W brytyjskim systemie politycznym kończy się jedna z najstarszych instytucjonalnych tradycji. Parlament w Londynie zdecydował o usunięciu z Izby Lordów ostatnich członków, którzy zasiadali w niej wyłącznie dzięki dziedzicznemu tytułowi arystokratycznemu.
Decyzja oznacza domknięcie procesu reform rozpoczętego pod koniec XX wieku, który stopniowo ograniczał wpływ dziedzicznej arystokracji na proces legislacyjny.
Izba Lordów przez większość swojej ponad siedmiusetletniej historii była miejscem, w którym zasiadali przede wszystkim arystokraci. Mandat parlamentarny przez stulecia był przywilejem wynikającym z urodzenia i dziedziczonego tytułu. Dopiero w XX wieku zaczęto wprowadzać do niej tzw. lordów dożywotnich – polityków, ekspertów i osoby zasłużone dla życia publicznego. Przełomem była reforma z 1999 roku przeprowadzona przez rząd Tony’ego Blaira, która usunęła z izby ponad sześciuset dziedzicznych lordów. W ramach politycznego kompromisu pozostawiono jednak 92 osoby, które miały pełnić funkcję przejściową do czasu dalszych zmian ustrojowych.
Czytaj też: Radziwiłłowie XV wieku
Dopiero obecny rząd Partii Pracy zdecydował się zakończyć ten etap reformy. Liderka rządu w Izbie Lordów, baronessa Smith, podkreślała podczas debaty parlamentarnej, że nie chodzi o ocenę konkretnych osób, lecz o samą zasadę ustrojową. Jak mówiła, parlament już ponad ćwierć wieku temu uzgodnił, że nikt nie powinien zasiadać w nim wyłącznie dzięki odziedziczonemu tytułowi. „Ponad ćwierć wieku później wciąż tam są, podczas gdy realna reforma utknęła w miejscu. Mamy obowiązek znaleźć drogę naprzód” – stwierdziła.
Reforma została przyjęta po politycznym kompromisie z Partią Konserwatywną. W jego ramach część dotychczasowych dziedzicznych lordów będzie mogła pozostać w izbie jako lordowie dożywotni, mianowani już nie z racji urodzenia, lecz decyzją premiera. Konserwatyści wycofali sprzeciw wobec ustawy, uznając mandat rządu do przeprowadzenia tej zmiany.
Dla części arystokratów jest to jednak symboliczny koniec wielowiekowej tradycji. Jeden z nich, Earl of Devon, przypominał podczas debaty, że jego rodzina zasiadała w Izbie Lordów od kilku stuleci. Choć krytykował tempo reformy, przyznał jednocześnie: „Oczywiście chciałbym tu wrócić, ale tylko dzięki własnym zasługom, a nie z powodu dziedzicznego przywileju”.
Zwolennicy zmian przekonują, że to krok konieczny dla współczesnej demokracji. Dr Jess Garland z Electoral Reform Society mówiła, cytowana przez BBC, że nie ma miejsca w nowoczesnym państwie dla sytuacji, w której ktoś wpływa na prawo wyłącznie z powodu „szczęścia przy urodzeniu”. Jej zdaniem usunięcie osób, które otrzymały dożywotni wpływ na legislację jedynie dzięki pochodzeniu, jest reformą dawno spóźnioną.
Wraz z wejściem ustawy w życie ostatni dziedziczni lordowie opuszczą Izbę Lordów pod koniec obecnej sesji parlamentu. Tym samym zakończy się instytucja, która przez stulecia symbolizowała polityczną rolę brytyjskiej arystokracji. W praktyce będzie to kolejny etap długiego procesu przekształcania izby wyższej z forum rodowej elity w ciało bardziej odpowiadające realiom współczesnej demokracji.
Czytaj też: Wielka Brytania: Izba Lordów przeciwko twardemu Brexitowi
































