Premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział za zamknięty drzwiami, że nawet gdyby Izrael dałby sobie więcej czasu na prowadzenie wojny przeciw Iranowi nie doprowadziłby do obalenia jego władz i systemu politycznego.
„Nie chodzi o to, że gdybyśmy kontynuowali [wojnę] przez kilka dni, reżim by upadł – bo gdybyśmy tak oceniali, zrobilibyśmy to. Taka rewolucja musi przyjść z wewnątrz” – Netanjahu miał powiedzieć na środowym posiedzeniu swojego gabinetu, jak podał “Jerusalem Post”. Zarazem jednak izraelski premier twierdził, że “większość społeczeństwa w Iranie ma dość tej tyranii”.
„Będziemy musieli poradzić sobie również z Hutimi i upewnić się, że reżim w Iranie nie odzyska siły” – powiedział Netanjahu, odnosząc się do Ansarullahu, ruchu jemeńskich szyitów-zajdytów, który z odległego krańca Półwyspu Arabskiego jest w stanie ostrzeliwać terytorium Izraela, a także sabotować żeglugę do jego portów. Izaelczycy prowadzili już bombardowania Jemenu, ale nie wpłynęło do na zmniejszenie aktywności militarnej Ansarullahu.
W opublikowanym oświadczeniu z posiedzenia rządu Netanjahu ogłosił zwycięstwo w wojnie izraelsko-irańskiej, stwierdzając, że jego siły zbrojne usunęły dwa bezpośrednie zagrożenia egzystencjalne dla Iranu, jak przytoczył “Jerusalem Post”.
13 czerwca w nocy Izrael rozpoczął intensywne bombardowania Iranu. Deklarowanym początkowo celem Izraelczyków były instalacje irańskiego sektora atomowego. Oprócz tego biorą oni na cel najwyższych irańskich wojskowych, naukowców, polityków, bazy wojskowe i składy uzbrojenia, instalacje naftowe. Izraelski premier nie wykluczył wzięcia na cel samego najwyższego przywódcy Iranu, Sajjida Alego Chamenejego.
Minister obrony Israel Kac przyznał jednak potem, że celem Tel Awiwu jest to, aby “podważyć reżim” Republiki Islamskiej Iranu. Sama nazwa operacji izraelskiej “Powstający lew”, była nawiązaniem do przedrewolucyjnej symboliki na fladze Iranu z czasów szachów, co również uznano za mobilizowanie irańskich przeciwników systemu politycznego i elity Republiki Islamskiej.
Iran zareagował rakietowymi uderzeniami na Izrael. Zadeklarował, że wycofuje się z negocjacji w sprawie swojego programu atomowego, jakie od kwietnia prowadził z Amerykanami, uznając ich za koordynaujących działania z Izraelczykami.
Izraelczycy kontynuowali ataki niszcząc między innymi siedzibę irańskich mediów państwowych i osiągając przewagę w irańskiej przestrzeni powietrznej. Izraelczycy zadeklarowali zniszczenie jednej trzeciej potencjału irańskiej obrony przeciwpowietrznej. Jednocześnie izraelska obrona przeciwpowietrzna nie była w stanie likwidować irańskich rakiet, które spadały na cele w centralnym Izraelu.
W sobotę wieczorem siły amerykańskie przeprowadziły ataki na trzy główne irańskie obiekty nuklearne – Fordo, Natanz i Isfahanie, przyłączając się do wojny Izraela. Donald Trump ujawnił w rozmowie z Seanem Hannity’m w Fox News, że na Fordow zrzucono sześć bomb typu „bunker-buster”, a na pozostałe obiekty wystrzelono 30 pocisków Tomahawk. Według anonimowego źródła w administracji USA, w operacji uczestniczyły bombowce B-2.
Jednak poniedziałkowe bombardowania Fordo, tym razem w wykonaniu Izraela, nasuwają pytania o skuteczność amerykańskiego ataku.
W niedzielę irański parlament opowiedział się za zamknięciem Cieśniny Ormuz – ważnego korytarza morskiego łączącego Zatokę Perską z Morzem Arabskim. Decyzję w tej sprawie podejmie ostatecznie Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu i sam rahbar – Sajjid Ali Chamenei. Jej zablokowanie zablokowałoby transport jednej piątek handlu ropą i mogło doprowadzić do szoku ekonomicznego na całym świecie.
We wtorek Trump ogłosił zawieszenie broni miedzy Izraelem i Iranem, choć przed południem dochodziło do jego naruszeń.
jpost.com/kresy.pl































