Gwałtowne protesty przechodzące w starcia z policją prowadzą przeciwnicy Diny Boluarte, która w grudniu przejęła władzę po odwołanym przedterminowo Pedrze Castillo.
Po dwutygodniowej przerwie przeciwnicy Boluarte ponownie wyszli na ulice w środę, blokując drogi w całym kraju, domagając się jej rezygnacji. Protestujący użyli kamieni i płonących opon, aby zabarykadować główne drogi w południowych regionach Puno, Cusco, Apurimac i Arequipa, a także w centralnym regionie Junin, jak podała telewizja France24.
Rząd Boluarte ogłosił 30-dniowy stan wyjątkowy na terytorium całego kraju. Demonstracje ucichły w okresie światecznym, ale w środę protestujący ponownie się zmobilizowali. „Istnieje dziesięć blokad, głównie wokół Puno” – powiedział rzecznik rządu Alberto Otarola dziennikarzom w Limie, gdzie władze powołały specjalne centrum kryzysowe.
W Arequipie policja próbowała rozbić zgromadzenie setek demonstrantów za pomocą gazu łzawiącego. W samej Limie doszło do niewielkiej pikiety. „Lotniska działają normalnie” – powiedział Otarola.
W ramach środków ostrożności, połączenia kolejowe między miastem Cusco a inkaską cytadelą Machu Picchu, najbardziej znaną atrakcją turystyczną południowoamerykańskiego kraju, zostały zawieszone we wtorek na czas nieokreślony. Około 2 tys. turystów zostało wywiezionych z miejsca dziedzictwa kulturowego. Podczas pierwszej fali protestów tysiące turystów utknęło na kilka dni w Machu Picchu i Cusco z powodu blokad dróg, linii kolejowych i lotnisk.
Instytucje publiczne i lotniska były strzeżone przez policję i żołnierzy rozmieszczonych. Z Limy Boluarte wezwała w środę do zakończenia protestów, które obwiniała za „opóźnienia, ból, straty ekonomiczne” i zamiast tego zaapelowała o „pokój, spokój, jedność w celu wspierania rozwoju ojczyzny”.
Lider protestu Milan Knezvich, występując w górzystym regionie Apurimac, obiecał z kolei, że walka będzie kontynuowana. „Nikt nie zechce z nią rozmawiać. Tak długo, jak pani Dina Boluarte nie złoży rezygnacji, tak będzie dalej” – powiedział radiu Exitosa.
We wtorek doszło w Peru do manifestacji zwolenników obecnych władz.
W 2020 r. Peru przeżywało ostry kryzys polityczny. W wyniku procedury impeachmentu odsunięto wówczas od władzy prezydenta Martina Vizcarra. Na ulice stolicy kraju wyszli jego zwolennicy, którzy starli się krwawo z siłami bezpieczeństwa. Parlament miał wówczas problem z powołaniem jego następcy.
W wyborach w 2021 r. zwyciężył wyborach prezydenckich nauczyciel i działacz lewicowy spoza elity politycznej Pedro Castillo. Został odwołany ze stanowiska w ramach procedury impeachmentu 7 grudnia 2022 r. w atmosferze oskarżeń o nepotyzm i korupcję. Tego samego dnia ogłosił rozwiązanie parlamentu, wprowadzenie stanu wyjątkowego i stworzenie pozaparlamentarnego rządu tymczasowego, pod którego władzą miała zostać przygotowany projekt zmian konstytucyjnych. Poszczególne organa władz nie podporządkowały się jednak jego decyzjom w efekcie czego Castillo oddał się w ręce policji. Na jego następcę zostałą zaprzysiężona dotychczasowa wiceprezydent.
16 grudnia Sąd Najwyższy Peru zdecydował o aresztowaniu tymczasowym odwołanego prezydenta na 18 miesięcy.
Nowy rząd zgodził się przyspieszyć wybory zaplanowane na 2026 rok na kwiecień przyszłego roku, ale wielu chce, aby głosowanie odbyło się jeszcze wcześniej. We wtorek w różnych częściach Peru odbyły się marsze przeciwko planowanemu wznowieniu protestów przeciwko Boluarte.
france24.com/kresy.pl































