Nie będzie amerykańsko-rosyjskiego sojuszu przeciwko Chinom

To, czy Stany Zjednoczone są otwarte na współpracę z Rosją przeciwko Chinom, nie rozwiązuje kwestii, czy taka sztuczka byłaby obiektywnie wykonalna. Istnieją trzy silne powody, aby przypuszczać, że tak nie będzie – ocenia były amerykański dyplomata i doradca Senatu, James George Jatras na łamach Strategic Culture.

Od 1991 r. i formalnego zakończenia pierwszej zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, świat doświadczył amerykańskiego „momentu jednobiegunowego”, ponieważ ponadpartyjny amerykański establishment polityczny dążył do utrwalenia hegemonicznej kontroli nad całą Ziemią. Ten fatalny moment na szczęście dobiega końca. Był zresztą skazany na porażkę, zanim jeszcze w roku 1996 został w pełni wyrażony przez neokonserwatywnych ideologów Williama Kristola i Roberta Kagana (w tekście zatytułowanym zwodniczo:  „W stronę neoreagonowskiej polityki zagranicznej”).

Najważniejsze obecnie pytanie brzmi: czy tak bezmyślne i niszczycielskie dążenie może pokojowo przekształcić się w trójprzymierze Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin, czy też establishment w Waszyngtonie, na podobieństwo Samsona, zdemoluje wszystko w desperackiej, ale daremnej próbie utrzymania się przy władzy i zachowania przywilejów. Wydaje się, że zbliżamy się do punktu, w którym to zagadnienie zostanie rozwiązane w ten czy w inny sposób. To, co administracja Trumpa zrobi w odniesieniu do Iranu, będzie kluczowym, być może decydującym, wskaźnikiem.

Jednak ostatnio pojawiła się alternatywna koncepcja, która może być postrzegana jako pośrednia droga pomiędzy upartym trzymaniem się naszej malejącej hegemonii a nowym koncertem mocarstw z dwoma krajami, które administracja Trumpa nazwała konkurentami. Ta koncepcja zakłada, że Stany Zjednoczone powinny połączyć siły z jednym z dwóch pozostałych mocarstw przeciwko trzeciemu. Taka triangulacja mogłaby utrwalić i wzmocnić amerykańską globalną dominację (zakłada się, że drugi kraj byłby młodszym partnerem), jednocześnie ograniczając wpływ wyznaczonego przeciwnika.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Co dziwne, biorąc pod uwagę niezrównoważony poziomy nienawiści wobec Rosji, jaki charakteryzuje amerykańską klasę polityczną, nikt nie sugerował próby odciągnięcia Pekinu od quasi-aliansu z Moskwą, powtarzając „grę chińską kartą” prezydenta Nixona przeciwko ZSRR na początku lat siedemdziesiątych. Przeciwnie, gorąca dyskusja dotyczy tego, czy Stany Zjednoczone powinny przeciągnąć Rosję na swoją stronę jako sojusznika przeciwko Chinom. Jak napisał Harry J. Kazianis z Centre for the National Interest: „Istnieje możliwość, że Waszyngton i Moskwa wejdą w zmowę z bardzo ważnego powodu i w krótkim czasie. Oba państwa mają powód, by obawiać się nadchodzącej zmiany porządku międzynarodowego, która wpłynie na nich obu. I jak pokazuje nam historia, rosnące mocarstwo, które zmierza do obalenia międzynarodowego systemu, może sprawić, że najbardziej oddani wrogowie połączą siły – i to szybko. Mogę mówić tu tylko o jednej rzeczy: o rosnących i potężniejszych Chinach. Chociaż może się to nie zdarzyć od razu, a zbrojne starcie na Ukrainie lub w Syrii mogą opóźnić lub nawet zniweczyć jakąkolwiek szansę na geopolityczne przegrupowanie, istnieje bardzo realna możliwość, że gwiazdy ułożą się w sposób sprzyjający dla Rosji i Ameryki, tak, by mogły zająć się Chinami w przyszłości. W przeszłości występowały bardziej dziwaczne sojusze. Chociaż słusznie możemy dziś patrzeć na Moskwę jako kraj bandycki, jutro może to być partner w powstrzymaniu wspólnego wroga. Historia i okoliczności niczego nie wykluczają”.

Granie rosyjską kartą przeciwko Chinom jest nawet prezentowane przez byłego indyjskiego dyplomata M. K. Bhadrakumara w ramach długofalowej strategii („Trump ma wielką strategię, chce odwrócić Nixona – partnerstwo z Rosja dla sojuszu przeciwko Chinom”), było również przewidywane przez architekta zbliżenia Nixona do komunistycznych Chin, Henry’ego Kissingera (który podobno doradza Trumpowi w tym celu): „Już w 1972 roku w rozmowie z Richardem Nixonem na temat jego zbliżającej się podróży do Chin, oznaczającej historyczne otwarcie na Pekin, Kissinger mógł sobie wyobrazić, że takie ponowne zrównoważenie stanie się konieczne w przyszłości. Wyraził pogląd, że w porównaniu z Sowietami (Rosjanami) Chińczycy byli równie niebezpieczni. W rzeczywistości stają się one bardziej niebezpieczne w miarę upływu czasu”. Jak dodał Kissinger, „za 20 lat, twój następca (Nixona), jeśli jest tak mądry jak ty, będzie się zbliżał do Rosjan przeciwko Chińczykom. „Kissinger twierdził, że Stany Zjednoczone, które dążyły do osiągnięcia korzyści z wrogości Moskwy i Pekinu w erze zimnej wojny, musiałyby „grać w tę grę równowagi sił całkowicie bez emocji. W tej chwili potrzebujemy Chińczyków, aby zdyscyplinowali Rosjan. Ale w przyszłości mogłoby być inaczej”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Nie można lekceważyć możliwości, że Trump lub niektórzy ludzie w jego administracji poważnie rozważają ten pomysł. Należy zauważyć, że wśród nielicznych rozsądnych głosów na temat Rosji w amerykańskim życiu publicznym, takich jak dziennikarka Fox News Laura Ingraham (Trump „chce triangulować Chiny, Rosję, czyż nie?”) i Tucker Carlson, aksjomatem jest to, że „Chiny są prawdziwym zagrożeniem, a nie Rosją”.

Jednak to, czy Stany Zjednoczone są otwarte na współpracę z Rosją przeciwko Chinom, nie rozwiązuje kwestii, czy taka sztuczka byłaby obiektywnie wykonalna. Istnieją trzy silne powody, aby przypuszczać, że tak nie będzie.

Wrogość USA wobec Rosji pozostanie niezmienna w przewidywalnej przyszłości

W kontekście racjonalnej polityki powinno być czymś oczywistym, że nie ma uzasadnienia dla wrogości między USA a Rosją. Podstawowe interesy obu państw nie są sprzeczne i istnieje wiele zagrożeń, poza Chinami, które powinny stanowić podstawę współpracy, jak wspólna zagrożenie islamskim terroryzmem (w przeciwieństwie do dziesięcioleci amerykańskiej skłonności do angażowania dżihadystów przeciwko Rosji oraz innym krajom, takie jak Serbia, Libia i Syria). Niestety, w Waszyngtonie jest niewiele miejsca dla racjonalnego myślenia. Bezkompromisowa nienawiść do Rosji, którą „przyzwoici ludzie” powinni postrzegać jako wroga, jest nierozerwalnie związana z transatlantyckim spiskiem mającym na celu usunięcie Trumpa z urzędu. W rzeczywistości, obietnica poprawy stosunków z Moskwą jest jednym z głównych powodów, dla których Trump jest celem usunięcia.

Wrogość wobec Rosji jednoczy praktycznie wszystkich demokratów, prawie wszystkich znaczących republikanów, cały establishment medialny, niemal każdy prestiżowy think-tank i widocznie każdego urzędnika wysokiego szczebla w administracji Trumpa. Po szczycie w Helsinkach z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i niewinnym sceptycyzmie Trumpa w sprawie domniemanego „mieszania się” w wybory w USA, histeria tej falangi nienawiści osiągnęła nowy poziom obłędu. Senatorowie obiecują nowe „sankcje z piekła rodem”, nawet jeśli Trump upiera się, że obowiązujące sankcje są trwałe. Nowy instrument Senatu zawiera nawet niedorzeczny wymóg, by Sekretarz Stanu „ustalił, czy Federacja Rosyjska spełnia kryteria, którę pozwolą na uznanie ją za państwowego sponsora terroryzmu” – ewidentnie ignorując fakt, że od ponad siedmiu lat Stany Zjednoczone uzbrajają się i finansują w Syrii prawdziwych terrorystów powiązanych z Al-Kaidą, podczas gdy Rosja ich zabija.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Najwyżsi urzędnicy Trumpa otwarcie naciskają na niego nie tylko z powodu fałszywej ingerencji w 2016 roku, lecz także oskarżają Moskwę o interweniowanie z wyprzedzeniem podczas wyborów do Kongresu w 2018 r, które miało by na celu, bez żadnego poczucia ironii, „podkopać naszą demokrację”. Media społecznościowe, takie jak Facebook, są na misji rekonesansowej przeciwko wszystkim, którzy są podejrzani o bycie „powiązanym z Rosją”, cokolwiek miałoby to znaczyć. Młoda rosyjska studentka popierająca prawo do posiadania broni i zajmująca się networkingiem w Waszyngtonie jest traktowana jako mieszanka Anny Chapman i Natashy Fatale, obrzucana błotem przez media głównego nurty (a jej adwokatowi zabroniono udzielania wypowiedzi). Wzmożona pomoc wojskowa jest udzielana Kijowowi. Natowski Pac-Man ma zamiar pożreć (Byłą Jugosłowiańską Republikę) Macedonię, alienując jednocześnie Rosję od długoletniego przyjaciela, prawosławnej Grecji.

Nic dziwnego, że rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow może tylko patrzeć z sardonicznym uśmiechem na twarzy.

Krótko mówiąc, wszystko co dotyczy Rosji jest toksyczne. Nawet gdyby Trump naprawdę chciał zmienić ten stan rzeczy (dowód, że źli Rosjanie muszą „coś na niego mieć”, jak powiedział były dyrektor CIA Leon Panetta), nie byłby w stanie tego zrobić. Zadba o to nie tylko jego opozycja, ale i własny gabinet. Amerykańska ambasador przy ONZ Nikki Haley mówi, że Rosja „nigdy nie będzie naszym przyjacielem”. Rosjanie mają wszelkie powody, by wierzyć jej na słowo. To sprawia, że jakakolwiek myśl o tym, że Rosja jest sojusznikiem przeciwko Chinom, staje się co najmniej niepraktyczna. Aby się nad tym zastanowić, USA musiałyby przedłożyć Rosji jakąś gałązkę oliwną, ale to się nie na stanie w najbliższym czasie, jeśli w ogóle. Nie można budować partnerstwa na podstawie nieustającego antagonizmu.

Rosja na zimne dwa razy dmucha

Nawet w przypadku sytuacji, obecnie nie do pomyślenia, że USA zaoferowałyby zakopanie topora z Rosją, Rosjanie musieliby być głupcami, aby to zaakceptować. A głupcami nie są. Pomijając najbardziej minimalne, łatwo sprawdzalne okoliczności, dlaczego ktokolwiek w Moskwie miałby wierzyć jakimkolwiek zapewnieniom Waszyngtonu? Czy Stany Zjednoczone dotrzymały naszego zobowiązania wobec Borysa Jelcyna, aby nie rozszerzać NATO ani o „jeden cal” dalej na wschód po zjednoczeniu Niemiec? Czy Stany Zjednoczone uszanowały Kartę Narodów Zjednoczonych, Akt Końcowy z Helsinek i Rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244 podczas agresji wojskowej Billa Clintona w 1999 r. przeciwko Serbii z powodu Kosowa lub gdy administracja George’a W. Busha przodowała w secesji Kosowa w 2008 r.? Czy USA wykazują się dobrą wiary, gdy bezpodstawne oskarżają Rosję o przeprowadzenie fałszywych ataków chemicznych w Syrii i Wielkiej Brytanii?

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Podczas gdy rosyjscy urzędnicy z natury pozostają otwarci na „rzeczową” i profesjonalną dyskusję z tymi, których wciąż upierają się nazywać „partnerami”, są w stanie rozpoznać także ślepą, ideologiczną i zoologiczną nienawiść, gdy się z nią zetkną. Nawet gdyby jutro USA zaoferowały Rosjanom słońce, księżyc i gwiazdy w zamian za współpracę z Chinami, nie dadzą się zwieźć. I nie powinni.

Rosja ma więcej obiektywnych powodów do współpracy z Chinami niż USA

Najważniejszą rzeczą, jakiej Rosja potrzebuje od USA, jest w zasadzie – cóż, nic. Innymi słowy, niewiele jest rzeczy o praktycznym, a zwłaszcza ekonomicznym charakterze, których Rosja potrzebuje w pozytywnym sensie ze strony Stanów Zjednoczonych i odwrotnie. To, czego Rosja chce od USA, jest negatywne: przestać postrzegać Rosję jako wroga i opuścić regiony niezwykle kluczowe dla Rosji, lecz o niewielkiej lub zerowej wartości dla USA. Bez zbytniej analogii do Roku 1984 George’a Orwella (z Ameryką jako głównym składnikiem Oceanii, Rosji Eurazji i Chin Wschódazji), geograficznie Ameryka i Rosja nie tylko nie mają powodu do konfliktu, ale mają niewielką naturalną potrzebę współzależności. Rosja jest najbliższym przybliżeniem „Heartlandu”  z „Światowej Wyspy” Halforda Mackindera. Stany Zjednoczone są głównym podmiotem „Dalekich Wysp” Mackindera (półkula zachodnia i Australia) oraz „Wyspami na morzu” (Wyspy Brytyjskie i Pacyfik). Ale, w przeciwieństwie do fantazji niektórych na wpółupieczonych absolwentów elementarnego Mackinderyzmu geopolitycznego, ta konfiguracja nie musi prowadzić do z góry ustalonego i nieuchronnego konfliktu, ale wskazuje równie łatwo na samowystarczalność każdej dominującej siły w jej wyłącznej sferze.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Dzięki wspólnej granicy o długości 2500 mil, Rosja i Chiny są związane ze sobą przez prosty fakt geografii i w sposób, który nie są związane ze Stanami Zjednoczonymi, które z natury znajdują się w najbezpieczniejszej pozycji z całej trójki. Relacje rosyjsko-chińskie mogą być wrogie (jak to było szczególnie w późnych latach sześćdziesiątych, gdy dwaj ówcześni komunistyczni giganci walczyli w krótkiej wojnie granicznej, która groziła eskalacją do konfliktu nuklearnego i przygotowała scenę dla chińskiej inicjatywy Nixona) lub przyjazne. Napędzane przez animozję w stosunku do Rosji i rosnącą w stosunku do Chin, Moskwa i Pekin wybrały szerokie partnerstwo poprzez Szanghajską Organizację Współpracy, Inicjatywę Pasa i Szlaku, Eurazjatycką Unię Gospodarczą, Nowy Bank Rozwoju, BRICS i inne inicjatywy. Wreszcie, Rosja i Chiny działają wspólnie, aby dokonać dedolaryzacji swoich systemów finansowych na korzyść lokalnej waluty i złota, które oba kraje kupowały w ogromnych ilościach.

Takie więzi między Rosją a Chinami są tak samo naturalne, komplementarne i oczywiste, jak Ameryki z Kanadą i Meksykiem. Trudno wyobrazić sobie Moskwę (lub Pekin) porzucających partnera, ponieważ ktoś w Waszyngtonie wabi swoim spojrzeniem. Jeśli Trump przeżyje starania, aby go usunąć (politycznie lub fizycznie), trudna rzecz, biorąc pod uwagę siły ustawione przeciwko niemu i nie pogrąży USA i Bliskiego Wschodu w wojnie z Iranem, która zniszczyłaby jego prezydenturę, nadal pozostaje otwartym pytanie, czy będzie w stanie realizować politykę „America First”. Wraz z przejęciem kontroli nad naszymi granicami i przywróceniem amerykańskiej bazy przemysłowej, osłabionej przez złą politykę handlową, będzie to oznaczać ukończenie rozbiórki nieudanego ładu neoliberalnego, którego Stany Zjednoczone były gwarantem i egzekutorem. W jego miejsce jedynym stabilnym i obopólnie korzystnym rozwiązaniem dla Ameryki jest porozumienie Wielkiej Trójki z Rosją i Chinami. Pomysł dzielenia Rosji i Chin powinien zostać odrzucony, jako coś, co odwraca uwagę od sedna sprawy.

James George Jatras

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    KazimierzS :

    Wszystko oczywista oczywistość, oprócz ostatnich zdań samego podsumowania:
    „(…)jedynym stabilnym i obopólnie korzystnym rozwiązaniem dla Ameryki jest porozumienie Wielkiej Trójki z Rosją i Chinami.”
    Na to jest już za późno. Chiny się już nie zgodzą, a jeżeli powiedzą, że się godzą – to skłamią.