Jest łatwo zaobserwować, że Polakom bardziej zależy na Ukrainie, niż samym Ukraińcom. Ukraina widocznie nie ceni wysoko naszej przyjaźni skoro o nią w najmniejszym stopniu nie zabiega, a skoro my się z tą przyjaźnią uporczywie narzucamy, to stawiamy się na pozycji petentów – mówi Rafał Ziemkiewicz w wywiadzie dla portalu Prawy.pl.
Publicysta zwraca uwagę na deficyt myslenia politycznego w Polsce, które objawia się przede wszystkim w życzeniowym myśleniu polskich elit na odcinku polityki wschodniej. Ziemkiewicz konfrontuje myślenie polityczne, czyli w kategoriach narodowego interesu, z dominującym obecnie imperatywem szkodzenia Federacji Rosyjskiej za wszelką cenę, niezależnie od skutków tej postawy dla Rzeczypospolitej:
Patrzymy na Ukrainę i na różne kraje przez pryzmat swoich oczekiwań. Łukaszenka musi być bezwzględnym złem, ponieważ jest postrzegany jako sprzyjający Putinowi, a Ukraińcy wszyscy masowo są postrzegani jako wrogowie Putina, więc muszą być naszymi przyjaciółmi. I cóż, jest nas trochę takich ludzi, którzy walą głową w mur i usiłują wytłumaczyć rodakom, że to nie jest takie proste, że na Ukrainie niekoniecznie mamy samych przyjaciół oraz to, że Rosja jest zła nie znaczy, że musimy robić wszystko na złość Rosji, ponieważ Rosja ma rozmaite interesy, które są czasami dla nas nie do przyjęcia, ale może się także zdarzyć, że będą akurat zbieżne z naszymi, albo przynajmniej możemy rozegrać jakieś sprawy, tak by wyciągnąć z tego korzyści. Tym bardziej, że my sami Rosji nie pokonamy, a zachód nie jest zainteresowany tym, żeby Rosję wymazać z mapy i żeby Putina usunąć– mówi publicysta.
Rafał Ziemkiewicz podkreśla, że krytykowana przezeń postawa ujawniła się z całą mocą w polityce polskiej wobec Ukrainy, szczególnie w trakcie Majdanu i toczącej się w Donbasie wojny. Uważa on, że dochodzi do sytuacji, iż ludzie o dobrych intencjach realnie szkodzą polskiemu interesowi. Jednocześnie nie stawia się Ukraińcom żadnych warunków dotyczących współpracy z Polską:
Jednak my tak nie robimy, nie mamy żadnej instytucji, która do Ukraińców, skoro o nich mówimy dotrze z przesłaniem: „My Polacy chcemy dobrych stosunków z państwem ukraińskim, ale warunki są takie, takie, a takie”. Nikt nie dotrze do Ukraińców z polskim punktem widzenia, że to co się stało na Wołyniu nie było, jak naucza się w szkole wojną domową, lub chłopską tylko zbrodnią i eksterminacją ze strony nacjonalizmu ukraińskiego. Nikt nie dociera do Ukraińców z przesłaniem jakie są polskie interesy i do jakiego stopnia są one zbieżne z interesami ukraińskimi, a do jakiego stopnia są sprzeczne z tymi interesami. Są tylko ludzie zacni prywatnie, ale wykonujący robotę szkodliwą. Jadą na Ukrainę jako tacy emisariusze hasła „Za wolność naszą i waszą” i gwarancją, że będziemy każdy zryw przeciw Rosji popierać, nawet jeśli ten zryw będzie obiektywnie szkodliwy dla polskich interesów, czy wręcz w równym stopniu zwrócony przeciwko Polakom– powiedział publicysta “Do Rzeczy”.
Ziemkiewicz opisał też “dyskurs wykluczania” obecny w polskiej debacie publicznej, który polega na odmowie do uczestnictwa w tejże tym osobom, które wyłamują się z utrwalonych schematów myślenia o polityce wschodniej. Publicysta wskazał na konkretne przykłady takich postaw:
Jeżeli w polskich elitach obowiązuje taki dyskurs politycznej poprawności, że kto mówi, iż są sprzeczności interesów pomiędzy np. pomiędzy mniejszością polską na przykład na Litwie, a litewskimi nacjonalistami, a mniejszością polską i ukraińskimi nacjonalistami, czy odwrotnie: że są pewne zbieżne interesy między interesami mniejszości polskiej na Białorusi, a reżimem Łukaszenki (który oczywiście jest reżimem niedemokratycznym i z różnych powodów godnym potępienia, ale akurat korzystniejszym, niż to co było kiedy tam rządził demokratyczny rząd, w dużym stopniu nacjonalistyczny i antypolsko nastawiony) – to każdy kto w ogóle to podnosi jest z góry traktowany jako agent Putina– mówi Ziemkiewicz.
Pisarz w zdecydowanych słowach skrytykował także byłego dyplomatę, Witolda Jurasza, popularnego w kręgach giedroyciowskich i prometejskich publicystę analizującego sferę stosunków międzynarodowych. Jurasz zalecał, by Fundacja Wolność i Demokracja zainterweniowała po wywiadzie, jakiego na temat stosunku Ukraińców do Polaków udzielił pracownik fundacji, Marek Bućko:
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Donos Witolda Jurasza
Komentarz musiałbym zawrzeć nie tyle do tekstu Witolda Jurasza, co do dziesiątków takich tekstów, bo to jest standardowa argumentacja: „No owszem są pewne grupy banderowskie, ale przecież u nas też są jakieś grupy skrajne nacjonalistyczne. Nie róbmy z tego problemu, bo przede wszystkim problemem jest rosyjski imperializm.”. Rosyjski imperializm jest problemem, ale jest on w tej chwili od nas odległy. Rosja nie ma tylu sił, by jednocześnie ujarzmiać Ukrainę i Polskę, więc jeżeli Ukraina potrzebuje naszej pomocy, to jest to wręcz najwłaściwszy moment żeby dokonać pewnej akcji wychowawczej pod adresem Ukrainy. A mianowicie że nie może liczyć na współpracę Polski i Europy, jeśli będzie u siebie tolerować grupy kontynuujące tradycję zbrodniczą, których cywilizowane kraje tolerować nie będą– komentuje Ziemkiewicz.
Witold Jurasz po prostu leci tym dyskursem dokładnie, który tutaj przed chwilą parodiowałem, który nazywam dyskursem takiej swoistej politycznej poprawności. A on się gdzieś tam w swoich historycznych korzeniach bierze z tego, na co zwraca uwagę już Roman Dmowski wyrzucając akurat wtedy piłsudczykom, że oni bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę. Naprawdę mamy takie zjawisko: zamiast myśleć o tym jak zrobić dobrze dla Polaków, jak się zająć ich interesami, to my się zastanawiamy jak się kierować interesami ogólnie pojmowanej demokracji, czy ogólnie pojmowanych praw człowieka. A głównie to się zawiera w tym, że się zastanawiamy jak przeciwdziałać, walczyć z Rosją, chociaż poza nami mało kto ma ochotę z nią walczyć– dodaje publicysta.
Rafał Ziemkiewicz sugeruje ponadto, że postawa Witolda Jurasza wobec Ukrainy jest naiwna i lekkomyślna, nie mająca nic wspólnego z rozumowanie w kategoriach polityki:
Nie szukamy żadnego zabezpieczenia, że na przykład powstanie niepodległa Ukraina i nie będzie miała kłopotów z Rosją to wtedy nie zacznie sprawiać kłopotów Polsce. Co my wtedy zrobimy? Pan Jurasz się wtedy zdziwi i powie: „Jak to? My wam pomagaliśmy, a wy do nas tak?”. Stuknijmy się w głowę to nie ma nic wspólnego z żadną polityką– twierdzi.
Przestrzega on ponadto przed lekceważeniem “marginalnego” – jak się sugeruje w kręgach giedroyciowskich i prometejskich – zjawiska banderyzmu na Ukrainie:
Przecież ideologia przemyka różnymi kosmykami, naczynkami włosowatymi w debacie publicznej. Dlatego nawet stwierdzenie, że jest ich kilka procent powinno być wezwaniem do tego, by zrobić wszystko aby te kilka procent nie rosło lecz malało. Natomiast my mamy szereg w języku dyplomacji policzków wymierzanych Polsce. Jeśli polski prezydent przemawia w parlamencie i bezpośrednio po jego przemówieniu ten parlament przyjmuje taką ustawę jaką przyjął, to właściwie jest nam wymierzony już nawet nie cios w twarz, ale wręcz kopniak w tyłek. A my zachowujemy się jak gówniarze, bo już doszło do tego, że Ukraińcy się z takich gestów w ogóle nie zamierzają tłumaczyć. To nasi tutejsi publicyści i to zarówno z kręgów Michnika, jak i z kręgów Gazety Polskiej, a tutaj jest między nimi niestety pełna zgodność natychmiast spieszą z wyjaśnieniami, że: „UPA nie znaczy dla Ukraińców to samo co dla nas, oni w tym widzą walkę o niepodległość i trzeba to uszanować”. Na litość boską, wyobraźmy sobie, że ktoś by takie pierdoły opowiadał o Niemczech, że tam stawiają pomniki jakiemuś ss-manowi, który wymordował Polaków, dajmy na to Dirlewangerowi, a my mówimy no tak, ale pamiętajmy, że dla Niemców Dirlewanger jest symbolem walki z bolszewizmem i walki z bezrobociem, które Hitler zlikwidował, w związku z czym musimy Niemców zrozumieć i ich uszanować– uważa Rafał Ziemkiewicz.
Jest łatwo zaobserwować, że Polakom bardziej zależy na Ukrainie, niż samym Ukraińcom. Ukraina widocznie nie ceni wysoko naszej przyjaźni skoro o nią w najmniejszym stopniu nie zabiega, a skoro my się z tą przyjaźnią uporczywie narzucamy, to stawiamy się na pozycji petentów. To jest przedziwna sytuacja, bo niby to Ukraina biedna w ciężkiej sytuacji, ale to nam bardziej zależy na wyciąganiu jej z ciężkiej sytuacji niż im samym– dodaje publicysta.
Prawy.pl/ Kresy.pl





























