To on zwyciężył pod Kłuszynem. Stanisław Żółkiewski herbu Lubicz, urodzony w 1547 roku, zapisał się w dziejach Rzeczypospolitej Obojga Narodów jako wybitny żołnierz, polityk i pamiętnikarz. Pradziadek króla Jana III Sobieskiego, twórca miasta Żółkiew i autor cenionego pamiętnika wojennego – był jedną z kluczowych postaci przełomu XVI i XVII wieku.
Żółkiewski pochodził z niezamożnej, lecz szlacheckiej rodziny o wojskowych tradycjach. Jako młodzieniec związany z dworem Zygmunta Augusta, od 1566 roku kształcił się i zbierał doświadczenie polityczne, szczególnie pod skrzydłami kanclerza Jana Zamoyskiego, z którym połączyła go długoletnia współpraca.
Prawa ręka Zamoyskiego
Już w 1573 roku uczestniczył w poselstwie do Francji po nowo wybranego króla Henryka Walezego, ale początek jego prawdziwej kariery wojskowej przypadł na wojnę z Gdańskiem w 1577 roku. Żółkiewski zaczął późno, bo miał wtedy już 30 lat. Potem jednak zdobywał doświadczenie na wszystkich najważniejszych frontach: uczestniczył w wyprawach Stefana Batorego przeciwko Moskwie, często pełniąc role przywódcze, a także brał udział w rozgrywkach wewnętrznych – zwłaszcza w walce ze stronnictwem Zborowskich, której kulminacją było stracenie Samuela Zborowskiego.
W trakcie bezkrólewia po śmierci Stefana Batorego Żółkiewski poparł kandydaturę Zygmunta III Wazy. W 1588 roku, w czasie słynnej bitwy pod Byczyną, brał udział w pokonaniu wojsk arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. Odniesiona wtedy rana sprawiła, że do końca życia kulał. Został wówczas nagrodzony buławą hetmana polnego koronnego, co rozpoczęło jego wieloletnią służbę na najwyższych szczeblach wojskowości.
Jako prawa ręka Zamoyskiego realizował jego politykę wobec Mołdawii, Wołoszczyzny i Inflant. W 1595 roku razem z Zamoyskim odniósł zwycięstwo nad Tatarami pod Cecorą, a rok później tłumił powstanie kozackie Semena Nalewajki. Dowodził również kampanią w Mołdawii, wspierając Szymona Mohyłę. W Inflantach pokonał Szwedów pod Rewlem, zdobył Wolmar i Biały Kamień.
Po śmierci Zamoyskiego w 1605 roku Żółkiewski mógł wreszcie wyjść z jego cienia. Próbował kontynuować jego dziedzictwo, choć nie dysponował takim zapleczem ani wpływami. Mimo to pozostał aktywnym dowódcą i politykiem.
Byczyna, Guzów, Kłuszyn, dwie Cecory
W czasie rokoszu Zebrzydowskiego (1606–1607) Żółkiewski stanął po stronie króla i odniósł zwycięstwo pod Guzowem. Jednocześnie postulował ugodę i zachowanie politycznej równowagi w duchu szlacheckiego republikanizmu.
W 1608 roku został wojewodą kijowskim. Wielka sława przyszła po 1609 roku, kiedy rozpoczął się najważniejszy epizod jego kariery – wojna moskiewska. Najpierw brał udział w oblężeniu Smoleńska, a potem odniósł spektakularne zwycięstwo pod Kłuszynem (1610), pokonując znacznie liczniejsze siły moskiewskie.
„Acz się w tym poczuwał hetman, że z małą garścią ludzi przychodziło mu iść na pewne odkryte niebezpieczeństwo, wolał jednak puścić się na odwagę, niźli u Smoleńska bawić, którego ekspugnacją [zajęcie] zawżdy widział być trudną, gdyż gotowości i potęgi takiej nie było, za którą mogła być nadzieja wzięcia tego zamku” – relacjonował w swoim dziele „Początek i progres wojny moskiewskiej”. Dzięki tej odwadze hetmana bojarzy ogłosili królewicza Władysława carem, a Polacy wkroczyli do Moskwy.
Tragiczny powrót pod Cecorę
Lata późniejsze nie były łaskawe dla Żółkiewskiego. Jego działania przeciw Tatarom, Kozakom i konfederatom były prowadzone ze zmiennym szczęściem. Zawarty przez niego w 1617 roku traktat z Turkami oddający im wpływy w hospodarstwach naddunajskich wzbudził kontrowersje.
W 1618 roku Żółkiewski został kanclerzem wielkim koronnym i hetmanem wielkim. Rok później poniósł klęskę pod Oryninem, co znowu wystawiło go na krytykę. W obliczu tureckiego zagrożenia w 1620 roku podjął wyprawę do Mołdawii. Pod Cecorą 6 października 1620 roku w czasie odwrotu odmówił ucieczki z pola bitwy i poległ, walcząc do końca. Jego głowę Turcy zawiesili nad bramą sułtańskiego pałacu w Stambule, gdzie była eksponowana przez dwa lata. Później została wykupiona przez jego żonę, Reginę z Herburtów.
„Pan hetman”, czyli ideał obywatela
Żółkiewski był jednym z ostatnich przedstawicieli epoki szczytowej potęgi Rzeczypospolitej. To on odnosił dla nas najważniejsze zwycięstwa. Chciał uosabiać i uosabiał rzymskie cnoty obywatelskie. Jego „Pamiętnik” („Początek i progres wojny moskiewskiej”) jest uznawany za jedno z najpiękniejszych dzieł w języku staropolskim, a jego wartość historyczna i literacka jest nieoceniona. Zółkiewski wzorował go na dziełach Juliusza Cezara i pisał w trzeciej osobie – pisząc o sobie, dowódca używał formy „pan hetman”.
W testamencie tłumaczył synowi: „[…] wszystkom obracał na służbę Rzeczypospolitej i część majętności po ojcu mym zastawionej uprzedałem, ale mi tego nie żal. […] Zostawuję uczciwą sławę, obraz i przykład uczciwych spraw swoich”. Gdzie indziej zaznaczał: „Jeślibym w potrzebie umarł, […] niech trumna przykryta będzie szkarłatem, na znak wylania krwie dla Rzeczypospolitej, a to nie dla chluby żadnej, lecz dla pamiątki i dla pobudki drugich do cnoty i nieszanowania się dla Ojczyzny”.
Najlepszym testamentem były jednak słowa Żółkiewskiego, które zapisał w liście do króla: „Dawnom tego szukał, nie nad wolę swoją rad żywot położę dla wiary świętej, dla służby Waszej Królewskiej Mości, dla Rzeczypospolitej”. Wkrótce potem zginął.
Sędziwy hetman w ostatnim starciu z wrogiem stracił prawą rękę, odniósł również głęboką ranę na skroni. Iskender Pasza nakazał ściąć mu głowę i wysłać ją w darze sułtanowi. Zezwolił jednak na przewiezienie pozostałych szczątków polskiego wodza do Żółkwi, gdzie zostały złożone w rodzinnym grobowcu.
Zazwyczaj zwyciężał, chciał dać triumfalny przykład
Żółkiewski pozostawił po sobie prominentnych następców, na czele z hetmanem Stanisławem Koniecpolskim. Był także wzorem osobowym dla swojego prawnuka – króla Jana III Sobieskiego.
W 1597 roku Żółkiewski założył miasto Żółkiew i to tam, w kolegiacie św. Wawrzyńca, spoczął po śmierci, obok swego syna Jana. Ich wspólny nagrobek, ufundowany przez córkę Zofię Daniłowiczową, nosi napis: „Powstanie kiedyś z kości naszych mściciel”. Prorocze słowa, zważywszy na fakt, że potomkiem hetmana był najsłynniejszy pogromca Turków.
Co ważniejsze, jak pisał na naszych łamach Jacek Kowalski: „nasi powstańcy myśleli nader często o śmierci chwalebnej i tragicznej, prowadzili wojny tragiczne i bezsensowne, z nieustanną świadomością nieuchronnej klęski. A Żółkiewski na odwrót. To wódz, który zazwyczaj zwyciężał, i marzył o przykryciu nielicznych klęsk i uwiecznieniu zwycięstw śmiercią na polu chwały, tak aby dać sobą pozytywny, triumfalny przykład. Co mu się udało.”
Kresy.pl / MuzHP








