam pochodzący z Alberty, stara się łagodzić nastroje. Podczas spotkań z Danielle Smith deklarował chęć rozmów i współpracy, jednocześnie zaznaczając, że Kanada „jest silniejsza razem”. Dla niego sprawa ma wymiar nie tylko gospodarczy, ale i symboliczny: jeśli Alberta odejdzie, cała kanadyjska federacja może się rozchwiać. Quebec może pójść w jej ślady.

Separatyzm w Albercie, choć głośny i nośny medialnie, pozostaje bardziej narzędziem presji niż realnym planem politycznym. Bogactwo złóż daje prowincji argumenty w sporach z Ottawą, ale jednocześnie uzależnia ją od stabilności międzynarodowych rynków i infrastruktury biegnącej przez inne prowincje.

Wizja 51. stanu USA pozostaje na razie polityczną fantazją, wzmacnianą przez retorykę Donalda Trumpa i rozczarowania części społeczeństwa. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalsze targowanie się Alberty o większe kompetencje i korzystniejsze warunki w ramach Kanady – choć echo secesyjnych haseł będzie brzmiało jeszcze długo. Warto obserwować to, co dzieje się w Albercie, ponieważ nastroje separatystyczne mogą czasem przynieść niespodziewane skutki.

Kresy.pl / New York Times / Politico / Montana Free Press

Czytaj też: Trump ponownie o przyłączeniu Kanady do USA

Tagi: , , , ,
forma płatności