Według państwowej agencji Biełta – na Białorusi zarejestrowano kilkakrotnie więcej mediów niepaństwowych niż państwowych. Zdaniem niezależnych komentatorów nie oznacza to jednak, że władze w Mińsku liberalizują rynek medialny.
Unia Europejska i Stany Zjednoczone krytykują Białoruś za tłumienie wolności słowa i utrudnianie działalności niezależnych mediów. Z oficjalnych danych wynika, że na 557 redakcji oficjalnie zarejestrowanych na Białorusi aż 402 to niezależne media.
Od początku roku obowiązuje na Białorusi nowy kodeks prasowy, którego zapisy ostro skrytykowały międzynarodowe organizacje. Kodeks nakłada na wydawców obowiązek rejestracji w urzędzie państwowym i zgodę władz na działalność medialną. Z oficjalnych danych wynika, że od początku obowiązywania nowego prawa na białoruskim rynku pojawiło się ponad 100 nowych tytułów.
„To nie jest żadna liberalizacja” – twierdzi opozycjonista Aleś Michalewicz. W jego opinii, państwo pozwala na tworzenie nowych redakcji, ale nie stwarza im odpowiednich warunków funkcjonowania. Na Białorusi państwo zmonopolizowało środki rozpowszechniania zarówno słowa pisanego jak i audycji radiowych i telewizyjnych. Zdaniem Michalewicza – „wszystko jest dla mediów państwowych, a dla niezależnych prawie nic”. Według Michalewicza trudno więc w takich warunkach mówić o rozwoju niezależnych mediów i wolności prasy.
IAR/Kresy.pl





























