28 czerwca 1927 roku Wawel stał się świadkiem wydarzenia o wymiarze historycznym i symbolicznym — do królewskiej nekropolii złożono prochy Juliusza Słowackiego.
Był to drugi pogrzeb poety, zmarłego w 1849 roku na emigracji w Paryżu i pierwotnie pochowanego na cmentarzu Montmartre. Powrót wieszcza do ojczyzny po niemal 80 latach był wyrazem hołdu dla jego twórczości, ale także potwierdzeniem jego miejsca w panteonie narodowym.
Decyzja o sprowadzeniu szczątków poety zapadła na początku XX wieku. Planowano pochówek w 1909 roku — w setną rocznicę jego urodzin — jednak sprzeciw kardynała Jana Puzyny przekreślił te zamiary. Udało się je urzeczywistnić dopiero w 1927 roku, gdy premierem był marszałek Józef Piłsudski, wielki admirator twórczości Słowackiego. To on doprowadził do porozumienia z arcybiskupem Adamem Sapiehą i uzyskania zgody na pochówek w katedrze wawelskiej.
Ekshumacja odbyła się 14 czerwca w Paryżu. Trumna popłynęła do Gdańska na transportowcu wojennym „Wilia”, następnie została przetransportowana Wisłą na statku „Mickiewicz”, zatrzymując się między innymi w Grudziądzu, Toruniu, Włocławku, Płocku, Wyszogrodzie i Modlinie. 26 czerwca odbyło się powitanie szczątków poety na warszawskim placu Zamkowym. Później trumnę przeniesiono z honorami do katedry św. Jana.
Następnego dnia specjalny pociąg zawiózł trumnę do Krakowa. Umieszczono ją w wagonie wyścielonym wewnątrz purpurą. Wieczorem trumna trafiła do Barbakanu, zamienionego w ogromną kaplicę, gdzie dosłownie zasypano ją kwiatami.
28 czerwca rano mszę świętą odprawił bp Stanisław Rospond, a po niej rozpoczął się pogrzeb. Trumnę umieszczono na rydwanie zaprzężonym w trzy pary koni. Pochód — z udziałem rodziny, władz, duchowieństwa, wojska, uczonych i zwykłych obywateli — przeszedł w ciepłym deszczu ulicami Krakowa. Jak wspominał Zygmunt Nowakowski, „ludzie szli i szli”, a niebo „szlochało razem z kwiatem kasztanów”.
Na Wawelu trumnę powitano z należnym szacunkiem. Marszałek Piłsudski, stojąc na krużganku, wygłosił przemówienie, które przeszło do historii: „Są ludzie i prace ludzkie tak silne i tak potężne, że śmierć przezwyciężają, że żyją i obcują między nami […]. Gdy teraz, patrząc na trumnę, wiem, tak, jak wszyscy zebrani, że Słowacki idzie, to wiem, że idzie tam, gdzie głazy na naszym gościńcu stoją, świadcząc nieledwie chronologicznie przez imiona o naszej przeszłości. Idzie między Władysławy i Zygmunty, idzie między Jany i Bolesławy. Idzie nie z imieniem, lecz z nazwiskiem, świadcząc także o wielkości pracy i wielkości ducha Polski. Idzie, by przedłużyć swe życie, by być nie tylko z naszym pokoleniem, lecz i z tymi, którzy nadejdą. Idzie jako Król Duch”. Następnie rozkazał oficerom: „W imieniu rządu Rzeczypospolitej polecam panom odnieść trumnę Juliusza Słowackiego do krypty królewskiej, bo królom był równy”.
Słowacki na Wawelu spoczął obok Mickiewicza, drugiego z wieszczów narodowych, ale za życia — swego wielkiego literackiego rywala.
Czytaj też:
Słowackiego sen srebrny o Ukrainie
Kresy.pl / Info.wiara.pl











