DONG Energy, największy koncern energetyczny Danii, podwoił zamówienie na gaz z Gazociągu Północnego – poinformował w piątek rosyjski dziennik „Wriemia Nowostiej”.
Gazeta podaje, że Duńczycy podpisali w czwartek kontrakt z rosyjskim Gazpromem, zgodnie z którym w latach 2012-2030 będą kupowali 1 mld metrów sześciennych surowca rocznie z drugiej nitki Nord Stream.
Jak pisze rosyjski dziennik, zwiększony zakup rosyjskiego gazu powinien sprawić, że Kopenhaga będzie bardziej zainteresowana terminową realizacją projektu Nord Stream, który będzie przebiegać przez wyłączną strefę ekonomiczną Danii i jej wody terytorialne w rejonie wyspy Bornholm.
Wiceprezes Gapromu Aleksandr Miedwiediew oświadczył w czwartek, że „nowy kontrakt z DONG Energy na dostawy właśnie z Nord Stream po raz kolejny potwierdza nadzwyczajne znaczenie i aktualność tego projektu dla dywersyfikacji i zwiększenia niezawodności infrastruktury do transportu gazu w Europie”.
W 2006 roku DONG Energy zakontraktował już w Gazpromie na lata 2011-2030 miliard m sześc. gazu rocznie z pierwszej nitki bałtyckiej magistrali. Porozumienie sprzed trzech lat przewiduje możliwość zwiększenia dostaw do Danii z Nord Stream do 3 mld m3.
„Choć operator Nord Stream nie ma większych problemów z uzgadnianiem projektu z duńskimi władzami, Rosja i Niemcy mogą teraz liczyć na aktywniejsze poparcie ze strony Danii, w tym w przekonywaniu do tego gazociągu sąsiedniej Szwecji” – zauważa gazeta.
DONG Energy powstał w 2006 roku w wyniku połączenia sześciu firm, które zajmowały się wydobyciem ropy i gazu, produkcją prądu, a także sprzedażą energii elektrycznej i cieplnej. Działa w kilku krajach Europy północnej. Jest udziałowcem gigantycznego złoża gazowego Ormen Lange na Morzu Norweskim oraz gazociągu Langeled, najdłuższego na świecie podwodnego rurociągu łączącego Norwegię z Wielką Brytanią.
Latem tego roku duński koncern nie wykluczył, że zasoby gazu w duńskim sektorze Morza Północnego, które dzisiaj pozwalają Danii być eksporterem netto „błękitnego paliwa”, mogą się wyczerpać już w 2012 roku.
Kurier Wileński/PAP/Kresy.pl



























