The National Interest: Trump porzucił realizm

Trump najwyraźniej został całkowicie pochłonięty przez jastrzębią politykę, a jego nowy zespół doradców ds. polityki zagranicznej wzmocni dodatkowo jego najgorsze instynkty – pisze Ted Galen Carpenter na łamach The National Interest.

Desygnowanie Johna Boltona na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego przez prezydenta Donalda Trumpa jest jego ostateczną zdradą wszystkiego, co mogłoby przypominać realistyczną politykę zagraniczną. Podczas kampanii wyborczej w 2016 roku, deklaracje Trumpa były ciekawą i sprzeczną mieszanką realizmu i skrajnej nacjonalistycznej wojowniczości. Do pierwszej kategorii zaliczały się: jego komentarze na temat NATO jako przestarzałej instytucji, charakteryzującej się bezwstydnym wykorzystywaniem przez amerykańskich sojuszników, jego krytyka głupiej polityki „zmiany reżimu” prowadzonej przez Waszyngton, krytyka wojen prowadzonych w celu przeprowadzania inżynierii społecznej, zwłaszcza w kontekście interwencji w Iraku, oraz jego krytyka antyrosyjskiej polityki prowadzonej przez administrację Obamy. Ale te sensowne obserwacje współistniały z alarmująco twardymi stanowiskami dotyczącymi Iranu, Korei Północnej i ogólnie wojny z terroryzmem. Pozostawało kwestią przypuszczeń, która z tych konkurujących tendencji wygra.



 

Obecnie znamy już odpowiedź. Trump najwyraźniej został całkowicie pochłonięty przez jastrzębią politykę, a jego nowy zespół doradców ds. polityki zagranicznej wzmocni dodatkowo jego najgorsze instynkty. Nie dość, że porozumienie nuklearne z Iranem jest bardzo zagrożone, również perspektywa dialogu dyplomatycznego z Koreą Północną wydaje się odległa, bardziej prawdopodobne są konfrontacje z Chinami o Koreę Północną, Tajwan i Morze Południowochińskie, a nadzieje na wycofanie się z nowej zimnej wojny z Rosją szybko zanikają. Rzeczywiście istnieje niepokojące ryzyko zaangażowania wojskowego USA na wielu frontach.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Odejście Trumpa od realizmu i powściągliwości trwa jednak od najwcześniejszych tygodni jego administracji. Wybór jastrzębi, takich jak Pompeo i Bolton, na kluczowe stanowiska, jest jedynie kulminację tego przygnębiającego trendu. Jednym z pierwszych działań, które Trump podjął w Biurze Owalnym, było zapewnienie członków NATO, że traktuje sojusz jako kluczowy element amerykańskiej strategii bezpieczeństwa i nie postrzega go już jako „przestarzałego”. Wiceprezydent Mike Pence i sekretarz obrony James Mattis wzmocnili to przesłanie swoimi lapidarnymi wystąpieniami podczas dorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Czy Trump montuje gabinety wojenny?

W niedługim czasie Mattis rozpoczął tournee po Azji Wschodniej, wyjaśniając zarówno Japonii, jak i Korei Południowej, że nie będzie znaczących zmian w polityce obronnej USA w ich regionie. Napomknienia, które Trump wygłaszał podczas kampanii, iż oczekuje, że te dwa kraje staną się bardziej odpowiedzialne za własną obronę i walkę z kłopotliwymi graczami, takimi jak Korea Północna, skutecznie zmiażdżył Mattis. Nieświeży status quo w stosunkach sojuszniczych będzie kontynuowany.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nominacja Boltona, czyli witamy w administracji Dicka Cheney’a

Odejście obecnej administracji od realizmu wkrótce wpłynęło na politykę USA wobec Rosji. Zamiast rezygnacji z niepraktycznych żądań administracji Obamy, przede wszystkim, aby Kreml zwrócił Krym Ukrainie, Trump i jego doradcy powtórzyli to żądanie. Stanowczy pogląd na temat Krymu był antytezą realizmu. Rosja nie jest bardziej skłonna do wycofania się z Krymu, lokalizacji jej najważniejszej bazy morskiej w Sewastopolu, niż Izrael do wycofania się ze Wzgórz Golan czy Turcja z północnego Cypru. We wszystkich trzech przypadkach, państwa przejmujące te terytoria motywowane były przez względy geopolityczne i bezpieczeństwa. Wymóg, aby Moskwa scedowała Krym na rzecz Ukrainy jako warunek poprawy stosunków amerykańsko-rosyjskich, to klasyczny przykład dyplomatycznego żądania z góry skazanego na porażkę. Jednak taki jest nierealistyczny kierunek, który został obrany przez administrację Trumpa. Ogólne postępowanie Waszyngtonu wobec Moskwy jest co najmniej tak samo ostre, jeśli nie ostrzejsze, niż było w czasach Obamy.

Równie rażącą i niewiarygodnie rozczarowującą ucieczką od realizmu była decyzja Trumpa o kontynuowaniu (a nawet eskalacji) bezowocnej wojny Ameryki w Afganistanie, którą sam kilkakrotnie krytykował podczas kampanii w 2016 roku. Jego próba przedstawienia inicjatywy jako czegoś innego niż przedsięwzięcia na rzecz inżynierii społecznej i odróżnienia nowej strategii od poprzednich wersji była żałosna.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Zmiana stanowiska w sprawie Afganistanu pozwala na wgląd w powody stojące za całkowitą rezygnacją przez prezydenta z realizmu. Trump stwierdził, że początkowo miał ochotę zakończyć misję, ale gdy jego doradcy podkreślili negatywne konsekwencje takiego kroku, uświadomił sobie, że musi kontynuować wysiłek, po prostu stosując bardziej skuteczne podejście. To wyjaśnienie wskazywało na to, że przywiązanie Trumpa do niektórych realistycznych pozycji było zawsze powierzchowne i ledwo instynktowne. Wykwalifikowani doradcy, opowiadający się za bardziej interwencjonistycznym status quo w polityce zagranicznej, tacy jak sekretarz stanu Rex Tillerson, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster i sekretarz obrony Mattis, mogą łatwo manipulować neofitą, który nie był stanowczo przywiązany do swoich poglądów, ani nie posiadał wiedzy pozwalającej je obronić.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Główną zmianą w związku z pojawieniem się nowej ekipy odpowiedzialnej za politykę zagraniczną jest to, że Trump prawdopodobnie zostanie zmuszony do przyswojenia sobie jeszcze bardziej agresywnych poglądów. Kiedy ktoś taki jak Mattis wydaje się być głównym głosem rozsądku, wszelka nadzieja na realizm i powściągliwość praktycznie znika. Realizowana przez obecną administrację polityka zagraniczna wydaje się najbardziej przypominać administrację George’a W. Busha. I taka perspektywa jest naprawdę bardzo złą wiadomością dla realizmu i interesów narodu amerykańskiego.

Ted Galen Carpenter

Autor jest analitykiem ds. polityki zagranicznej w Cato Institute w Waszyngtonie. Za nationalinterest.org.

Reklama




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz