Ukraina znalazła się w ogniu krytyki po ujawnieniu w środę, że zabójstwo antyputinowskiego rosyjskiego dziennikarza Arkadija Babczenki zostało sfingowane przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy.

Operacja ukraińskich służb wprowadziła w błąd nie tylko domniemanych sprawców, ale także media i polityków na całym świecie. Komentatorzy zaczęli zastanawiać się, jak sprawa ta wpłynie na pracę dziennikarzy. – pisze agencja AFP.



Christophe Deloire, szef organizacji Reporterzy bez Granic nazwał w środę postępowanie SBU „żałosnym wyczynem” i stwierdził, że nie może być uzasadnienia dla upozorowania śmierci dziennikarza. Brytyjski „Guardian” napisał, że „następnym razem, kiedy krytyk Kremla zostanie zastrzelony, zatruty lub wypadnie z okna na betonowy chodnik pod swoim domem, pierwsze pytanie będzie brzmiało: czy on na pewno nie żyje?”. Pojawiły się także wątpliwości, czy nie nie było alternatyw dla uratowania Babczenki w inny sposób. Zwracano przy tym uwagę, że dziennikarz naraził w ten sposób na szok swoją rodzinę, która nie była wtajemniczona w operację SBU. Babczence przypomniano również różne prowokacyjne wypowiedzi z przeszłości, po których część znajomych zerwało z nim kontakty.

Wątpliwości budzi także osoba niedoszłego zabójcy Babczenki. Okazał się nim były żołnierz Prawego Sektora, a także były prawosławny duchowny Aleksiej Cymbaluk. Po otrzymaniu zlecenia zabójstwa Babczenki od ukraińskiego biznesmena z branży zbrojeniowej Borysa Hermana Cymbaluk miał przejść na stronę SBU i brać udział w mistyfikacji. Jak zauważono, jego strona na Facebooku jest przepełniona nacjonalistycznymi i neonazistowskimi treściami, a on sam jest aktywny w środowisku kijowskich nacjonalistów.

Według informacji, które ujawnił kijowski sąd, zabójstwo Babczenki zostało zamówione przez Borysa Hermana, który został zatrzymany dzień po „zamachu” przez SBU. Jego adwokat poinformował, że jest on dyrektorem ukraińsko-niemieckiej firmy zbrojeniowej dostarczającej optykę do karabinów snajperskich ukraińskiej armii. Podczas rozprawy nad wnioskiem o jego aresztowanie Herman powiedział, iż wiedział, że Cymbaluk współpracuje z SBU. Twierdzi on, że padł ofiarą prowokacji.

Oprócz krytycznych, pojawiły się także głosy broniące ukraińskich władz. Według nich ocalenie życia dziennikarza i zdobycie dowodów przeciwko zleceniodawcom zabójstwa było warte tej inscenizacji.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Przypomnijmy, że o rzekomym zastrzeleniu Arkadija Babczenki – rosyjskiego dziennikarza o antyputinowskich poglądach mieszkającego na Ukrainie – poinformowała 29. maja jego żona. Według jej relacji, gdy była w łazience usłyszała strzały. Kiedy wyszła zobaczyć co się stało, zobaczyła swojego męża z raną postrzałową w plecach, leżącego w kałuży krwi. Doniesienia o zabójstwie wywołały powszechne oburzenie. Rzekome zabójstwo potępili m.in. ministrowie spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Szwecji i Litwy. Ambasada USA w Kijowie napisała na Twitterze: „Kolejne zabójstwo Rosjanina-emigranta, który krytykował Kreml, znowu na Ukrainie”.

Dzień później na konferencji prasowej o szczegółach śledztwa w sprawie rzekomego zamachu, z udziałem szefa SBU Wasyla Hrycaka i prokuratora generalnego Ukrainy Jurija Łucenki, ujawniono, że „zabójstwo Babczenki zostało zainscenizowane”. Skonsternowanym dziennikarzom pokazano Babczenkę całego i zdrowego. Ukraińskie służby twierdzą, że upozorowanie śmierci Babczenki było potrzebne dla identyfikacji zleceniodawców zabójstwa na najwyższym szczeblu, bowiem Herman miał być jedynie pośrednikiem pomiędzy rosyjskimi służbami a Cymbalukiem.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Kresy.pl / AFP / Strana.ua / Hromadske / PAP

Reklama

Tagi: , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz