Białoruscy celnicy zmuszają przekraczających granice z Polską rodaków, do pozbywania się towarów wyprodukowanych w krajach członkowskich Unii Europejskiej – pisze „Rzeczpospolita”.

Gazeta „Rzeczpospolita” opisała we wtorek sprawę Białorusina, który na serwisie społecznościowym Telegram opisał, białoruscy celnicy zabraniają wwożenia na Białoruś towarów zakupionych w krajach należących do Unii Europejskiej. Nie mówi się jednak wprost, że to fakt wyprodukowania danych dóbr w Polsce czy na Litwie jest rzeczywistym powodem restrykcji wobec białoruskich obywateli.

„19 września wracałem z pracy autobusem rejsowym do rodziny. Przekraczałem granicę z Polską Bobrowniki-Bierestowica. Po stronie białoruskiej usłyszałem, że muszę wyrzucić czekoladę i inne kupione w Polsce towary wprost na ulicę. Z autokaru białoruscy celnicy wysadzili sześć osób. Wyrzuciłem artykuły za 20 euro, inni ludzie za 150 euro. To były m.in buty dla dzieci i dziecięce ubranka. Celnik powiedział, że dostali rozkaz, by nie przepuszczać towarów kupionych za granicą dla celów prywatnego korzystania. Trzeba je albo wyrzucić, albo zwrócić tam, skąd się kupiło – w moim wypadku do Polski. I nie ma znaczenia czy są to dwie czekolady czy towary za 100 euro” – cytuje wpis Białorusina serwis rp.pl.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

Mężczyzna jako dowód zamieścił pismo, jakie otrzymał od celników z granicy. Wyliczono w nim towary, których nie pozwolono mu wwieźć do kraju. Na liście są butelka ginu oraz produkty spożywcze o wadze 4,8 kg, wartości 56 rubli białoruskich (82 zł). Widnieje tam też napis:

„Odmówiono wpuszczenia [towarów – rp.pl] na podstawie pkt 1, art 3 Porozumienia [nie wiadomo jakiego – rp.pl] ponieważ wymienione towary nie należą do towarów do osobistego wykorzystania”.

Portal rp.pl komentuje to pisząc, że z dokumentu wynika, iż białoruskie władze nie uznają np. wódki, czekolady czy butów dla dzieci za towary do osobistego wykorzystania.

Przypomnijmy, że już parę tygodni temu o występowaniu podobnych sytuacji informował polski działacz z Grodna, Andrzej Poczobut. Miało to związek z doniesieniami o ogłoszonym przez Aleksandra Łukaszenkę 17 września zamknięciu granic z Polską i Litwą.

rp.pl / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz