Postać ogromnie zasłużona dla polskiej diaspory w Przydniestrzańskiej Republice Mołdawii, sercanin, pochodzi z Opolszczyzny z głęboko religijnej rodziny Władysława i Anny Magierowskich. Jego brat Eugeniusz jest księdzem w diecezji opolskiej.

Ukończył szkołę rolniczą w Nysie, choć mieściła się ona w dawnym klasztorze werbistów, on wybrał sercanów. Bał się, że wstąpienie do werbistów, będzie wiązało się z wyjazdem na misję do Afryki lub Azji. Nie przypuszczał, że kiedyś przyjdzie mu pracować na naddniestrzańskim brzegu w trudniejszych warunkach, niż pracują misjonarze na odległych kontynentach, gdzie działalność misyjna Kościoła ma już pewna tradycję. Do kapłaństwa przygotowywał się w tajemnicy przed rodzicami. Ci chcieli mu bowiem przekazać gospodarkę. Jak wspomina jego mama, często po nocach odmawiał Różaniec i czytał Pismo Święte. Po maturze wyjął obrazek Pana Jezusa i powiedział rodzicom, że go woła. Było na nim napisane:” Potrzebuję twoich rąk, abym błogosławił, potrzebuję ciebie, abyś niósł Dobrą Nowinę światu i ludziom”. Po święceniach ks. Tadeusz pracował w Ostrowcu Świętokrzyskim jako wikary. Po roku nawiązał kontakt z ks. Henrykiem Soroką, który od 1990 r. pracował w Mołdawii w Swobodzie – Raszkowej i postanowił poświęcić swoje kapłańskie życie dla tego kraju. Najpierw pracował w Raszkowie, a później w Rybnicy, gdzie od podstaw zaczął wznosić ośrodek duszpasterski złożony z kościoła i plebani. Zamieszkał u starszych ludzi w maleńkim domku, a obok w opuszczonym budynku zorganizował kaplicę. Wierni natychmiast zaczęli się do niej garnąć. Wkrótce sporządził z architektem plany ośrodka i przystąpił na cmentarzu do jego budowy.

Najpierw zbudował plebanię, w której urządził kaplicę mieszczącą 250 osób, później zaczął kopać fundamenty pod kościół. Znaczną część prac fizycznych przy realizacji ośrodka wykonał sam. Był wówczas, jak mówił o sobie, robotnikiem z prawem odprawiania Mszy św. Powoli jego praca przynosiła efekty, gdy w 1992 r. przyjechał do Rybnicy, na Mszę św. przychodziło 70 osób. Obecnie czyni to regularnie 350 wiernych, czyli więcej niż połowa zobowiązanych. Formalnie w statystykach parafialnych jest zapisanych 550 osób. Kiedy tylko parafia zainstalowała się w nowym domu, ks. Tadeusz uruchomił też kuchnię dla dzieci z biednych rodzin. Szybko zaczęło korzystać z niej siedemdziesięcioro podopiecznych – dla większości z nich jest to jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia. Kierowana przez ks. Tadeusza parafia od samego początku zaczęła też pomagać w różny sposób potrzebujących. Zdobywa dla nich lekarstwa, ubrania, opał na zimę. Dla dzieci dodatkowo ks. Tadeusz otworzył świetlicę, w której pod opieką nauczyciela mogą odrobić lekcje. W świetlicy dyżurują też lekarz i psycholog. Chcąc podołać wszystkim zadaniom ks. Tadeusz ściągnął do pracy Siostry Służebniczki Staromiejskie, które utworzyły dwuosobową placówkę.

Nie zapomniał też o wsparciu procesu odrodzenia polskości – nie jest tajemnicą, że odegrał główną role w powołaniu w Rybnicy Związku Polaków „Polonia”. Na jego zaproszenie przybyła do miasta pierwsza polska nauczycielka. Miał do tego niewątpliwie moralne prawo, to Polacy założyli w Rybnicy przecież parafię katolicką i wywalczyli w 1990 r. jej rejestrację, zdobyli też teren pod budowę świątyni. Władze przeznaczyły na jej wzniesienie teren byłego cmentarza, dzięki temu nie został on zamieniony w śmietnik, a wszystkie kości odkryte pod fundamentami świątyni zostały na nowo pod nią pochowane. Ks. Tadeusz zbierał je osobiście, bo ludzie bali się ich dotykać. Wtedy tez ks. Tadeusz zainteresował się grobem ostatniego proboszcza ks. Antoniego Vedegisa, zmarłego w 1937 r. i potajemnie pochowanego przez parafianki. Dotarł do jego trumny i oprócz doczesnych szczątków znalazł w niej resztki brewiarza.

,,Patrząc na jego stosunkowo dobrze zachowane zwłoki pomyślałem – przecież ty nie miałeś prawdziwego pogrzebu” – wspomina ks. Tadeusz. ,,Postanowiłem mu go urządzić. Miał uroczysty przebieg, a obrzędom przewodniczył ówczesny administrator apostolski Mołdawii monsignore Antoni Kosza, obecny ordynariusz diecezji kiszyniowskiej. Po pogrzebie szczątki ks. Vedegisa spoczęły w nowym grobie obok kościoła.”

Budowa świątyni z przerwami trwała 9 lat. ,,Prace nabierały tempa, gdy udało mi się pozyskać darczyńców i sponsorów” – podsumowuje ks. Tadeusz. ,,Sporo pomogła mi rodzina Lemaire z Belgii, firma „Polban”, a także mój brat Eugeniusz proboszcz w Gościcach, firmy kamieniarskie z okolic Nysy i wiele innych organizacji.”

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz