Prof. Stephen Cohen, jeden z najbardziej cenionych amerykańsich historyków Rosji, uważa, że nowa zimna wojna jest wynikiem polityki Zachodu, a nie Rosji.

W obszernym wywiadzie z portalem „Jewish Press”, Cohen odniósł się m.in do otrucia byłego szpiega, Siergieja Skripala i jego córki w Wielkiej Brytanii. „[Oskarżanie Rosjan o otrucie Skripala] To tak, jakby powiedzieć, że 50 lat temu na Głębokim Południu miały miejsce lincze murzynów i jeśli czarnoskóry umiera dziś w podejrzanych okolicznościach w Stanach Zjednoczonych, to na pewno za tym stoją segregacjoniści. Historycy nie traktują takiego argumentu poważnie. Ta mantra, że Putin był agentem KGB (…), po pierwsze, sformułowanie jest błędne. Był oficerem wywiadu KGB. Agent to ktoś, kogo pozyskujesz do specjalnych celów. Putin robił karierę w wywiadzie zagranicznym, który był czymś innym niż wydział KGB, który podżegał ludzi i dokonywał zamachów. Podobnie jest z CIA. Mieli zabójców, którzy zabijali ludzi i mieli ludzi, którzy siedzieli w Langley i zajmowali się analizą” – powiedział Cohen.

W kontekście zarzucanych Rosji ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie w 2016 roku, Cohen stwierdził, że „nie ma ani jednego dowodu na potwierdzenie tego zarzutu”. Zwrócił uwagę, że jak wskazała analiza organizacji skupiającej byłych pracowników amerykańskich służb specjalnych, Veterans of Intelligence for Sanity, elektroniczna kradzież emaili z centrali Partii Demokratycznej w lecie 2016 roku nie była dziełem rosyjskich hakerów.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

„Ameryka i Rosja wtrącały się w swoje wewnętrzne sprawy od pokoleń. Podczas zimnej wojny, Rosja regularnie rozpowszechniała propagandę, a my ingerowaliśmy w rosyjskie wybory od 1992 roku. Wysłaliśmy nawet zespół, który przeprowadził kampanię wyborczą Jelcyna w Moskwie w 1996 r. Jeden z naukowców cytowany w niedawnym artykule w „New York Times” powiedział, że Stany Zjednoczone interweniowały bezpośrednio w 81 zagranicznych wyborach w latach 1946-2000, podczas gdy Moskwa interweniowała w 36. Jest to godna ubolewania praktyka, ale tak właśnie postępują wielkie mocarstwa” – ocenił Cohen.

Na pytanie dlaczego Amerykanie obecnie postrzegają Rosję jako wroga, Cohen odparł, że zarówno Ronald Reagan, jak i Michaił Gorbaczow uznali, że zimna wojna została zakończona w sposób pokojowy i że nie było zwycięzców. Retoryka strony amerykańskiej zmieniła się jednak po 1992 roku. Za prezydentury Billa Clintona, w Stanach Zjednoczonych powstała „triumfalistyczne nastawienie do Rosji”, traktujące Rosję jako „pokonany naród”, który miał zachowywać się jak „petent” Waszyngtonu. „Najwięksi krytycy Putina w Ameryce mówią: 'Szkoda, że nie jest Jelcynem’. Dla nich odpowiednie relacje polegają na tym, że Rosja jest na kolanach, zależna od zachodnich pożyczek, mniej lub bardziej podążająca za amerykańską przewagą i nie narzekająca zbytnio, gdy NATO rozszerza się na wschód lub kiedy Serbia, która była tradycyjnym sojusznikiem Rosji, zostaje zbombardowana. Taka polityka zagraniczna jest jednak nie do utrzymania w kraju, który był wielkim mocarstwem przez setki lat” – podkreślił historyk.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Cohen przypomniał, że Putin początkowo prowadził przyjazną wobec Zachodu politykę, przywołując m.in rozmowę telefoniczną Putina z prezydentem Georgem W. Bushem po zamachach z 11 września 2001 roku, gdy rosyjski prezydent zaoferował Amerykanom wszelką pomoc w walce z terroryzmem.

„I co on otrzymał w zamian? Dalsza ekspansja NATO, które obecnie znajduje się przy rosyjskich granicach (…) Dowiedziałem się niedawno, że artyleria NATO może teraz uderzyć w Petersburg. Wyobraźmy sobie, że Waszyngton znajduje się w zasięgu artylerii rosyjskiej lub chińskiej stacjonującej na granicy meksykańskiej lub kanadyjskiej. Ten kraj by się cholernie wkurzył” – zauważył Cohen.

Historyk uważa, że ekspansja NATO mogła być podyktowana interesami amerykańskich firm zbrojeniowych lub chęcią przetrwania w nowych okolicznościach postzimnowojennej rzeczywistości politycznej.

„Zapobiegliśmy wojnie nuklearnej od początku epoki atomowej, ponieważ ufaliśmy amerykańskiemu prezydentowi, że będzie negocjował z przywódcą radzieckim, by nakładać ograniczenia na broń jądrową. Ale tak bardzo demonizowaliśmy Putina, że każdemu amerykańskiemu prezydentowi trudno będzie z nim negocjować. Znajdujemy się w bezprecedensowej sytuacji, w której nie możemy liczyć na to, że przywódcy obu krajów zrobią to, co robili od początku epoki atomowej, tj. zabezpieczą nas przed wojną nuklearną. Dlatego demonizowanie Putina jest tak niebezpieczne” – podkreślił historyk.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak Waszyngron sprowokował (i być może przegrał) nuklearny wyścig zbrojeń z Rosją

Kresy.pl / Jewish Press

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz