W ubiegłym tygodniu Dan Rapoport, amerykańsko-łotewski inwestor, zagorzały krytyk Kremla, zmarł w Waszyngtonie. Miał wypaść z okna. Ciało mężczyzny zostało znalezione na bruku w dzielnicy West End. Wstępne ustalenia policji wskazywały na samobójstwo. Sprawa budzi jednak coraz więcej wątpliwości – zwraca uwagę portal Politico.

Bill Browder, amerykański finansista zwraca uwagę, że okoliczności śmierci Rapoporta budzą liczne wątpliwości. „Myślę, że okoliczności jego śmierci są wyjątkowo podejrzane” – podkreśla, cytowany w piątek przez portal Politico. Browder stał się orędownikiem sankcji wobec Rosji po śmierci swojego prawnika Siergieja Magnickiego.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

1741.62 PLN    (7.91%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Browder spotkał Rapoporta w Moskwie, gdy cieszyli się jeszcze umiarkowaną przychylnością ze strony Władimira Putina. „Zawsze, gdy ktoś, kto jest negatywnie postrzegany przez reżim Putina, umiera w podejrzany sposób, należy zakładać udział osób trzech” – uważa amerykański finansista.

Policyjny raport sugeruje, że funkcjonariusze dostali wezwanie do mężczyzny, który miał wyskoczyć z okna. Przy Rapoporcie nie było jednak dokumentów oraz kart kredytowych. Miał za to ponad 2,5 tys. dolarów w gotówce oraz pęknięty telefon. Sekcja zwłok ma wyjaśnić szczegóły.

Politico zwraca uwagę, że Rapoport urodził się w radzieckiej Łotwie, lecz w wieku 12 lat przeprowadził się do USA wraz z rodzicami. Kilkanaście lat później wrócił do Rosji, gdzie jako makler dorobił się fortuny. Otworzył jeden z najbardziej znanych nocnych klubów. Dan Rapoport musiał uciekać do Stanów Zjednoczonych w 2012 roku. Przeprowadził się następnie do Kijowa, gdzie dalej krytykował działania Kremla.

Zobacz także: Były dowódca wojsk separatystów krytykuje Siergieja Szojgu

„Był również otwartym zwolennikiem Aleksieja Nawalnego. Natychmiastowe wnioski policji w Waszyngtonie są moim zdaniem przedwczesne” – mówi Browder.

Także związany z „The Wall Street Journal” David Satter uważa, że śmierć Rapoporta nie jest przypadkowa. Satter jest autorem kilku książek na temat Rosji Władimira Putina. Przebywał też z Rapoportem w Kijowie.

„Wszystko, co wiemy, jest bardzo, bardzo dziwne” – mówi. Zwraca uwagę, że tematu śmierci byłego oligarchy nie podchwyciły amerykańskie media. „A przecież to amerykański obywatel, który mógł zginąć w wyniku działania obcych służb” – pisze Politico.

Zdaniem Browdera istnieją dowody, że nie było to samobójstwo. Podkreśla, że pierwsze podejrzenia pojawiły się wraz z wpisem, który na telegramie opublikowała była redaktor rosyjskiego wydania „Tattler”. Zwraca uwagę, że właśnie poprzez plotkarskie serwisy rosyjskie służby często przekazują informacje do ogółu.

Zobacz także: Rosyjski oligarcha: Putin ma raka krwi

Chodzi o fakt, że była redaktor napisała, iż przy psie zmarłego znaleziono list pożegnalny, a także gotówkę. Jak pytają znajomi Rapoporta, skąd była dziennikarka plotkarskiej gazety miała dowiedzieć się o samobójstwie Amerykanina. O psie i liście pożegnalnym nie ma także żadnej wzmianki w policyjnym raporcie.

„Jest takie stare powiedzenie, że każdy może popełnić morderstwo, ale do popełnienia samobójstwa trzeba mieć mózg. Wersja o samobójstwie jest idealna, większość ludzi po prostu ją akceptuje i nie zadaje pytań” – mówi Setter.

Żona zmarłego też uważa, że został zamordowany.

FBI nie chciało skomentować sprawy dla portalu Politico.

Zobacz także: Szef regionalnego oddziału SBU znaleziony martwy

politico.com / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz