Rząd Bułgarii kilkukrotnie zmieniał swoje stanowisko w sprawie domniemanych zakłóceń sygnału GPS samolotu przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Premier Rosen Żelazkow najpierw zaprzeczył incydentowi, by kilka godzin później odwołać własne słowa i powrócić do wersji o możliwych zakłóceniach.
W czwartek 4 września w Bułgarii doszło do serii sprzecznych komunikatów rządu dotyczących lotu przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Początkowo premier Rosen Żelazkow w wystąpieniu przed parlamentem oświadczył, że samolot, którym podróżowała, nie został dotknięty zakłóceniami systemu GPS, a jedynie wystąpiło częściowe przerwanie sygnału. Jak tłumaczył, podobne zjawiska mogą pojawiać się w obszarach gęsto zaludnionych.
Tego samego poranka podobne stanowisko przedstawił wicepremier i minister transportu Grozdan Karadżow. – „Według danych empirycznych, według detekcji radiowej, zapisów naszych agencji cywilnych i wojskowych, nie ma ani jednego faktu potwierdzającego tezę o zagłuszeniu sygnału GPS, które dotknęłoby ten samolot” – powiedział Karadżow w rozmowie z bułgarską stacją bTV.
Jednak kilka godzin później rząd zmienił oficjalną linię. Premier Żelazkow zwołał niespodziewaną konferencję prasową, podczas której odwołał swoje wcześniejsze stwierdzenia i ponownie nawiązał do kwestii wojny elektronicznej toczącej się na Ukrainie. – „Był bałagan informacyjny z pytaniami, faktami i okolicznościami interpretowanymi w sposób, który miał na celu zaszkodzić instytucjom bułgarskim” – oświadczył szef rządu.
Premier zaznaczył również, że brak sygnałów zakłóceń od naziemnych instrumentów pomiarowych nie oznacza, iż urządzenia pokładowe samolotu nie mogły ich odnotować. – „W związku z tym poleciłem Urzędowi Lotnictwa Cywilnego skontaktowanie się z linią lotniczą obsługującą ten lot, aby przeprowadzić dodatkową kontrolę dotyczącą instrumentów i komputerów w samolocie” – wyjaśnił Żelazkow.
Bułgarskie władze ogłosiły wystąpienie zewnętrznych zakłóceń w systemie GPS podczas poniedziałkowego lądowania samolotu przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w Płowdiwie. Zastępczyni głównej rzeczniczki Komisji Europejskiej, Arianna Podesta mówiła o podejrzeniach, że ingerencja miała pochodzić ze strony Rosji.
“Docierają do nas doniesienia medialne o zakłóceniach sygnału GPS w samolocie, którym leciała Ursula von der Leyen do Płowdiwu w Bułgarii. Według niektórych doniesień samolot pozostawał w oczekiwaniu przez godzinę. To właśnie możemy wywnioskować z naszych danych.” – napisano na koncie serwisu Flightradar zajmującym się monitorowaniem ruchu statków powietrznych w czasie rzeczywistym.
Serwis podkreślił, że lot z von der Leyen na pokładzie trwał “1 godzinę i 48 minut. Zajął 1 godzinę i 57 minut” a “transponder samolotu zgłaszał dobrą jakość sygnału GPS od startu do lądowania”.
Czytaj także: Von der Leyen: Jedna trzecia broni używanej przez Ukrainę pochodzi z Bułgarii
Kresy.pl/Politico





























