Kolumbia stała się jednym z najważniejszych źródeł zagranicznych żołnierzy, kontraktorów i najemników dla współczesnych konfliktów zbrojnych. Byli żołnierze z tego kraju trafiają m.in. na front rosyjsko-ukraiński i do Sudanu.
W przypadku wojny na Ukrainie media opisują sytuacje, w których Kolumbijczycy walczą przeciwko rodakom po drugiej stronie frontu.
Skalę zjawiska pokazują dane przytaczane przez kolumbijskie i zagraniczne media. Infobae, powołując się na informacje kolumbijskiej dyplomacji, podało 9 czerwca 2026 roku, że co najmniej 670 obywateli Kolumbii figuruje jako zaginionych, a 173 zginęło w związku z wojną rosyjsko-ukraińską. Według tych danych 502 Kolumbijczyków uznano za zaginionych na Ukrainie, a 168 w Rosji. Wśród zabitych 140 miało zginąć na Ukrainie, natomiast 33 zgony potwierdziła strona rosyjska.
Nie wszyscy Kolumbijczycy walczący na Ukrainie są jednak „najemnikami” w ścisłym znaczeniu tego słowa. Atlantic Council zwraca uwagę, że część z nich służy w strukturach ukraińskich sił zbrojnych, otrzymuje taki sam żołd jak inni żołnierze i z tego względu nie spełnia definicji najemnika z konwencji ONZ z 1989 roku. W praktyce granica między ochotnikiem, żołnierzem kontraktowym, prywatnym kontraktorem wojskowym i najemnikiem staje się jednak coraz mniej czytelna.
Na Ukrainie zarobią do 20 razy więcej niż w domu
Zjawisko ma przede wszystkim podłoże ekonomiczne i społeczne. Atlantic Council wskazuje, że wielu kolumbijskich żołnierzy zawodowych po 15–20 latach służby odchodzi z armii w wieku około 40 lat, ale nie znajduje realnej ścieżki powrotu do życia cywilnego. Formalne programy przekwalifikowania istnieją, lecz według analizy są oderwane od potrzeb rynku pracy.
Dla takich weteranów wojna staje się sposobem monetyzacji umiejętności zdobytych przez lata walki z partyzantką i grupami zbrojnymi w samej Kolumbii. „El País” zauważa, że tysiące byłych wojskowych z tego kraju wyjeżdża, by walczyć w obcych wojnach albo pracować jako ochroniarze za granicą. Według hiszpańskiego dziennika wspólny mianownik wielu takich historii stanowią niskie świadczenia emerytalne i brak przygotowania do pracy poza środowiskiem militarnym.
Atlantic Council podaje, że żołnierze walczący na Ukrainie mogą otrzymywać od 3 tys. do 5 tys. dolarów miesięcznie, a w systemie obietnic i świadczeń pojawiają się także premie za podpisanie kontraktu i wysokie odszkodowania dla rodzin poległych.
Dla porównania, typowy oficer średniego szczebla w kolumbijskiej armii zarabia w czynnej służbie około 1,1 tys. dolarów miesięcznie, a szeregowi żołnierze około 400 dolarów. Po przejściu w stan spoczynku dochody często spadają o połowę. Oferta pracy za granicą jest zatem trudna do zignorowania.
Alternatywą dla wielu byłych wojskowych pozostaje przepełniony sektor ochrony prywatnej. W 2026 roku podstawowe wynagrodzenie ochroniarza w Kolumbii wynosi około 500 dolarów miesięcznie. To nadal poziom wielokrotnie niższy od stawek oferowanych za udział w wojnie na Ukrainie.
To zatem nie przypadek, że, jak szacuje Atlantic Council, od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę zginęło od 300 do 550 obywateli Kolumbii walczących po stronie ukraińskiej. W tej samej analizie podkreślono, że około jedna czwarta zagranicznego personelu w ukraińskich wojskach lądowych może pochodzić właśnie z Kolumbii.
Nie ma publicznie dostępnych danych rosyjskich wskazujących, ilu obywateli Kolumbii zaciągnęło się do armii Rosji.
Nie zawsze jednak obietnice finansowe składane rekrutom pokrywają się z późniejszą rzeczywistością. „El País” opisał historię byłego kolumbijskiego wojskowego Yeisona Sáncheza, który po sześciu miesiącach zdezerterował z Ukrainy. Twierdził, że faktyczne wynagrodzenie było znacznie niższe od obiecanych 4,3 tys. dolarów. „Poczułem się oszukany” — mówił. Według jego relacji powodem odejścia było także traktowanie przez przełożonych. „Trzymali nas zamkniętych. Wyprowadzali nas o świcie, żebyśmy robili pompki za karę, bo niektórzy koledzy rozmawiali po hiszpańsku z miejscowymi. To było zabronione. Powiedziałem im, że jesteśmy ochotnikami, a nie zakładnikami” — relacjonował.
Jak twierdził Sánchez, razem z nim z Legii Międzynarodowej odeszło 40 żołnierzy. Wkrótce potem rozważał już kilka nowych ofert pracy, w tym wyjazd do Meksyku do pracy dla karteli albo „projekt” w Afryce, który — jak mówił — „w tej chwili mocno się rozkręca”.
Szkolą dzieci-żołnierzy w Sudanie
Kolumbijczycy trafiają nie tylko na Ukrainę. Human Rights Watch w raporcie z 25 maja 2026 roku opisała udział kolumbijskich prywatnych kontraktorów wojskowych po stronie Sił Szybkiego Wsparcia w Sudanie. Według organizacji od 2024 roku spółka z Abu Zabi, Global Security Services Group, miała zatrudniać kolumbijskich kontraktorów, którzy następnie zostali skierowani do Sudanu. HRW ocenia, że Kolumbijczycy brali udział w walkach w rejonie El Fasher, a według doniesień medialnych mieli także szkolić rekrutów RSF, w tym dzieci-żołnierzy.
Sprawa Sudanu doprowadziła do reakcji Stanów Zjednoczonych. 17 kwietnia 2026 roku Departament Skarbu USA nałożył sankcje na pięć osób i podmiotów zaangażowanych w rekrutację oraz przerzut byłych kolumbijskich wojskowych do Sudanu, gdzie mieli walczyć po stronie RSF. Reuters podał, że według amerykańskich władz setki byłych członków kolumbijskich sił zbrojnych trafiły do Sudanu w rolach bojowych i technicznych.
W efekcie Kolumbia stała się zapleczem kadrowym dla rynku przemocy, który działa ponad granicami państw i poza kategoriami prawa wojennego. Jedni Kolumbijczycy służą formalnie w armii państwa broniącego się przed agresją, inni trafiają do prywatnych firm i formacji oskarżanych o udział w zbrodniach wojennych. Relacja Sáncheza pokazuje, że po opuszczeniu jednego frontu część takich ludzi niemal natychmiast otrzymuje kolejne propozycje — od Meksyku po Afrykę.
Atlantic Council ostrzega, że problem nie kończy się na stratach ponoszonych na cudzych frontach. Powrót do Kolumbii ludzi z doświadczeniem nowoczesnej wojny, w tym wojny dronowej, może stać się zagrożeniem dla bezpieczeństwa wewnętrznego, jeśli państwo nie zdoła ich objąć realną polityką reintegracyjną. W przeciwnym razie ich umiejętności mogą przejąć kartele i inne organizacje przestępcze.
Kresy.pl / Infobae / Reuters / Atlantic Council / El País































