Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
W niedzielę zakończyły się mistrzostwa świata w piłce nożne, jakie odbywały się w Kanadzie, Meksyku i USA. Przyniosły one światowej federacji piłkarskiej rekordowe zyski.
Według informacji podawanej w poniedziałek przez środki masowego przekazu za prezesem FIFA Giannim Infantino dochody z właśnie zakończonego mundialu osiągnęły poziom 15 mld dol. Jak zauważyła agencja informacyjna Interfax tym samym pobity został dotychczasowy rekord 11 mld dol. jakie zostały zarobione przy okazji poprzednich mistrzostw świata jakie zostały zorganizowane w 2022 roku w Katarze.
Według brytyjskiego "The Gaurdian" tak wysoki poziom pozyskanych pieniędzy przekroczył oczekiwania kierownictwa FIFA. "Turniej z udziałem 64 drużyn stał się już tematem dyskusji. Być może do czasu jego wdrożenia, międzynarodowa piłka nożna poza Europą znajdzie sposób na rozkwit. Problemem jest to, że Argentyna i Maroko były jedynymi reprezentantami innych kontynentów po jednej ósmej finału" - skomentował brytyjski dziennik.
Kościół katolicki 20 lipca wspomina bł. Czesława – jednego z pierwszych polskich dominikanów, współpracownika św. Jacka oraz założyciela klasztorów w Pradze i we Wrocławiu.
Zapisał się w tradycji przede wszystkim jako duchowy obrońca stolicy Śląska podczas najazdu mongolskiego w 1241 roku.
Czesław urodził się około 1180 roku. Dokładne miejsce jego narodzin nie jest znane, choć tradycja wskazuje najczęściej Kamień Śląski na Opolszczyźnie. Późniejsi autorzy uznawali go za członka rodu Odrowążów, a nawet brata lub bliskiego krewnego św. Jacka. Nie zachowały się jednak źródła pozwalające potwierdzić te związki rodzinne. Z tego powodu określenie Czesław Odrowąż, choć mocno utrwalone, należy traktować jako wywodzące się z tradycji.
Jak podał portal SCMP rosyjski atak rakietowy na turecki statek towarowy przewożący zboże zabił sześć osób. Jednostka Golden Leo, płynąca pod banderą Gwinei Bissau, została trafiona w pobliżu Odessy. (więcej…)
Chalil al-Hajja został nowym szefem Biura Politycznego Hamas, jak ogłosiła w poniedziałek palestyńska organizacja. Obejmuje kierownictwo w trudnej dla Hamasu sytuacji częściowej okupacji Strefy Gazy przez Izrael.
Poprzedni szef Biura Politycznego Hamasu, Ismail Hanijja zginął z rąk Izraelczyków w lipcu 2024 roku. Hanijja przez lata żył na emigracji, ale jeszcze tego samego roku zginął również Jahja Sinwar kierujący bezpośrednio strukturami organizacji w Strefie Gazy. Sam Hajja mógł podzielić ich los - był celem izraelskiego nalotu na budynek w stolicy Kataru - Dosze, gdzie przebywał wraz z kilkoma innymi działaczami Hamasu wysokiego szczebla. W maju 2007 roku izraelski nalot na jego dom rodzinny zabił siedmiu krewnych, w tym dwóch braci. W 2008 roku jego syn Hamza, bojownik skrzydła wojskowego Hamasu zginął w ataku dronów.
Podczas wojny w 2014 roku w izraelskim ataku zginął jego najstarszy syn al-Hajji - Osama, jego żona i trójka ich dzieci.
Irak i Syria podpisały memorandum o współpracy w sprawie odbudowy rurociągu biegnącego z irackich złóż ropy naftowej do syryjskiego wybrzeża Morza Śródziemnego.
Memorandum podpisali podczas spotkania Rady Biznesu USA i Iraku w Waszyngtonie Basim Abd al-Karim Nasr, prezes Basra Oil Company, w imieniu Iraku, oraz Jusef Kablawi, prezes Syrian Petroleum Company, w imieniu władz Syrii. Sekretarz Energii USA Chris Wright asystował przy podpisaniu umowy, jak podał portal Middle East Eye.
Rurociąg powstał jeszcze w 1952 roku jako sposób na eksport surowca ze złoża koło Kirkuku na północy Iraku. Jego pierwotna przepustowość wynosiła około 300 tys. baryłek dziennie, w czasach gdy monarchia iracka współpracowała ściśle z Wielką Brytanią i USA. Już za rządów Saddam Husajna rurociąg został zamknięty po wybuchu wojny z Iranem, ponieważ Syria pod władzą Hafiza al-Asada opowiedziała się po stronie Teheranu.
Minister obrony Litwy Robertas Kaunas ostrzegł, że niepowodzenia Rosji na Ukrainie mogą skłonić Kreml do eskalacji w regionie bałtyckim. Według niego najbliższym celem rosyjskich prowokacji mogą być Polska oraz państwa bałtyckie. (więcej…)
Banderowcy nie są chyba na tyle głupi aby zacząć rizać Węgrów.
nie będą riazać…nie te czasy…za dużo dziś srodków komunikacji rozmaitej….a jak by to zaczęli robić…to im Putin wjedzie do kijowa….juz nie będzie miał skrupułów
Nie tak dawno Prawy Sektor we Lwowie robił nabór ochotników do oddziału
,który miał wyjechać na Zakarpacie. Ciekawe czy to zdarzenie nie zachęciło
Premiera Węgier do tej wypowiedzi.
tagore
To w sumie optymistyczna wiadomość bo to znaczy, że na samym Zakarpaciu takich ochotników nie dało się zwerbować. To dobrze świadczy o Rusinach karpackich.
niech biorą …jestem za
Myślę, że Rusini karpaccy i Węgrzy mieszkający na Zakarpaciu byliby bardzo szczęśliwi, gdyby nie tylko otrzymali autonomię, a znaleźli się w granicach Węgier opuszczając banderland raz na zawsze.
Uważam, że najbardziej byliby zadowoleni z tych dwóch rzeczy naraz. Tylko w odwrotnej kolejności czyt. Najpierw przyłączenie do Węgier, a potem autonomia.
Mama do tego artykułu jest przecież nieaktualna! Półwysep Krymski należy do Rosji oraz nie ma zaznaczonych granic Republiki Donbasu, przecież ten naród ogłosił na weekendzie niepodległość!
miałem na myśli „Mapę” oczywiście 🙂
Orban, powrót do przeszłości
Kiedy czytam na Salonie notkę, w której autor się burzy że Victor Orban wbija Ukrainie nóż w plecy, bo oczekuje on od Ukrainy zgody na autonomię dla swoich rodaków tam mieszkających, to ogarnia mnie pusty śmiech. Po pierwsze, to żaden nóż w plecy a zwykły obywatelski obowiązek węgierskiego premiera, dla którego węgierski obywatel i jego los nie kończy się na granicy państwa jak to mamy notorycznie u naszego Donalda Tuska. Od razu też odseparujmy od działań premiera Orbana działania Władimira Putina, który powyższe cele o jakie stara się Orban uzyskał dzięki prowokacji Zachodu i bojówkarzom z rosyjskiej V kolumny. Takiej Węgrzy na Ukrainie nie tworzą i prawdopodobnie nie stworzą. Nie ten lud, nie te obyczaje. Orban po prostu nie jest pewien czy państwo ukraińskie w takiej formie jak obecnie przetrwa i czy zapewni mniejszości węgierskiej bezpieczeństwo. Premier Węgier nie mówi o oderwaniu tych ziem od Ukrainy, tylko pragnie uchronić Węgrów przed ewentualną władzą nadchodzącego Putina.
Na tym tle działania polskich polityków popierających bezrefleksyjnie wszystko co pochodzi z UE, plus pozornie przyjazną nam Ukrainę wyglądają na mało zabawne. Zaś twierdzenia jakoby nie jesteśmy zainteresowani tym co oficjalnie zaproponował Polsce swego czasu Władimir Żirinowski można między bajki włożyć, gdyż tak hołubiona dzisiaj przez obecne elity strategia Giedroycia widziała i owszem wolną i niezależną Ukrainę, tyle że za Wołyniem, a nie na granicy Bugu jak to jest obecnie. Odrzućmy więc wreszcie od siebie to kłamstwo terytorialne, które nam się wciska od z górą kilkudziesięciu lat i spójrzmy prawdzie w oczy. Obecne granice wytoczył nam po 1945 roku sowiecki okupant za cyniczną zgodą Zachodu. Nikt rządu w Londynie nie pytał o zdanie czy chcemy tych ziem ogołoconych z wszelkiego dobra przez Rosjan czy nie chcemy. Nikt nie pytał Polski, bo tak sobie właśnie umyślono w Jałcie, Teheranie i Poczdamie, że da się Polsce mniej w imię Hitlera, a zabierze jej się więcej w imię Stalina.
Druga RP była przez niecałe dwadzieścia lat państwem szczęśliwym, bo samodzielnym i terytorialnie w 99% spełnionym. Jeśli do jakichś terenów rościła sobie prawa i prowadziła o nie walkę, to tylko dlatego że stanowiły one istotną część naszej państwowości, oraz że były one zamieszkałe w większości przez ludność polską, zaś w w przypadku Kresów będącą podwaliną kultury i rozwoju gospodarczego . Wyjątkiem było Wolne Miasto Gdańsk stanowiące dla młodego państwa polskiego rodzaj gospodarczego okna na świat. Polsce międzywojennej nie w głowie było bić się i odbierać Niemcom Wrocław czy Jelenią Górę, Olsztyn bądź Koszalin, bo tam przed wiekami rządzili piastowscy książęta. Nie walczono o to, bo były to już naturalne tereny niemieckie uznane przez polską klasę polityczną. Wystarczy do tego dorzucić i wspomnieć powojenne działania samych kresowych osadników na tzw. „ziemiach odzyskanych” aby wszystko było w tym temacie jasne. Ci ludzie czuli się tam wyraźnie obco i niepewnie. Oderwani od poleskich, wileńskich i wołyńskich korzeni powtarzali więc jak mantrę zakulisowy wierszyk: „Jedna bomba atomowa, a wrócimy wnet do Lwowa. Jeszcze druga nie tak silna, a wrócimy też do Wilna.”
Pokazała także w początku lat 90-tych zeszłego stulecia i sytuacja na Litwie, kiedy to po rozpadzie Związku sowieckiego Vytautas Landsbergis gotów był oddać Polakom litewskim część Wileńszczyzny we władanie , na co kategorycznie nie zgodziła się elita styropianowa z Warszawy wraz z wszędobylską i antypolską „Gazetą Wyborczą”. To było kiedyś. Dzisiaj premier Orban pokazuje Europie, w tym Zachodowi jak bardzo jest ten Zachód chwiejny i zakłamany w swoich działaniach. Pokazuje także, że nic nie jest w polityce stałe,również granice państw, szczególnie te które zostały ustanowione na niesprawiedliwych Powojenny czas tylko pozornie zatarł dla euro ślepców wzajemne międzypaństwowe anse, rany oraz tylko na niby zagrzebał dawne granice, które co tu kryć, nadal są granicami niesprawiedliwymi dla wielu stron. Nie sądzę więc, aby Niemcy nie żywili wcale nadziei na namacalne odzyskanie Pommern, Schlesien, czy Ost Preussen, zaś my Polacy wcale to a wcale nie marzymy o powrocie na utracone Kresy. Ta pozornie nie istniejąca wiara cały czas w nas tkwi, tłumiona jedynie fałszywą poprawnością polityczną narzuconą nam przez równie zakłamanych co i strachliwych polityków. O tym jak bardzo niestabilny jest stan Kresowych granic pokazuje nam dzisiejsza sytuacja na Ukrainie. zasadach http://mikker-story.salon24.pl/583956,orban-powrot-do-przeszlosci
@@@@ Jedna bomba atomowa a wrócimy znów do LWOWA ,Jeszcze druga nie tak silna i wrócimy znów do WILNA.Ten wierszyk oraz ostatnie nieobliczalne ględzenie na tym forum wszelkiego rodzaju szumowin rodem z ukrainy oraz miejscowych (czyt tutejszych) nieodpowiedzialnych osobników propagujących wyrzeczenie się naszych praw do Kresów zmobilizowały mnie do uruchomienia dawno wylęgłej myśli powołania do życia fundacji,organizacji czy stowarzyszenia (jak zwał , tak zwał istotny jest cel i strategia) Której celem powinna być czynna walka o powrót kresów do Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Oczywiście co udowodnił Putin i wcześniej tzw : Arabska wiosna (sponsorowana i kierowana przez USA ) w dzisiejszych czasach nie ma mowy o wysyłaniu dywizji pancernych do boju z przeciwnikiem.Obecnie pułkiem pancernym jest 1 000 000 $ Dywizją 10 000 000 i to jest oręż do odbicia Kresów tym bardziej że mamy już gotowych do walki żołnierzy Należy opracować strategię działania i dostarczyć broń ) Ludność Narodowości Polskiej tkwiącą na posterunku wbrew sowietyzacji ukrainizacji i litvinizacji ganeralnie wszelkiej ( ,,zacji”) na kresowym Posterunku.Zapewne tak doświadczony ,, Życiowo” Tutejszy jako były wojskowy wie że opuszczenie placówki oznacza utratę terytorium .Do tego nie wolno dopuścić .WSZYSTKICH KTÓRZY UWAŻAJĄ TĄ INICJATYWĘ ZA GODNĄ ZAINTERESOWANIA PROSZĘ O KONTAKT NA PRYWATNY ADRES E MAIL (zapewniam że nie jest to adres rosyjskiego agenta wpływu) Pozdrawiam JKM_ci .Janusz.
Leczyć się pasuje, jeżeli chciałbyś podłączyć do Polski tereny „dziczy”. Zaczynając takie ruchy pewnie trzeba by było oddać tereny zachodnie i pomorze. Kiełbasę wymieniać na czerstwy chleb 😀
Trzeba by być nienormalnym 🙂