Aplikacja śledząca rozprzestrzenianie się koronawirusa w Izraelu zmusiła do odbywania kwarantanny co najmniej 30 tysięcy ludzi. Okazuje się, że część z nich w ogóle nie miało styczności z chorymi. Nie mogą się jednak skutecznie odwołać a przestrzegania przez nich kwarantanny pilnują służby specjalne – podał w poniedziałek portal gazety „Rzeczpospolita” powołując się na „Haaretz”.

W Izraelu wybuchła afera, ponieważ co najmniej 30 tys. osób otrzymało SMS-y z ministerstwa zdrowia, że muszą poddać się kwarantannie, mimo iż co najmniej część z nich nie miało kontaktu z zakażonymi – pisze portal „Rzeczpospolitej”. W czasie rzekomego kontaktu osoby te spały w domu bądź były w zupełnie innej lokalizacji. Jak wyjaśnia „Rz”, był to efekt wadliwego działania aplikacji śledzącej rozprzestrzenianie się wirusa.

Osoby, które uważają, że padły ofiarą pomyłki mogą wystąpić do ministerstwa zdrowia o ponowne sprawdzenie danych, a resort ma trzy dni na odpowiedź. Okazało się to jednak teorią i przymusowo poddani kwarantannie nie mogą doczekać się na rozpatrzenie swojej sprawy.

Osoba, która dostała takie powiadomienie na telefon od izraelskiego ministerstwa zdrowia musi samoizolować się przez 14 dni. Resort powiadomił, że pracuje nad dostępnością infolinii, ale zaznaczył, że osoby, które odwołały się, muszą przestrzegać kwarantanny, dopóki nie otrzymają odpowiedzi na swoje zgłoszenie.

W razie zignorowania tych wytycznych „niepokornym” grożą nieprzyjemności ze strony służb specjalnych Shin Bet, którym Kneset tymczasowo zezwolił na lokalizowanie i przymusową izolację takich osób.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

CZYTAJ TAKŻE: Amerykanie nie chcą używać aplikacji śledzących koronawirusa

Kresy.pl / rp.pl

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz