Bali się skandalu

Kontrolerzy lotniska bali się, że jego zamknięcie zostanie odebrane jako celowe utrudnianie polskiej delegacji pobytu w Katyniu – ustalili prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy. Obsługa miała kontaktować się w tej sprawie kilkakrotnie ze swoimi przełożonymi.

O rozmowach napisała Rzeczpospolita, powołując się na anonimowe rosyjskie źródła. Kontrolerzy mieli mówić przełożonym, że warunki są fatalne, jednak bali się skandalu w przypadku zamknięcia lotniska i zakazu lądowania polskiego prezydenta. Mieli nadzieję, że załoga sama zrezygnuje z lądowania po zorientowaniu się, jak trudne są warunki.

Także przełożeni mieli nakazywać, że lotnisko ma zostać otwarte, a obsługa na tylko sugerować zmianę miejsca lądowania. Nie wiadomo, z kim rozmawiała obsługa lotniska, ale najprawdopodobniej były to osoby z dowództwa, gdyż lotnisko pod Smoleńskiem należy do wojska.

Rzeczpospolita nie zdobyła w tej sprawie ani komentarza polskich śledczych, ani opinii przedstawiciela rosyjskiego lotniska.

Rozmówcy “Rzeczpospolitej” sugerują, iż kontrolerzy mogli naruszyć obowiązujące procedury, ponieważ nie istnieje w nich coś takiego, jak “rekomendacja” lądowania w Moskwie – jest tylko albo zezwolenie albo odmowa lądowania.

Rosyjscy eksperci dziwią się też, że nie podano, kto wchodził w skład naziemnej obsługi lotu grupy przyjmującej samolot Tu-154.

Minister sprawiedliwości oraz Prokurator Generalny zwrócili się do strony rosyjskiej o przekazanie polskiej prokuraturze dokumentów rzeczowych dotyczących zapisów wymienionych rejestratorów (tzw. czarnych skrzynek) znalezionych na miejscu katastrofy. Rosyjsko – polska podkomisja nadal analizuje zapisy rejestratora głosów i rejestratora parametrów lotu.

Rp.pl/IAR/Kresy.pl

forma płatności