Francuski gigant technologii obronnych notuje wyraźny wzrost przychodów, napędzany rosnącymi dostawami sprzętu wojskowego i zwiększonym zapotrzebowaniem na systemy obrony powietrznej. W tle jest konflikt na Bliskim Wschodzie.
Największa w Europie, francuska grupa technologii obronnych Thales poinformowała we wtorek o wynikach za pierwszy kwartał, które wyraźnie przekroczyły prognozy analityków. Sprzedaż wzrosła o niemal 10 proc., osiągając poziom 5,32 mld euro.
Wzrost był napędzany przede wszystkim przez segment obronny, który odpowiada za ponad połowę przychodów spółki. Zwiększenie mocy produkcyjnych przełożyło się na wyższe tempo dostaw sprzętu wojskowego.
Jednocześnie firma odnotowała niższy niż oczekiwano poziom nowych zamówień, które wyniosły 4,65 mld euro wobec prognoz na poziomie 4,85 mld euro. Mimo to sam dział obronny zanotował wzrost zamówień o 75 proc. w ujęciu organicznym.
Dyrektor finansowy Pascal Bouchiat wskazał, że kryzys na Bliskim Wschodzie generuje pilne potrzeby operacyjne klientów w regionie, szczególnie w obszarach nadzoru powietrznego, obrony przeciwlotniczej i zwalczania min.
Zastrzegł jednak, że istotny wpływ na przychody pojawi się raczej w drugiej połowie 2026 roku lub w 2027 roku.
Jak podkreślił, zmiany mają charakter długoterminowy: „To nie tylko krótkoterminowe działania — te państwa chcą się lepiej wyposażyć na stałe”.
Bouchiat dodał, że amerykańscy producenci mogą mieć trudności z odbudową zapasów, co stwarza szansę dla Thales, m.in. poprzez udział w spółce Eurosam, rozwijanej wspólnie z MBDA.
Według niego rosnący popyt na systemy obrony powietrznej w regionie może dodatkowo napędzać sprzedaż: „To wszystko prawdopodobnie będzie także czynnikiem zwiększającym zapotrzebowanie na efektory”.
Czytaj: Airbus, Thales i RADMOR zbudują geostacjonarnego satelitę dla polskiego wojska
reuters.com / Kresy.pl































