Ukraińska aktywistka Natalia Panczenko twierdzi, że padła ofiarą zorganizowanej kampanii dezinformacyjnej, w której wykorzystano deepfake. W rozmowie opowiedziała o zagrożeniach i manipulacjach. W przeszłości zamieszczała w sieci pochwały wobec UPA oraz pochwałę mordu w Odessie.
Podczas rozmowy z Jerzym Wójcikiem ukraińska działaczka społeczna Natalia Panczenko przyznała, że jej poczucie bezpieczeństwa w Polsce wyraźnie spadło. Jak stwierdziła, dezinformacja, która początkowo pojawiała się jedynie w internecie, zaczęła mieć bezpośrednie przełożenie na życie codzienne.
„Niestety, nie czuję się tak bezpieczna jak kiedyś. Po każdej fali dezinformacji widzę, jak kolejne osoby zaczynają wierzyć w fałszywe treści i przenoszą to do codzienności. Najpierw były komentarze w internecie, potem telefony, a z czasem także nieprzyjemne sytuacje na ulicy. W takich warunkach poczucie bezpieczeństwa po prostu znika” – powiedziała.
Podkreśliła, że zagrożenia dotyczyły również jej najbliższych. „To pokazuje, że propaganda nie kończy się w sieci — ma bardzo realne, bolesne skutki w życiu prywatnym. Dlatego zdecydowałam się mówić o tym głośno” – dodała.
Rozmówczyni wskazała, że problem nie dotyczy już wyłącznie jednostek, ale całej wspólnoty. Jako przykład manipulacji podała wydarzenia z dnia, w którym rosyjskie drony wtargnęły w polską przestrzeń powietrzną. W sieci pojawił się wówczas spreparowany deepfake, w którym jej postać rzekomo obrażała Polaków.
„Zrobiono to w prosty sposób: wykorzystano fragment starego wywiadu, który udzielałam po ukraińsku, a następnie nałożono na niego wygenerowany sztuczną inteligencją głos po polsku. Ten głos wypowiadał słowa, których nigdy nie powiedziałam” – wyjaśniła.
Panczenko przyznała, że dla osób znających jej głos nagranie mogło wydawać się oczywistym fałszerstwem, jednak inni mogli uznać je za prawdziwe. Jej zdaniem manipulacja była dodatkowo promowana reklamą, co przełożyło się na szybkie rozpowszechnienie materiału w internecie.
Odpowiadając na zarzuty, że jej wcześniejsze wypowiedzi bywają pretekstem do kampanii propagandowych, aktywistka stwierdziła: „Na tym polega cała sztuka dezinformacji — żeby stać się jej ofiarą, wcale nie trzeba nic mówić. Jeśli ktoś obierze cię za cel, każdą wypowiedź da się zmanipulować, a jeśli brakuje materiału — zawsze można stworzyć deepfake”.
Zaznaczyła, że ostatnio przypisywano jej także cytaty, których nie wypowiedziała, oraz wypaczano kontekst jej słów.
Przypomnijmy, że Natalia Panczenko to ukraińska aktywistka od lat mieszkająca w Polsce, w przeszłości pracująca dla Fundacji Otwarty Dialog i działająca w EuroMajdanie Warszawa, znana ze skrajnych wypowiedzi. Przykładowo na początku września 2016 roku Panczenko umieściła na swoim profilu na Facebook zdjęcia z pożaru stacji telewizyjnej „Inter” i skomentowała je słowami „jak pięknie płonie”. Wcześniej informowaliśmy o jej wypowiedzi, w której wypowiedziała pogląd, że UPA walczyła z Polakami o niepodległą Ukrainę. Ukraińska aktywistka stwierdziła także, że Gdańsk to niemieckie miasto. Na swoim profilu umieściła także wpis ze zdjęciem spalonego ciała mężczyzny – ofiary masakry w Odessie w 2014 roku z napisami – „Psu – psia śmierć!” podpisując zdjęcie „Żal ich Wam? Bo mnie nie – niech płoną!”.
W 2018 roku warszawski Euromajdan, na którego czele swoi Panczenko, zorganizował w Warszawie pokaz filmu „Mit” opowiadającego o Wasylu Slipaku – śpiewaku operowym, który zginął w Donbasie w szeregach skrajnie nacjonalistycznego Prawego Sektora.
W październiku 2020 roku, po wyroku TK delegalizującym aborcję eugeniczną Panczenko napisała w mediach społecznościowych, że „wstydzi się za kraj, w którym mieszka”.
We wrześniu 2021 roku Panczenko zachęcała do udziału w proteście we Wrocławiu związku ze śmiercią 25-letniego Ukraińca we wrocławskiej izbie wytrzeźwień, a po rosyjskiej inwazji na Ukrainę brała udział w proteście pod ambasadą Rosji w Warszawie, gdzie zabrała głos.
W marcu 2023 r. w wywiadzie dla RMF FM Paczenko powiedziała, że społeczność ukraińska w Polsce jest bardzo dobrze zorganizowana. “Dobrze by było, gdyby ktoś reprezentował nas w Sejmie” – oświadczyła.
“Skoro ta społeczność jest tak duża, to ktoś powinien ją reprezentować. Ale do tej pory o tym nie myśleliśmy, pewnie dlatego, że większość z tych osób i tak ma w tej chwili obywatelstwo ukraińskie, nie ma obywatelstwa polskiego, nie ma prawa głosu w Polsce” – powiedziała, odnosząc się do osób, które przyjechały do Polski po 24 lutego 2022 roku.
Kresy.pl/Onet































