Fenomenem husarii jest to, że zwyciężała. I to bardzo długo. I to z wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. W Polsce wciąż kultywujemy przede wszystkim przegrane powstania, nurzamy się w wojennych klęskach, ale wydaje mi się, że trend będzie taki, że zwrócimy się bardziej ku naszej chwalebnej przeszłości, którą przecież mamy. Wystarczy o niej przypomnieć Polakom – mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl dr Radosław Sikora, autor nowej książki „Husaria. Duma polskiego oręża”.

Marek Trojan (Kresy.pl): Nasi czytelnicy znają Pana wcześniejsze publikacje, książki, a przede wszystkim artykuły publikowane na portalu Kresy.pl. Pana nowa książka, „Husaria. Duma polskiego oręża”, już cieszy się dużą popularnością. Jaki był główny powód napisania nowej książki na temat husarii i jaka jest jej główna myśl?

Dr Radosław Sikora, historyk, znawca husarii, autor książki „Husaria. Duma polskiego oręża”: – No cóż, to miało wyglądać tak. Wspólnie z kolegą, Radosławem Szleszyńskim, planowaliśmy stworzyć album, składający się z części ilustracyjnej i źródłowej. Miała to być znacznie rozbudowana wersja albumu „Husaria Rzeczpospolitej”, który od kilku lat jest na rynku. Uznaliśmy jednak, że do tego nowego albumu warto dodać część wstępną – takie popularnonaukowe wprowadzenie o husarii, które merytorycznie przygotuje Czytelnika do tego co będzie mógł przeczytać i zobaczyć w dalszej części albumu. Gdy zaczęliśmy to wszystko gromadzić i gdy zacząłem pisać, okazało się, że wyszła naprawdę potężna publikacja. Akurat wtedy zgłosiło się do mnie wydawnictwo, które szukało popularnonaukowej książki, wprowadzającej w tematykę husarską. To wprowadzenie miałem wtedy już prawie ukończone, więc stwierdziliśmy, że rozbijemy album na kilka części, a tę część popularnonaukową wydam osobno. A co z resztą? Właśnie rozważamy, czy z pozostałych części (ilustracyjnej i źródłowej) wydać jedną, czy też dwie książki, bo wciąż jest tego naprawdę sporo. I… tak to wyszło [śmiech].

Spodziewał się Pan, że ta nowa książka spotka się z tak pozytywnym odbiorem ze strony czytelników i znawców tematu?

Owszem, spodziewałem się, ale że będzie aż tak dobrze, to nie [śmiech]. Liczyłem, że znane wydawnictwo, mające dobry marketing i dystrybucję, sprosta zadaniu. I nie pomyliłem się. Wydawnictwo Znak ma całkiem niezłą dystrybucję, w tym w sieciach handlowych, więc efekty są nawet lepsze niż oczekiwałem. Książka dociera do szerokiego grona Czytelników i bardzo się podoba.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

To wszystko wpisuje się też w rosnącą popularność husarii i zainteresowaniem historią Polski. Myśli Pan, że ta książka przyczyni się do tego, że dzięki niej ten krąg zainteresowanych husarią jeszcze się powiększy?

Liczę, że tak właśnie się stanie. Już to, co robiliśmy na Kresach.pl pokazało, jak nośny jest to temat. Jednak jeden portal całej sprawy nie załatwia. Wypadało skorzystać także z innych możliwości. Do tej pory moje książki były co prawda obecne na rynku, cieszyły się pewną popularnością, ale widać, że nowa firma i nowe kanały dystrybucji pozwoliły wejść na nowe obszary rynku i dotrzeć do nowych Czytelników. Mam nadzieję, że dzięki temu popularność husarii jeszcze wzrośnie.

Zajmuje się Pan tematem husarii już od wielu lat i jest Pan bez wątpienia jego wybitnym znawcą. W czym tkwi fenomen husarii? Co Pana zdaniem może być takim najbardziej inspirującym elementem dla czytelników?

Fenomenem jest to, że zwyciężała. I to bardzo długo. I to z wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. Swego czasu, również w wywiadzie dla portalu Kresy.pl powiedziałem, że my w Polsce, niestety, kultywujemy przede wszystkim przegrane powstania, nurzamy się w wojennych klęskach, zwłaszcza dwudziestowiecznych. Wiadomo, że wciąż żyją ludzie, których bezpośrednio dotknęła ostatnia wojna, więc temat nadal jest dość aktualny i dlatego wielu się nim interesuje. Ale ci naoczni świadkowie odchodzą, mija coraz więcej czasu i wydaje mi się, że trend będzie taki, że nie będziemy już zajmować się II wojną światową tak bardzo jak dotąd. Zwrócimy się bardziej ku naszej chwalebnej przeszłości, którą przecież mamy. Wystarczy o niej przypomnieć Polakom, ale – o dziwo – wciąż niezbyt liczne grono to robi. W latach 70. XX wieku wydano małą, niepozorną książeczkę „Husaria”, która mnie wciągnęła w ten temat. Nie sądziłem wówczas, że jako jedyny poświęcę swe życie pisaniu o tym rycerstwie. Niestety, oprócz mnie, nie ma historyka, dla którego byłby to główny temat badawczy, choć oczywiście byli i są tacy, którzy w mniejszym czy większym zakresie, na jakimś etapie swojego życia, zajęli się husarią. Ta sytuacja to, szczerze mówiąc, jakaś aberracja. Takich jak ja powinno być wielu. Temat jest bowiem nie tylko atrakcyjny, ale i ważny. Liczę, że to co razem robimy, bo w końcu Kresy.pl od lat publikują moje artykuły o husarii, prędzej czy później zaprocentuje i że więcej osób zajmie się husarią. Nie tylko historycy, nie tylko pasjonaci, ale że zafascynuje się nim popkultura (pierwsze kroki w tym kierunku już widać). Może też w końcu zaczną powstawać jakieś filmy, bo pod tym względem jest straszna bieda. Ostatnim polskim filmem pełnometrażowym, w którym widziałem husarię, jest „Ogniem i Mieczem”. A przecież właśnie mija 20 lat od chwili jego powstania. Tymczasem filmów o II wojnie światowej kręcimy całkiem sporo. Mam nadzieję, że moja książka będzie kolejnym, mocnym krokiem w kierunku popularyzacji husarii. Może też zainspiruje filmowców i producentów? Przecież można by na takim filmie sporo zarobić…

Przeczytaj: Żywe tarany

Zobacz również: Najwszechstronniejsza kawaleria w dziejach

Proponowano Panu kiedyś np. współpracę przy takim filmie o husarii?

Tak, były takie propozycje, choć nigdy nie skończyły się realizacją filmu. Na przykład z dekadę temu był pomysł, żeby z Melem Gibsonem zrobić film o odsieczy wiedeńskiej. Niestety, choć scenariusz był już gotowy, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Producent poległ na dystrybucji. Aby taki film, jaki wówczas zaplanowano, zarobił na siebie, musiał wejść do kin w USA. I to okazało się barierą nie do przejścia.

Co do odsieczy wiedeńskiej, to faktycznie najczęściej to jest pierwsze skojarzenie, jak ktoś wspomni o husarii. A co Pana zdaniem byłoby takim momentem w jej historii, może mniej powszechnie znanym, a przez to wartym opowiedzenia poprzez film?

Jest tego całe mnóstwo. Przykładowo, dzieje husarii Marcina Kazanowskiego. W swoim czasie i na Kresach.pl o nich pisałem. „200 husarzy przeciwko Moskwie”– tak zatytułowany był mój artykuł o rocie Kazanowskiego, będący nieco skróconą wersją jednego z rozdziałów mojej książki „Niezwykłe bitwy i szarże husarii”. Historię tego oddziału rozwijam w mojej najnowszej książce, czyli w „Husarii. Dumie polskiego oręża”. To jest świetny materiał na film – jednostka, która odnosiła nieprawdopodobnie spektakularne sukcesy przez kilka lat swojego istnienia, więc są bohaterowie, których można przedstawić w kilkuletniej perspektywie czasowej. Do tego dochodzi sama widowiskowość bojów z różnorodnymi przeciwnikami, zmagania z przyrodą i odległością… Chętnie bym to zobaczył na ekranie. Chętnie bym obejrzał także film o zwycięskiej bitwie pod Kłuszynem 1610 r. Ale też warto by przypomnieć postać Mikołaja Strusia, jego działania nie tylko w bitwie pod Kłuszynem, ale też rok później w zwycięskiej bitwie pod Moskwą, a potem jako dowódcy polskiej załogi w Moskwie. To były naprawdę epickie wydarzenia. Ale, prawdę mówiąc, jest całe mnóstwo tematów. Husaria to w końcu niemal 300 lat historii, naprawdę wiele bitew, mnóstwo ludzi… Oczywiście, najlepiej kojarzony jest Wiedeń. W naszej pamięci historycznej odsiecz wiedeńska 1683 roku wciąż jest obecna. Dobre i to [śmiech]…

Przeczytaj: „Z dziejów husarii” Radosława Sikory

Czytaj także: Chwała i apologia husarii

Dr Radosław Sikora. Fot. przesłane redakcji.

 

Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz