Sądzę, że odprężenie z Rosją jest w zasadzie najtrudniejszą kwestią polityczną, z jaką Trump mógłby się zmierzyć. Uważam, że za tego prezydenta, ta sprawa nie ma szans. Wewnętrzne siły przeciwne odprężeniu są zbyt wpływowe – podkreśla Curt Mills, dziennikarz amerykańskiego „The National Interest”, w rozmowie z portalem Kresy.pl.

Michał Krupa (Kresy.pl): Z Pana doniesień wynika, że administracja Trumpa staje się bardziej otwarta na obsadzanie kluczowych stanowisk ludźmi, którzy byli przeciwnikami kandydata Trumpa w 2016 roku. Czy to prezydent podejmuje te decyzje, czy to raczej przjaw głębokiego państwa [Deep State] w akcji?



Historia tej prezydentury to przede wszystkim historia personelu. Projekt Trump, czyli luźny, niekiedy problematyczny zbiór odmiennych ideologii i postaci, wygrał wojnę lecz przegrał pokój. Najbardziej merytoryczną, ugruntowaną tradycją, której tendencje Trump uosabiał, jest amerykański paleokonserwatyzm. Drogę Trumpa do prezydentury utorowali Ross Perot i Pat Buchanan w latach 90. i na początku lat 2000. Inni mają odmienne zdanie, twierdząc, że w swoich „jastrzębich” momentach, np. gdy Trump powiedział „Skopiemy dupę ISIS” lub kiedy bronił torturowania więźniów, był bardziej ofensywnym realistą, osobą, jak John Bolton (jego obecny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego), która odrzuca neokonserwatyzm, gdyż ogranicza on możliwość nacjonalistycznego stosowania siły przez USA. Słuchając tegorocznego przemówienia Trumpa przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, można było skonkludować, że ofensywni realiści zwyciężyli.

Jednak na bardziej szczegółowym poziomie administracja kierowana przez Trumpa nie rządzi ani w sposób paleokonserwatywny, ani tak jak chciałby Bolton . To może się jeszcze zmienić. Ale przeciętny pracownik Białego Domu pochodzi z konserwatywnego establishmentu, a nie z redakcji magazynu „The American Conservative” lub wyższych szczebli portalu Breitbart. Faktem jest, że wybory w 2016 r. były spektakularnym, bezprecedensowym atakiem na amerykańską elitę, dokonanym przez frakcję wygnańców, która w dużej mierze nie była gotowa by rządzić.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Wielu komentatorów twierdzi, że administracja Trumpa zaczyna przypominać „jastrzębią” politykę administracji George’a W. Busha, zwłaszcza w odniesieniu do wojskowego interwencjonizmu. Czy to słuszna obserwacja?

Jeśli Trumpizm w ogóle przypomina Bushyzm, to jest to podobieństwo pozorne. Rodzajem purystycznej interpretacji jest argumentacja, że ​​to jedno i to samo. Trump uprowadził Partię Republikańską Busha. Choć nie dotyczy to elit, wielu spośród wyborców, którzy głosowali na Busha w 2004 r., oddało głos na magnata z Manhattanu w 2016 r. Kolejną cechą wspólną jest ścisłe popieranie Izraela. Jednak to akurat ponadpartyjna dewizą amerykańskiej polityki.

Ponadto, to jest już inny kraj. „Amerykański sen” nie był czymś nieosiągalnym dla młodego pokolenia za George’a W. Busha, tak jak ma to miejsce obecnie. Stany Zjednoczone przeżywają społeczno-polityczny kryzys egzystencjalny, który nie przypomina niczego, co działo się pod neokonserwatystami. Trump jest wytworem takiego stanu rzeczy i spadkobiercą kraju, który oni pozostawili po sobie, ale wydaje się, że jest on również akceleratorem niektórych z jego bardziej makabrycznych tendencji. Kształtująca się dopiero spuścizna Trumpa pozostaje głęboko niepewna.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Pod względem politycznym, z wyjątkiem Boltona i kilku innych, to nie jest ta sama ekipa, co u Busha. To są raczej wygnańcy. I są z tego dumni. Neokonserwatyści wierzyli w promocję demokracji; Trump i jego ideologiczni towarzysze wierzą w nacjonalistyczną międzynarodówkę. Paul Wolfowitz miewał nieprzespane noce z powodu zabitych szyitów w Iraku Saddama w latach dziewięćdziesiątych. Obecnie nikt nie roni łez z powodu Syrii Asada.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Lekkomyślna polityka Trumpa zbliża Rosję i Chiny coraz bardziej do siebie

W ciągu ostatnich kilku miesięcy widzieliśmy doniesienia, które wskazują na bliskie relacje między prezydentem a senatorem Rand Paulem, chorążym tych, których nazywa Pan „hamulcowymi” w polityce zagranicznej. Biorąc pod uwagę Pana doświadczenie w relacjonowaniu polityki wewnętrznej Białego Domu, czy ktokolwiek, zwłaszcza prezydent, rozważa przekazanie Randowi Paulowi stanowiska politycznego w administracji po wyborach do Kongresu w listopadzie?

Z moich informacji wynika, że Rand Paul może być kandydatem na wiceprezydenta Trumpa w 2020 roku. Ale to samo dotyczy senatora Teda Cruza (choć może nie przetrwać w Teksasie przeciwko Beto O’Rourke w 2018 roku). Być może inni będą rozważani. To prawda, że ​​Trump jest bardziej nieobliczalny niż Barack Obama czy George W. Bush. Ale prawdą jest również to, że jego dwaj bezpośredni poprzednicy rozważali zmianę swoich wiceprezydentów.

Bush rozważał Billa Frista, lidera większości senackiej, na miejsce Dicka Cheneya, któremu ufał coraz mniej. A Obama zastanawiał się nad Hillary Clinton w zamian za Bidena. Obama, przynajmniej przez jakiś czas, bardzo podziwiał Hillary. Zasadniczo wbił nóż w plecy Bidenowi, wyznaczając Hillary jako swoją następczynię.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W przypadku Trumpa, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie ponowne kandydowanie Trumpa i ponowne kandydowanie Michaela R. Pence’a. W takim scenariuszu, Rand Paul będzie członkiem obszernego gabinetu cieni Trumpa. Możliwe, że otrzyma wysokie stanowisko, ale trudno wyobrazić sobie, jakie dokładnie. Jest lekarzem, nie prawnikiem, więc stanowisko prokuratora generalnego odpada. Sądzę, że Mike Pompeo pozostanie w Departamencie Stanu. Paul byłby również radykalnym wyborem na szefa Pentagonu, ale nie można tego wykluczyć.

Zobacz także: Płk Macgregor dla portalu Kresy.pl: Trump musi oczyścić Departament Obrony i swój personel

Czy po listopadowych wyborach, Trump będzie dążyć do odprężenia z Rosją, czy jego podejście zależy od tego, kto przejmie Izbę Reprezentantów?

Sądzę, że odprężenie z Rosją jest w zasadzie najtrudniejszą kwestią polityczną, z jaką Trump mógłby się zmierzyć. Uważam, że za tego prezydenta, ta sprawa nie ma szans. Wewnętrzne siły przeciwne odprężeniu są zbyt wpływowe. Lecz jeśli śledztwo Muellera oczyści Trumpa – co wydaje się jednak mało prawdopodobne – to kto wie? Zbyt wielu ludzi w jego orbicie zostało już uznanych za winnych przestępstwa i nie jest tajemnicą, że osobiste finanse Trumpa są koszmarem i prawdopodobnie mają do nich wgląd Rosjanie.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Ale wszystko jest możliwe. Trump jest bezczelny. Ta jego cecha jest chwalona przez jego zwolenników i budzi obrzydzenie u jego wrogów. Jeśli naprawdę chce dążyć do odprężena z Rosją, może się tego podjąć. Ale najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje status quo: amerykańska twarda linia wobec Rosji połączona z poufnymi porozumieniami Władimira Putina z Białym Domem. Być może przyniesie to pewne rezultaty, na przykład oddzielne porozumienie w sprawie Syrii, którego nie udało się osiągnąć Barackowi Obamie i Johnowi Kerry’emu.

Dziekuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Krupa (Kresy.pl)

Reklama




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz