Okręt marynarki wojennej USA odbył rejs w pobliżu spornych wysp na Morzu Południowochińskim, co Chiny uznały za prowokację – poinformowała w poniedziałek agencja Reutera.

Niszczyciel rakietowy USS McCampbell przepłynął w odległości 12 mil morskich od Wysp Paracelskich na Morzu Południowochińskim, powołując się na swobodę żeglugi. Celem operacji było „zakwestionowanie nadmiernych roszczeń morskich” – podała Reutersowi rzeczniczka amerykańskiej Floty Pacyfiku Rachel McMarr.



Według McMarr operacja nie była wymierzona w żadne państwo i nie miała charakteru politycznego. Innego zdania są Chiny, które administrują wyspami i uznają je za swoje terytorium. Według rzeczniczki chińskiego MSZ Lu Kang amerykański okręt naruszył chińskie i międzynarodowe prawo a Chiny wystosowały w tej sprawie zdecydowany protest.

„Wzywamy Stany Zjednoczone do natychmiastowego zaprzestania tego rodzaju prowokacji” – powiedziała Lu, dodając, że Chiny wysłały okręty i samoloty, aby zidentyfikować i ostrzec amerykańską jednostkę.

Jak pisze Reuters, Chiny zgłaszają roszczenia do prawie całego strategicznego Morza Południowochińskiego i reagują ostro na operowanie na tym akwenie przez okręty USA i ich sojuszników. Roszczenia wobec tego akwenu zgłaszają także Wietnam, Filipiny, Brunei, Malezja, Indonezja i Tajwan.

Do incydentu doszło w czasie, gdy w Pekinie odbywają się rozmowy handlowe między Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Jest to pierwsza runda bezpośrednich rozmów, po tym jak obie strony uzgodniły 90-dniowy rozejm w amerykańsko-chińskiej wojnie handlowej.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Przypomnijmy, że we wrześniu ub. roku amerykański niszczyciel USS Decatur przepływał w pobliżu spornych wysp Spratly na Morzu Południowochińskim, które Chiny uznają za część swojego terytorium. W pobliżu znajdował się także chiński niszczyciel klasy Luyang, który w reakcji na to zaczął płynąć w kierunku amerykańskiej jednostki. Oba okręty minęły się zaledwie „o jardy”. Strona amerykańska określiła działania Chińczyków mianem „niebezpiecznych i nieprofesjonalnych”.

Kresy.pl / Reuters

Reklama

Tagi: , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz