Proces rozpadu imperium przyspieszył… wielu ludzi twierdzi, że rozpad Rosji, w taki, czy inny sposób, jest już chyba nieuchronny – powiedział sowietolog i były ambasador Polski w Moskwie, prof. Włodzimierz Marciniak.

W piątek w wywiadzie dla RMF FM prof. Włodzimierz Marciniak, sowietolog i były ambasador Polski w Moskwie, był pytany m.in. o podpisane przez Władimira Putina dekrety o uznaniu „suwerenności państwowej i niezależności” obwodów chersońskiego i zaporoskiego. To następstwo przeprowadzonych tam referendów. W piątek obwody te oraz separatystyczne republiki w Donbasie zostaną formalnie włączone w skład Federacji Rosyjskiej.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

950 PLN    (4.31%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

– On chyba chce przejść do historii jako zjednoczyciel ziem rosyjskich – skomentował prof. Marciniak. Putin ma obsesję na punkcie Ukrainy, więc i jej likwidacji. Tak jak sam deklaruje, chce zmiany porządku międzynarodowego.

Zdaniem byłego ambasadora groźby Putina związane z możliwością użycia broni jądrowej są kierowane głównie w stronę Zachodu i tym państwom, które pomagają Ukrainie. Doraźnie, miałoby to też służyć zmuszeniu władz w Kijowie do podjęcia rozmów z Rosją. W opinii sowietologa, sam Putin nie ma żadnego istotnego poparcia dla swoich działań ze strony świata.

-W tej chwili chyba nikt go nie wspiera. Iran dostarcza broń, drony, które zdaje się początkowo były dosyć skuteczne i Ukraińcy musieli nauczyć się je zestrzeliwać – mówił prof. Marciniak. – Chiny nie pomagają, obserwują przebieg konfliktu. Chyba Chiny nie są zainteresowane, żeby Rosja przegrała tę wojnę, natomiast są zainteresowane, żeby Rosja była osłabiona – uważa ekspert.

Profesor nie uważa, że w Rosji występuje jakiś „kult Putina”. Jego zdaniem, w Rosji nigdy nie było wobec niego wielkiego entuzjazmu, a poparcie dla Putina było „bardzo interesowne, oparte na realnych korzyściach, które Rosjanie osiągali w postaci wzrostu dochodów”.

Ludzi ulegających temu kultowi na pewno było sporo, ale raczej to było takie poddaństwo, przyzwyczajenie do tego, że trzeba być komuś posłusznym, podporządkowywać się… ale to nie było personalnie związane z Putinem. Wydaje mi się, że gdyby to była inna osoba, to by to podobnie funkcjonowało. Niczego osobistego w tym nie było – powiedział były ambasador RP w Moskwie.

W kwestii planów włączenia części ukraińskiego terytorium w skład Federacji Rosyjskiej, prof. Marciniak uważa, że to pokazuje, jaką wagę Rosjanie przywiązują do formalizmu, co ma nawiązania jeszcze do czasów caratu. Profesor zaznaczył, że dla Moskwy kwestia kontroli nad obszarem Ukrainy ma kluczowe znaczenie.

– Nie ma imperium bez podboju Ukrainy, to jest klucz. Bez tego o odtworzeniu imperium w ogóle nie można mówić. Jak rozpadał się ZSRR, to w wielu miejscach doszło do konfliktu zbrojnego, ale na obrzeżach, w Mołdawii, Tadżykistanie, Czeczenii itd. (…) Można powiedzieć, że ta wojna to jest koniec rozpadu Związku Sowieckiego. Wtedy, w latach 90. [XX wieku – red.], poprzez ten pomysł Wspólnoty Niepodległych Państw, to się tę wojnę rosyjsko-ukraińską udało odsunąć w czasie. Ale ten etap się właśnie skończył, a zaczął nowy – powiedział prof. Marciniak.

Padło też pytanie o możliwość „upadku Rosji i końca Putina” w przewidywalnej przyszłości. Odpowiadając, były ambasador przypomniał, że lata 90. XX wieku to był swoisty okres pewnej pauzy w Rosji.

– Poprzez ten pomysł WNP, udało się sytuację zamrozić, umownie rzecz biorąc. Ale ona ruszyła z miejsca, oczywiście nie teraz, ale gdzieś w tym 2008, 2014 roku i ten proces rozpadu imperium przyspieszył. Bo chyba trzeba myśleć o tym, co będzie. A wielu ludzi twierdzi, że rozpad Rosji, w taki, czy inny sposób, jest już chyba nieuchronny – powiedział sowietolog. Zwrócił też uwagę, że Rosja i Rosjanie ponoszą już poważne koszty inwazji na Ukrainę.

rmf24.pl / Kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Kasper1
    Kasper1 :

    „Nie ma imperium bez podboju Ukrainy, to jest klucz. Bez tego o odtworzeniu imperium w ogóle nie można mówić.” – wszyscy zapraszani do naszych main streamowych mediów „sowietolodzy” i inni politolodzy (zaznaczam – WSZYSCY ZAPRASZANI do naszych main streamowych mediów) wbili sobie wzajemnie do głów i usiłują wbić tym którzy ich słuchają, przedziwną tezę mówiącą o tym, że „nie ma imperium bez podboju Ukrainy”. Nikt z nich nie zadaje sobie pytania „po jaką nędzę władze Rosji mają brać na utrzymanie 45 milionów Ukraińców skoro i tak geograficznie Rosja rozciąga się od Polski i Białorusi do Władywostoku i od Arktyki do Kazachstanu a de facto polityczna władza i wpływy Moskwy rozciągają się o wiele dalej. Twierdzę, że z Ukrainą czy bez niej Rosja jest i będzie imperium a celem wojny jest „unieszkodliwienie” Ukrainy czyli bezpieczeństwo Rosji na zachodzie poprzez stworzenie z Ukrainy bufora czyli „czarnej dziury” pomiędzy Rosją a umownym Zachodem (jeżeli traktować jako Zachód Polskę czy Słowację) i pozwolenie Ukrainie na poza blokową, niezaangażowaną po żadnej ze stron niepodległość i rządzenie się samemu a po 30 latach tej niepodległości Ukraina stała się wraz z Mołdawią pogrążonym w chronicznym kryzysie, najbiedniejszym krajem Europy. Powtarzam zatem i kieruję do „sowietologów” pytanie. Po co Rosji podbój Ukrainy i wzięcie sobie na utrzymanie 45 milionów ludzi i co Ukraina ma takiego w sobie, że bez niej Rosja będąca 1/5 powierzchni kuli ziemskiej nie jest imperium?