Wieczorem 18 czerwca 1574 roku król Henryk Walezy, pierwszy monarcha elekcyjny w historii Rzeczypospolitej, wcześniej niż zwykle odprawił dworzan i gości. Powiedział, że potrzebuje samotności i wyciszenia. W rzeczywistości przygotowywał się do ucieczki, która miała przejść do historii jako jeden z najbardziej dramatycznych przykładów królewskiej zdrady.

Uciekał, bo wolał tron Francji

Na wieść o śmierci swojego brata, króla Francji Karola IX, Henryk Walezy – od niedawna król Polski – zdecydował się natychmiast wrócić do ojczyzny, by objąć francuski tron. Kwestia dalszych losów korony polskiej zeszła dla niego na dalszy plan. Choć zapewne liczył na możliwość utrzymania obu monarchii, to bez wątpienia to właśnie korona Francji miała dla niego większą wartość.

18 czerwca o zmroku Henryk odgrywał jeszcze rolę posłusznego polskim rytuałom monarchy – rozebrał się do snu w towarzystwie podkomorzego Jana Tęczyńskiego, pożegnał go i wydał polecenie, by nikt nie zakłócał mu odpoczynku aż do południa dnia następnego. W rzeczywistości – gdy tylko zamek opustoszał – włożył podróżny strój i tuż po pierwszej w nocy, w towarzystwie czterech francuskich dworzan, rozpoczął ucieczkę.

Zadanie Henrykowi ułatwił fakt, że zamieszkał nie w królewskich komnatach, lecz w cieplejszych pokojach królowych, znajdujących się tuż nad bramą zamku. To właśnie stąd, dawnymi schodkami łączącymi apartamenty Bony Sforzy z mieszkaniami panien dworskich, zamierzał wymknąć się niezauważony. Szybko jednak pojawił się problem: żelazna krata, zamknięta od czasów królowej Bony, zagradzała przejście. Kluczy nie zdobyto – zamek trzeba było wyłamać.

Następnie grupa dotarła do opuszczonych sal fraucymeru, infirmerii i pałacowej piekarni. Omijając bramy i straż, wymknęli się tylnym wyjściem gospodarczym i ruszyli ku furtce w południowym murze zamku dolnego. Tu jednak kolejna niespodzianka – furta miała być otwarta, lecz była zamknięta.

Powiedzieli, że chodzi o schadzkę

Francuzi, nie chcąc ryzykować hałasu, musieli uciec się do podstępu. Jeden z towarzyszy Henryka udał się po klucz, tłumacząc, że chce wpuścić na zamek kobiety – zapewne prostytutki. Strażnicy, być może rozbawieni albo obojętni, ulegli. W ten sposób ostatnia przeszkoda została pokonana. Król schował się pod schodami, a po uzyskaniu kluczy opuścił wreszcie Wawel.

Droga w dół ku Wiśle okazała się zdradliwa – według kronikarza Marcina Kromera Henryk kilkakrotnie upadł, kalecząc sobie twarz. Ostatecznie jednak dotarł do reszty grupy, dosiadł tureckiej klaczy i pogalopował w stronę granicy.

Zorientowawszy się rano, że król zniknął, Jan Tęczyński ruszył w pościg. Dopadł Henryka pod Pszczyną, już za granicą Rzeczpospolitej. W dramatycznej scenie błagał króla o powrót, a nawet przysiągł mu wierność, tnąc się w ramię własną szablą. Na próżno – Henryk obiecał jedynie, że wróci. Oczywiście nigdy nie wrócił.

Przez kolejne miesiące do Paryża wyruszały polskie delegacje, próbując nakłonić Henryka do powrotu lub przynajmniej do wyznaczenia namiestnika. Bezskutecznie. Wkrótce stało się jasne, że Polaków czeka kolejna wolna elekcja.

Tak oto 18 czerwca 1574 roku zakończyło się krótkie i burzliwe panowanie Henryka Walezego – króla, który bardziej niż koronę Rzeczypospolitej cenił wygodę i wpływy we Francji. Kolejna wolna elekcja przyniosła nam zupełnie innego króla – w 1576 roku władcą został Stefan Batory.

Kresy.pl / Wielka Historia

Tagi: , , , ,
forma płatności