Amerykańscy urzędnicy twierdzą, że część przywódców europejskich oficjalnie wspiera wysiłki prezydenta Donalda Trumpa na rzecz zakończenia wojny na Ukrainie, lecz w kuluarach ma działać wbrew ustaleniom ze szczytu w Alasce. Zdaniem Białego Domu to Europa, a nie USA czy Rosja, ponosi odpowiedzialność za brak postępów.
Jak poinformował w sobotę portal Axios, wysocy rangą urzędnicy Białego Domu są zdania, że niektórzy liderzy państw Unii Europejskiej oficjalnie deklarują poparcie dla wysiłków prezydenta Donalda Trumpa na rzecz zakończenia wojny na Ukrainie, a jednocześnie zakulisowo osłabiają wypracowane porozumienia.
Administracja amerykańska zwróciła się do Departamentu Skarbu o przygotowanie listy sankcji, które mogłyby zostać wprowadzone przez Europę wobec Rosji. Dwa tygodnie po spotkaniu Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem nie odnotowano wyraźnych postępów w kierunku zakończenia działań wojennych. Według otoczenia prezydenta, winę ponoszą sojusznicy europejscy, a nie ani on sam, ani rosyjski przywódca.
Amerykańscy urzędnicy uważają, że część państw UE naciska na prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, by ten liczył na „lepsze porozumienie”, co ich zdaniem wydłuża konflikt. – „Europejczycy nie mogą przedłużać tej wojny i jednocześnie mieć nierealistycznych oczekiwań, oczekując, że Ameryka poniesie wszelkie koszty” – powiedział jeden z wysokich rangą urzędników Białego Domu, cytowany przez Axios. – „Jeśli Europa chce eskalować tę wojnę, to będzie jej wybór. Ale w ten sposób wyrywają porażkę z rąk zwycięstwa” – dodał.
Zobacz też: Bliski współpracownik Trumpa oskarża Putina o zwodzenie władz USA
Zobacz też: Trump miał sugerować udział Chin w misji pokojowej na Ukrainie. Zełenski odmówił
Według źródeł, bardziej konstruktywne podejście mają Londyn i Paryż, jednak Waszyngton skarży się, że inne duże państwa UE nie ponoszą odpowiedzialności finansowej i politycznej, a całość ciężaru przerzucają na USA. – „Dojście do porozumienia to sztuka tego, co możliwe. Tymczasem część Europejczyków żyje w świecie baśni, ignorując fakt, że do tanga trzeba dwojga” – mówił jeden z urzędników.
Po rozmowach z Putinem i Zełenskim Trump kilkakrotnie powtarzał, że kolejnym krokiem powinien być szczyt obu przywódców. Moskwa na razie odrzuca tę propozycję, a Kijów nie zgadza się na dyskusję o ustępstwach terytorialnych, dopóki Rosja nie siądzie do stołu negocjacyjnego.
Trump miał wyrazić irytację podczas posiedzenia rządu. – „Wszyscy tylko pozują. To wszystko gówno” – powiedział. Z kolei rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła: – „Być może obie strony nie są jeszcze gotowe, by same zakończyć tę wojnę. Prezydent chce jej końca, ale to przywódcy obu państw muszą tego chcieć”.
Według źródeł Axios, Trump rozważa ograniczenie zaangażowania dyplomatycznego, dopóki Kijów lub Moskwa nie okażą większej elastyczności. – „Usiądziemy z boku i poczekamy. Niech walczą dalej i zobaczymy, co się stanie” – miał powiedzieć jeden z doradców prezydenta.
Europejski urzędnik zaangażowany w rozmowy wyraził zdziwienie zarzutami Waszyngtonu. Podkreślił, że nie ma rozbieżności między tym, co przywódcy UE deklarują publicznie i prywatnie, oraz zaznaczył, że trwają prace nad kolejnym pakietem sankcji wobec Rosji.
Kresy.pl/Axios































