Tu złożył głowę Żółkiewski

Turyści udający się do Kiszyniowa w Mołdawii, drogą przez Mohylów Podolski, nie zdają sobie sprawy, że nie tylko lewy brzeg Dniestru jest obficie zroszony krwią zagończyków Rzeczypospolitej.

Także na prawym multańskim brzegu rzeki, na wysokości Mohylewa, polskie rycerstwo złożyło obfitą daninę krwi, to tu w czasie odwrotu spod Cecory złożył głowę jeden z największych wodzów Rzeczypospolitej sędziwy hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Przypomina o tym pomnik znajdujący się na polach wsi Bierezowka leżący na wzgórzu wśród kołchozowych jabłoniowych sadów. Trafić do niego nie jest łatwo. Wyjeżdżając z Otaci trzeba pojechać drogą na Soroki i po przejechaniu trzech kilometrów skręcić w prawo do Bierezowki. Droga do niej wiedzie przez sady. Jest wąska, ale jej asfaltowa nawierzchnia nie jest najgorsza. Przejeżdża się nią całą wieś, by następnie drogą przez sady dojechać do samego pomnika. Leży on jakiś kilometr za wsią w miejscu gdzie kończą się sady a zaczynają łąki położone na wzgórzach, zbocza których łagodnie opadają ku leżącym w dolinach jeziorkom. To tu rozegrał się dramat polskiej armii, cofającej się spod Cecory.



Miejscowi mołdawscy rolnicy mają tego świadomość, choć nie wiedzą, kiedy zdarzyła się bitwa na terenie ich miejscowości, ani kto w niej brał udział. Wiedzą tylko, że pomnik, który ją upamiętnia jest dedykowany polskiemu generałowi. Nie wiedzą jednak oni z kim walczył, ani dlaczego postawiono mu siedmiometrowy postument. Każdego, pytającego o drogę do niego, pytają czy jest on krewnym generała.

Język mołdawski nie jest tu w ogóle w obiegu wśród miejscowej ludności. Nawet dzieci chodzące do szkoły, gdzie jest on nauczany, na ulicy ze sobą rozmawiają po rosyjsku. Północ dzisiejszej Mołdawii jest praktycznie całkowicie rosyjskojęzyczna. Mieszkają tu głównie etniczni Rosjanie, bądź zrusyfikowani Ukraińcy. Niegdyś mieszkali tu tez Polacy. Dzisiejsza Bieriezowka , która pwostała w 1829r. Pierwotnie nazywała się Laszki, od Lachów, którzy mieszkali tu aż do przyłączenia Mołdawii do ZSRR. Później, gdy wieś przechrzczono na Pierwomajsk zniknęli bez śladu. Tylko w przygranicznym Otaci mieszkają jeszcze trzy rodziny, mające polskie korzenie…

Pierwszy pomnik Żółkiewskiemu ufundowała jego żona, a bezpośrednim wykonawcą jej woli był syn hetmana Jan, który wystawił go pod osłoną własnej chorągwi pancernej. Miał on na to cichą zgodę hospodara mołdawskiego oraz dowódców tureckich garnizonów , stacjonujących wzdłuż linii Dniestru. Pomnik zbudowali kamieniarze z Mohylowa. Stanął on na niewielkim kurhanie, kryjącym prochy poległych. Przytwierdzono do niego tablicę, na której wymieniono zasługi hetmana w służbie ojczyzny z cytatem:” Quam dulce et decorum est pro patria mori” – „Jakże słodko i zaszczytnie jest umrzeć za Ojczyznę”. Przetrwał on w tym miejscu prawie 240 lat. Był szanowany przez Turków i Mołdawian, a także przez Rosjan. Padł ofiarą barbarzyńcy w 1868r. Jak pisze Dr. Antoni J. (Rolle) był nim prawosławny diak z sąsiedniej wsi.: ” Uroiło się temu dowcipnemu Herostratowi, że w kurhanie muszą być skarby ukryte, nie znał historii, więc naprzód obalił kolumnę, zaciągnął ją do swojego ogrodu, kurhan rozkopał i nic nie znalazłszy zostawił gruzy na miejscu.” Jak wyglądał wówczas postument możemy dowiedzieć się z rysunku Napoleona Ordy, który podróżując po Kresach uwiecznił go na rynku. Mylnie zatytułował go jednak „Cecora”. Zasugerował tym samym, że to tu rozegrała się słynna bitwa, podczas gdy ona miała miejsce nad Prutem sto sześćdziesiąt kilometrów stąd… Błąd też powtarzają też niektórzy autorzy przewodników, a nawet, o zgrozo, historycy.

W 1903 r. Powstał Społeczny Komitet Odbudowy Pomnika Hetmana Żółkiewskiego, w skład którego weszli przedstawiciele polskiej inteligencji, organizującej obchody 300-lecia Żółkwi , a także Polacy mieszkający w Mohylowie i Kiszyniowie. Fachowej pomocy udzieliło mu warszawskie Towarzystwo opieki nad Zabytkami Przeszłości. Pomnik najprawdopodobniej został odbudowany w 1912r. Miał on wysokość 8,45 m i był zwieńczony kutym krzyżem o wysokości 1,40m. Stał on na kurhanie o średnicy 20 m i wysokości 2 m. Pomnik ten cudem dotrwał do naszych czasów, choć z braku konserwacji w bardzo złym stanie. Dzięki staraniom Ambasady Polskiej w Mołdawii, Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska” oraz środkom przyznanym przez Senat RP, Ośrodek d.s. Polskiego Dziedzictwa Kulturowego poza Granicami Kraju Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” podjął w 2003r. Prace restauracyjne. Zespołem konserwatorów kierował dr Janusz Smaza. Zakończył on prace w końcu września 2003r. I w październiku tegoż roku pomnik mógł zostać na nowo poświecony. Dokonał tego Prymas Polski kardynał Józef Glemp w asyście biskupów Antoniego Koszy z Kiszyniowa , Bronisława Biernackiego z Odessy. Towarzyszyła temu patriotyczna uroczystość i harcerskie ognisko.

Obecnie na hetmańskim pomniku widnieją dwie tablice: płyta w języku łacińskim umieszczona w 1912r. Przez Społeczny Komitet Odbudowy Pomnika Hetmana Stanisława Żółkiewskiego oraz płyta w języku polskim i rumuńskim. Przypominają one o dramacie, jaki rozegrał się na tutejszych polach w 1620r. Był on dopełnieniem bitwy, która rozegrała się kilka dni marszu od Mohylowa, nad Prutem, pod miejscowością noszącą obecnie nazwę Tutora. Nie przyniosła ona rozstrzygającego rezultatu i hetman chcąc ratować wojsko zarządził odwrót, ku polskiej granicy. Nie przyjął tureckich warunków zawieszenia broni i formułując taborową kolumnę zaczął się posuwać w stronę granic Rzeczypospolitej postanawiając, albo z honorem zginąć, albo szablą utorować sobie drogę do odwrotu.

Odwrót odbywał się na zasadzie ruchomej fortecy. Wojsko szło środkiem między dwoma rzędami wozów taborowych. Kolumna ta została uformowana zgodnie z kozackimi zasadami walki obozowej. Można też przypuszczać, że to Kozacy wchodzący w skład wojsk Żółkiewskiego zaprezentowali mu zastosowanie tego manewru i zdecydowanie starali się go zrealizować. Jednym z nich był podstarości czehryński Michał Chmielnicki, ojciec przyszłego hetmana Bohdana, który w „potrzebie cecorskiej” poległ w obronie Rzeczypospolitej, a towarzyszący mu syn Bohdan na dwa i pół roku dostał się do tureckiej niewoli… Turcy atakowali polski tabor siedemnaście razy na przestrzeni stu sześćdziesięciu pięciu kilometrów i zawsze zostali odparci. Pochód taboru odbywał się nocą a w dzień obrońcy taboru odpierali ataki Turków i Tatarów. System ten sprawdzał się aż do momentu kiedy pochód dotarł nocą 6 października w pobliżu miejscowości Serwinia odległego 10 km od Mohylewa. I wtedy niestety wewnątrz polskiego taboru nastąpiło zamieszanie i rozprężenie. Polacy bezwładnie ruszyli ku Dniestrowi i zwarty dotąd tabor rozerwał się na części. Żołnierze na własną rękę chcieli jak najszybciej dostać się na drugą stronę Dniestru. Tatarzy ścigający Polaków, natychmiast się zorientowali w sytuacji i przystąpili do ataku na uchodzących.

Wówczas to grupa ludzi zgromadzonych koło hetmana postanowiła pieszo ruszyć w ciemnościach ku granicy. „Nie zostało nas- pisze świadek tych chwil- tylko jedenaście człowieka, pan hetman polny dwunasty, z panem kanclerzem trzynastym. Szliśmy z nim pieszo na kilkoro strzelania z łuku, prosząc aby na konia wsiadł i równo z drugimi uchodził. Nie chciał tego uczynić, mówiąc te słowa: „Nie wsiądę, miło mi przy was umierać. Niech Pan Bóg nade mną wyrok swój, który uczynił, kończy.” Na znak swego postanowienia przebił podawanego mu konia własną szablą. Pokazało się jednak w tym zamęcie, gdy swoi i obcy krążyli konno po polu, że pieszemu grozi po prosu stratowanie, toteż ostatecznie nakłoniono sędziwego hetmana, chorego na nogi, by dosiadł konia.”

Nikt nie przestawił relacji z ostatnich chwil Żółkiewskiego. Jego ciało znaleziono 5 km od Mohylewa. Miał głęboką ranę ciętą na skroni i odrąbaną prawicę. Tatarzy po odnalezieniu jego zwłok odcięli głowę, wbili na dzidę i postawili przed namiotem Iskander paszy. Ten odesłał ją do Konstantynopola. Jego zwłoki a następnie głowę wykupiła żona, a w miejscu śmierci postawiła pomnik.

Turcy uznawszy śmierć hetmana za wystarczający powód do chwały, nie ścigali resztek armii polskiej , które przedarły się do Mohylowa na drugą stronę Dniestru. Nie były zbyt liczne. Na ich czele stał dowódca artylerii Szemberk, który z pola bitwy wyprowadził „kilkudziesięciu puszkarów, dwustu ludzi piechoty kwarcianej, a także kilkudziesięciu husarzy i kozaków. Miasto zostało naprędce ufortyfikowane, lecz jak pisze Rolle Turcy:” upojeni zwycięstwem nie myśleli o prześladowaniu uciekających”.

Odtworzenie monumentu upamiętniającego miejsce śmierci hetmana Stanisława Żółkiewskiego okazało się strzałem w dziesiątkę. Odgrywa on w życiu Polaków w Mołdawii dużą role. Odbywają się pod nim tradycyjne Zloty Młodzieży Polskiej ze wszystkich ośrodków polskich w tej republice czyli z Bielc, Styrczy, Grigorówki, Kiszyniowa i Komratu. Jest ono przygotowywane przez „Dom Polski” w Bielcach , przy którym działa drużyna harcerska im. Stanisława Żółkiewskiego. Podczas zlotu młodzież w obecności pocztów sztandarowych i odśpiewaniu hymnu polskiego i harcerskiego składa kwiaty pod pomnikiem hetmana, a następnie uczestniczy we Mszy św. Następnie po wspólnym posiłku uczestniczy w konkursie wiedzy o Polsce i Stanisławie Żółkiewskim. Jest to dla niej wspaniała lekcja historii. Może podczas niej uświadomić sobie, jak bliskie są związki Polski i Mołdawii, a także , że w ziemię mołdawską wsiąkło wiele polskiej krwi.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz