Amerykański dziennik informuje o szokujących danych na temat pefodilii w afgańskiej armii i domniemanej tolerancji amerykańskich dowódców dla procederu seksualnego wykorzystywania nieletnich chłopców.

„New York Times” podaje: „W 5753 przypadkach, od 2010 do 2016 r., wojsko Stanów Zjednoczonych zgłosiło oskarżenia o ‚brutalne łamanie praw człowieka’ przez afgańskie wojsko, w tym wiele przykładów wykorzystywania seksualnego dzieci. Jeśli to prawda, prawo amerykańskie wymaga, aby pomoc wojskowa jednostce, w której dochodzi do przestępstwa, została odcięta. Ani razu tak się jednak nie stało. Tak wynika z dochodzenia w sprawie seksualnego wykorzystywania dzieci przez afgańskie siły bezpieczeństwa i domniemanej obojętności amerykańskiego wojska wobec tego zjawiska, którego wnioski opublikowano w raporcie upublicznionym w poniedziałek przez Specjalnego Inspektora Generalnego ds. Afgańskiej Rekonstrukcji, zwanego również SIGAR”.

Raport pierwotnie został zlecony przez administrację Obamy, jednak jego treść była tak wstrząsająca, że objęto go klauzulą tajności i miał pozostać utajniony aż do roku 2042. Raport został zakończony w czerwcu 2017 r., lecz zawierał dane tylko do 2016 r. „NYT” informuje, że ujawniony w poniedziałek raport uległ daleko idącej przeróbce redakcyjnej, przez co nie zdołał „odpowiedzieć na pytania o powszechne wykorzystywanie seksualne dzieci w afgańskim wojsku i policji oraz o to, jak często amerykańskie wojsko wolało udawać, że nie dostrzega powszechnej praktyki bacza bazi, lub ‚zabawy z chłopcami’, w ramach której niektórzy afgańscy dowódcy wykorzystują nieletnich chłopców jako niewolników seksualnych”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„Bacha Bazi to ‚tańczący chłopcy’. Brzmi uroczo, jednak pod przykrywką zwyczajnej rozrywki kryje się pedofilia, którą usprawiedliwia się tradycją. Jak wiadomo w Afganistanie wolny mężczyzna nie ma zbyt wielu okazji, aby podziwiać kobiece wdzięki. Potrzeba matką wynalazku – dziewczęta zastąpiono chłopcami, a jakiekolwiek zasady moralne – pieniędzmi. Proceder ten to nic innego jak wykorzystywanie chłopców z nizin społecznych przez bogatych mężczyzn. Jak to wygląda? Kilkulatek pochodzący z biednej rodziny (lub sierota) jest ‚werbowany’ przez ‚opiekuna’, osobę, która obiecuje, że będzie się nim zajmować i wspomoże materialnie. Faktycznie dziecko staje się po prostu niewolnikiem seksualnym. Aby zabawiać swojego ‚pana’ i jego znajomych, przebierany jest w damskie ubrania i wykonuje, często erotyczny, taniec. Oczywiście taki występ jest tylko wstępem do zabawy – po nim chłopiec zabierany jest na noc przez jednego z mężczyzn. Po jakimś czasie, gdy na twarzy nastolatka pojawia się zarost, przestaje on być „tańczącym chłopcem” i musi zacząć radzić sobie inaczej – stąd już prosta droga do prostytucji. Po kilku latach tego rodzaju niewolnictwa nie jest łatwo żyć normalnie. Niektórym zdarza się uciec, ale osoba taka jest „naznaczona” – mimo, że w społeczeństwie raczej się o tym nie mówi, to przecież wszyscy wiedzą” – pisała w 2013 roku Monika Kozakiewicz na portalu naTemat.

SIGAR poinformował, że na żądanie amerykańskiego Kongresu uruchomił śledztwo w sprawie bacha bazi. Śledztwo jest również wynikiem doniesień „NYT” z 2015 roku o tym, że kariery amerykańskich żołnierzy, którzy sprzeciwiali się tej praktyce, zostały zrujnowane przez przełożonych, którzy zalecali im ignorowanie tego zjawiska.

„Były oficer Sił Specjalnych, kpt. Dan Quinn, który pobił afgańskiego dowódcę za trzymanie chłopca przykutego do łóżka jako niewolnika seksualnego, powiedział wówczas, że wskutek tego został zwolniony z dowództwa. ‚Umieszczaliśmy na stanowiskach dowódców ludzi, którzy robili rzeczy gorsze od talibów’ – powiedział kapitan Quinn, który odszedł z wojska. Sierżant Charles Martland, wielokrotnie odznaczony komandos, został zmuszony do opuszczenia wojska po pobiciu afgańskiego komendanta policji lokalnej w Kunduzie, który gwałcił dzieci. Sierżant Martland oburzył się po tym, jak afgański dowódca uprowadził chłopca, zgwałcił go, a potem pobił matkę chłopca, kiedy próbowała go uratować. Dochodzenie Kongresu doprowadziło do przywrócenia sierżanta Martlanda do czynnej służby” – informuje”NYT”.

Innym przykładem konsekwencji ponoszonych z tytułu sprzeciwu wobec pedofilskich praktyk lokalnych afgańskich dowódców jest sprawa kpr. Gregory’ego Buckleya Juniora, żołnierza Korpusu Piechoty Morskiej. Buckley skarżył się na afgańskiego dowódcę, z którym stacjonował, po czym został zabity na punkcie kontrolnym wraz z dwoma innymi żołnierzami przez jednego z chłopców wykorzystywanych seksualnie przez tegoż dowódcę.

„Do dnia 12 sierpnia 2016 r. Departament Stanu badał 75 przypadków poważnych naruszeń praw człowieka, w tym siedem z udziałem przemocy seksualnej wobec dzieci, ale nawet przedstawiciele Departamentu Obrony przyznają, że była to niewielka część całości” – podaje „NYT”.

Dziennik przypomina, że zgodnie z tzw. ustawą Leahy’a, fundusze pomocy wojskowej Stanów Zjednoczonych należy odciąć każdej zagranicznej jednostce wojskowej zaangażowanej w brutalne łamanie praw człowieka, w tym bacha bazi. Okazuje się jednak, że inny przepis prawa amerykańskiego, mówi, że pomoc wojskowa powinna być dostępna „niezależnie od wszelkich innych przepisów prawa”. Według odtajnionego raportu SIGAR: „Dalsza pomoc udzielana jednostkom [afgańskim] przez Departament Obrony, o których departament posiada wiarygodne informacje na temat rażących naruszeń praw człowieka, podważa wysiłki urzędników rządu USA w zakresie zaangażowania rządu afgańskiego w sprawę przestrzegania praw człowieka i praworządności”. W raporcie nie ma jednak informacji o tym, że amerykańscy dowódcy celowo ignorowali praktykę bacha bazi.

Praktyka bacha bazi jest tak powszechna w Afganistanie, że jeden z kandydatów w wyborach prezydenckich z 2014 roku, Gul Agha Sherzai, był oskarżany o posiadanie niewolników seksualnych. Obecnie Sherzai jest ministrem ds. granicznych i plemiennych.

Kresy.pl / New York Times




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz