Rzecznik MSZ poinformował, że Polska nie planuje wysyłania samolotów wojskowych po obywateli przebywających na Bliskim Wschodzie. Resort deklaruje wsparcie dla Polaków na miejscu.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział w niedzielę odnowienie składu rządu i odejście premier Julii Swyrydenko. Szefowa ukraińskiego rządu oświadczyła, że jest dumna ze swojej dotychczasowej pracy i pozostaje gotowa do realizacji kolejnych zadań państwowych.
Zełenski poinformował, że Ukraina zmienia strategię polityczną, a za najważniejsze kierunki współpracy zagranicznej mają odpowiadać konkretne osoby posiadające odpowiednie doświadczenie.
„Każdy priorytetowy obszar polityki zagranicznej zostanie przypisany konkretnej osobie z bogatym doświadczeniem, która będzie w stanie wdrożyć to, co uzgodnimy na szczeblu przywódców i czego oczekuje naród ukraiński. Do najważniejszych z tych obszarów należą Stany Zjednoczone i nasze umowy licencyjne na produkcję systemów Patriot” – przekazał ukraiński prezydent.
37-letni obywatel Ukrainy został przymusowo doprowadzony do przejścia granicznego w Medyce i przekazany stronie ukraińskiej. Straż Graniczna uznała, że jego dalszy pobyt w Polsce stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Jak podała Straż Graniczna w piątkowym komunikacie, mężczyzna został wcześniej zatrzymany za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości. Sąd wymierzył mu grzywnę oraz zakazał kierowania wszelkimi pojazdami mechanicznymi przez trzy lata.
Pomimo obowiązującego zakazu cudzoziemiec ponownie wsiadł za kierownicę, dopuszczając się przestępstwa niestosowania się do orzeczenia sądu.
Niemiecki rząd odmówił przeznaczenia 280 tys. euro na dokończenie remontu Domu Polskiego w Bochum, zabytkowej siedziby Związku Polaków w Niemczech. Organizacja zapowiada odwołanie oraz rozmowy z władzami Nadrenii Północnej-Westfalii i stroną polską.
Generalny remont zabytkowego Domu Polskiego w Bochum rozpoczął się w lipcu 2024 roku po niemal dziesięciu latach starań Związku Polaków w Niemczech o pozyskanie finansowania. Prace miały zakończyć się wiosną 2026 roku, jednak dodatkowe wymagania techniczne i konserwatorskie spowodowały przedłużenie inwestycji oraz wzrost jej kosztów.
Chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz przy okazji obchodów ku czci ofiar UPA na Wołyniu postanowił też mówić o ukraińskich „ofiarach przemocy państwa polskiego". Minister spraw zagranicznych nie widzi problemu.
„Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczypospolitej przed wojną i w jej trakcie" - powiedział na obchodach rocznicy "krawej niedzieli" w Ołyce na Wołyniu Łukasiewicz, jedncześniej zastrzegając, że nie chce rysować żadnej „symetrii". Przemówienie to spotkało się w Polsce z falą krytyki. Jednak szef Łukasiewicza bierze go w obronę.
Odnosząc się do komentarza Jerzego Kwaśniewskiego zastanawiającego się czy dyplomata sprzeniewierzył się polityce rządu, czy relizował linię Ministerstwa Spraw Zagranicznych, szef tego ostatniego, Radosław Sikorski odpowiedział - „Jest trzecia opcja, mianowicie, że ryzykujący życiem dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami płk Łukasiewicz wypowiedział się w chrześcijańskim duchu <<Wybaczamy i prosimy o wybaczenie>>" - zacytował w niedzielę portal Dorzeczy.pl.
Dwa tankowce zostały trafione w czasie, gdy znajdowały się u wybrzeży Omanu. Stało się to w pierwszą noc po deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa, że Cieśnina Ormuz jest otwarta dla żeglugi.
O ataku poinformowało Ministerstwo Obrony Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Trafione tankowce to Mombasa i Al Bahiyah. Zginął członek jednej z załóg - obywatel Indii. Jeszcze ośmiu marynarzy zostało rannych - sześciu obywateli Indii i dwóch Ukrainy, jak zrelacjonowała agencja informacyjna Anadolu.
Według przekazanych informacji na pokładach obu statków doszło do pożarów, choć emirackie ministerstwo twierdzi, że zostały one opanowane. Zadeklarowało ono również, że władze ZEA rezerwują sobie "prawo do odpowiedzi" na tę akcję zbrojną.
Dwóch obywateli Bułgarii skazanych w Wielkiej Brytanii za szpiegostwo na rzecz Rosji zostało zwolnionych przez Brytyjczyków po odbyciu połowy wyroków.
Chodzi o 33-letniego Iwana Stojanowa i 30-letnią Wanię Gaberową. Ten pierwszy przyznał się do spisku mającego na celu szpiegostwo i został skazany na pięć lat i trzy tygodnie więzienia. 30-letnia Gaberowa, kosmetyczka z północno-zachodniego Londynu, została skazana na sześć lat, osiem miesięcy i trzy tygodnie więzienia. Sąd pozostawił możliwość zwolnienia po odbyciu połowy wyroku. Tak też się stało, jako podała w sobotę agencja informacyjna Novinite. Stojanow i Gaberowa zostali deportowani z Wielkiej Brytanii.
Siatką szpiegowską rzekomo kierował były menadżer niemieckiej spółki Wirecard, Austriak Jan Marsalek, oskarżony o działanie w imieniu rosyjskiego wywiadu. Marsałek miał współpracować z rosyjskim wywiadem






























