Piłkarska reprezentacja Syrii zremisowała w meczu barażowym z Australią i ciągle ma duże szanse na awans do przyszłorocznych piłkarskich mistrzostw świata w Rosji.
Syryjczycy zapewnili sobie możliwość walki w barażu 5 wrześnie, w ostatnim meczu w azjatyckiej grupie A, zdobywając drugą bramkę w meczu z Iranem w 93 minucie meczu. W ten sposób syryjscy zawodnicy osiągnęli wynik remisowy i trzecie miejsce w swojej grupie, co dało im prawo do gry w barażach, w których trafili na dużo wyżej notowaną reprezentację Australii.
Pierwszy mecz barażowy, choć Syria występowała w nim jako formalny gospodarz, został rozegrany w czwartek, w malezyjskim mieście Krubong. Miejscowi najwyraźniej nie byli zainteresowani kibicowaniem ani Syryjczykom, ani Australijczykom i stadion pozostawał niemal całkowicie pusty
Syryjczycy pokazali że nie zamierzają przejmować się papierowymi statystykami i podjęli walkę bez kompleksów, choć w środku pola wyraźne było większe ogranie ich konkurentów. Syryjczycy nadrabiali dynamicznymi atakami ze skrzydeł. Pierwsze pół godziny meczu było dynamiczne, trudno było jednak mówić o naprawdę groźnych akcjach, choć zamieszanie w polu karnym Australijczyków robił pochodzący z Dajr az-Zaur, 28-letni napastnik Omar al-Soma.
Niespodziewanie, właśnie wtedy gdy tempo gry nieco spadło, akcja Mathew Leckie na prawy skrzydle, który wyłożył piłkę Robbiemu Kruse’owi przyniosła prowadzenie Australijczykom. Wkrótce po przerwie Syryjczycy odpowiedzieli strzałem Mahmuda al-Mawasa na bramkę rywali, piłka została jednak zatrzymana przez golkipera gości. Był to dopiero początek, bowiem Syryjczycy nie ustawali w atakach. W 83 minucie ich najgroźniejszy zawodnik, al-Soma został sfaulowany w polu karny. Sam zamienił rzut karny na bramkę. Syryjczycy nie odpuszczali i jeszcze w 90 minucie stworzyli groźną sytuację bramkową, nie byli jednak w stanie zmienić rezultatu spotkania. Zostają z dużymi szansami na awans do turnieju w Rosji, szczególnie jeśli znów zagrają tak walczenie jak dziś. Mecz rewanżowy odbędzie się 10 października w Sydney.
theguardian.com/kresy.pl































