Francuski sąd orzekł w poniedziałek pięcioletni zakaz udziału w wyborach dla Marine Le Pen. Jeśli wyrok się uprawomocni, polityk nie będzie mogła wziąć udziału w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
W poniedziałek sąd w Paryżu orzekł, że dziewięciu europosłów z ramienia Zjednoczenia Narodowego, w tym Marine Le Pen, oskarżonych w sprawie asystentów Parlamentu Europejskiego, jest winnych defraudacji środków publicznych. Le Pen została skazana na cztery lata więzienia, z czego dwa w zawieszeniu, a także karę grzywny w wysokości 100 tys. euro.
Wyrok jest nieprawomocny, lecz pięcioletni zakaz udziału w wyborach wchodzi w życie natychmiast, poprzez tzw. środek “tymczasowego wykonania” wnioskowany przez prokuratorów.
Jeśli wyrok się uprawomocni, polityk nie będzie mogła wziąć udziału w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
Sąd orzekł, że deputowani Zjednoczenia Narodowego zatrudniali 12 asystentów, których opłacali z europejskich środków. Współpracownicy nie pracowali jednak w Strasburgu, lecz wykonywali prace na rzecz partii (wówczas Front Narodowy).
Część komentatorów porównuje opisywaną sytuację do tej, która niedawno miała miejsce w Rumunii.
Prawicowy polityk Calin Georgescu startował w wyborach jako kandydat niezależny, wygrał I turę, choć sondaże nie dawały mu szans na wejście do II tury – tuż przed wyborami w niektórych miał ok. 5 proc. poparcia. Polityk zdobył 22,94 proc. głosów i wszedł do II tury. Rumuński Sąd Konstytucyjny zadecydował jednak o unieważnieniu pierwszej tury wyborów prezydenckich, podając jako powód podejrzenie ingerencji Rosji.
Ponowne wybory prezydenckie odbędą się 4 maja, zaś ewentualna druga tura 18 maja. Georgescu nie weźmie w nich jednak udziału. Ma to związek z marcową decyzją Trybunału Konstytucyjnego Rumunii.
Czytaj także: “Zrobiliśmy to w Rumunii, zrobimy i w Niemczech”. Były unijny komisarz o unieważnieniu wyborów
reuters.com / Kresy.pl






























