Urzędnicy administracji Donalda Trumpa przedstawili kierunek zmian w polityce motoryzacyjnej, zakładający wycofywanie regulacji dotyczących emisji i wcześniejszych zachęt dla pojazdów elektrycznych.
17 stycznia w Detroit najważniejsi urzędnicy administracji prezydenta USA odpowiedzialni za politykę motoryzacyjną promowali federalne działania mające obniżyć ceny samochodów poprzez wycofywanie przepisów dotyczących emisji spalin. Wizytę zorganizowano podczas dorocznego Salonu Samochodowego w Detroit, który był zwieńczeniem dwudniowego pobytu delegacji.
W trakcie wyjazdu sekretarz transportu Sean Duffy, szef Agencji Ochrony Środowiska Lee Zeldin oraz przedstawiciel handlowy USA Jamieson Greer odwiedzili także zakłady Forda oraz fabrykę Jeepa należącą do koncernu Stellantis w Ohio. W komunikatach podkreślano, że działania administracji dotyczą zarówno zasad regulacyjnych, jak i szerszego otoczenia rynkowego, w tym ceł.
Administracja Trumpa zapowiedziała wycofywanie regulacji dotyczących pojazdów elektrycznych, wprowadzonych wcześniej za prezydentury Joe Bidena. Sean Duffy stwierdził, że przepisy „spowodują spadek cen samochodów i pozwolą producentom samochodów oferować produkty, które Amerykanie chcą kupować”. Dodał, że „to wcale nie jest wojna z pojazdami elektrycznymi… Nie powinniśmy wykorzystywać polityki rządu do zachęcania do zakupu pojazdów elektrycznych, jednocześnie karząc pojazdy z silnikami spalinowymi”.
W kontekście polityki gospodarczej administracja wskazywała na presję cenową odczuwaną przez konsumentów. Według danych firmy Cox Automotive w grudniu średnia cena transakcyjna nowych samochodów osiągnęła rekordowy poziom 50 326 dolarów, co wiązano ze wzrostem zakupów droższych SUV-ów i pickupów oraz mniejszą dostępnością modeli podstawowych.
Donald Trump podpisał w poprzednim roku ustawę likwidującą ulgę podatkową w wysokości 7500 dolarów na pojazdy elektryczne, uchylającą kalifornijskie przepisy dotyczące pojazdów elektrycznych oraz anulującą kary dla producentów samochodów niespełniających wymogów dotyczących efektywności paliwowej. Jednocześnie producenci samochodów mają mierzyć się z wysokimi cłami na importowane pojazdy i części, wprowadzonymi przez administrację Trumpa.
W grudniu Departament Transportu USA zaproponował wycofanie norm efektywności paliwowej z okresu administracji Bidena, które miały skłaniać producentów do zwiększania udziału pojazdów elektrycznych w ofercie. Agencja Ochrony Środowiska ma w najbliższych tygodniach sfinalizować przepisy znoszące wymogi dotyczące emisji spalin pojazdów. Departament oszacował, że jego propozycja mogłaby obniżyć średnie początkowe koszty pojazdów o 930 dolarów, przy jednoczesnym wzroście zużycia paliwa nawet o 100 mld galonów do 2050 r. Według tych samych wyliczeń Amerykanie mieliby wydać na paliwo dodatkowe 185 mld dolarów.
W międzyczasie, gdy motoryzacja spalinowa jest na nowo promowana przez amerykańskich polityków, władze Unii Europejskiej chcą zakazania tradycyjnych samochodów. Komisja Europejska planowała zakazania sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 roku, jednak z powodu oporu społecznego, w grudniu 2025 roku wycofano się z tego pomysłu. Wcześniejsze nieoficjalne doniesienia, m.in. Bloomberga, mówiły o możliwym opóźnieniu wejścia w życie tego planu o 5 lat, czyli do 2040 roku. Jednocześnie wprowadzanie na rynek pojazdów hybrydowych i hybryd plug-in mogłoby być możliwe pod warunkiem korzystania z paliw syntetycznych.
Warto przeczytać: Osiem europejskich fabryk samochodów zagrożonych zamknięciem z powodu chińskiej ekspansji
Kresy.pl/Reuters































