Izrael: Netanjahu konsoliduje skrajną prawicę

Zarzuty korupcyjne stawiane izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu paradoksalnie nie zdominowały kampanii przed tamtejszymi wyborami parlamentarnymi. Dużo więcej miejsca poświęca się działaniom lidera Likudu, który doprowadził do konsolidacji sił skrajnie prawicowych, mających zapewnić mu głosy potrzebne do zbudowania nowej koalicji rządowej.

Netanjahu 22 lutego br. miał przylecieć do Moskwy, aby spotkać się z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, ale w ostatniej chwili przesunął tę wizytę o pięć dni. Izraelski premier zdecydował się na ten krok, ponieważ chciał osobiście nadzorować zawarcie porozumienia pomiędzy ugrupowaniami syjonistycznej i religijnej prawicy, aby nie przekroczyły terminu pozwalającego na rejestrację list wyborczych do wyborów zaplanowanych na 9 kwietnia br.

Konsolidacja

Już kilka dni wcześniej umowę o wspólnym starcie podpisały dwa religijne ugrupowania, czyli Żydowski Dom i Unia Narodowa, które przez ostatnie cztery lata i współtworzyły koalicję rządową z Likudem. Netanjahu przekonując je do wspólnego startu musiał już wcześniej zapewnić obu partiom odpowiednie profity, o ile po kwietniowych wyborach uda mu się utrzymać władzę. Żydowski Dom ma otrzymać w nowym rządzie dwa „znaczące” ministerstwa, lecz jednocześnie wraz z Unią Narodową musiał zobowiązać się, że nie będzie w żaden sposób krytykować Likudu.

Przekazanie ugrupowaniom syjonistyczno-religijnym dwóch ważnych resortów było kosztem, który Netanjahu musiał ponieść, aby Żydowski Dom i Unia Narodowa zgodziły się na zawarcie dodatkowego porozumienia z kontrowersyjną partią Siła dla Izraela. Wszystkie trzy partie będą startować pod wspólnym szyldem Związku Partii Prawicowych, na czele którego stanął były naczelny rabin izraelskiego wojska Rafi Perec. Koalicja ta wzbudza jednak duże kontrowersje wśród bardziej umiarkowanych członków dwóch jej największych partii, obawiających się ekstremizmu Siły dla Izraela.

Terroryści

Najbardziej zaniepokojone startem radykałów są jednak ugrupowania lewicowe i liberalne, które złożyły oficjalny wniosek o wykluczenie Siły dla Izraela z wyborów parlamentarnych. Centralna Komisja Wyborcza ostatecznie zdecydowała się go jednak odrzucić, chociaż stosunek głosów 16 do 15 na korzyść skrajnej prawicy pokazał jasno, iż jej członkowie byli w tej sprawie mocno podzieleni. Po ogłoszeniu wyroku lewicowa partia Merec zapowiedziała złożenie wniosku do Sądu Najwyższego, aby zdelegalizowano komitet z powodu rasistowskiego charakteru i szerzenia przez jego działaczy nienawiści wobec mniejszości etnicznych. Jednocześnie prokurator generalny Avichai Mandelblit poparł wniosek o wykluczenie ze startu w wyborach przewodniczącego Siły dla Izraela, Michaela Ben-Ariego, który publicznie miał wzywać do fizycznej eliminacji izraelskich Arabów.

Dla polityków Siły dla Izraela podobne oskarżenia i sądowe szykany nie są niczym nowym. Ugrupowanie powstało bowiem przed siedmioma laty na gruzach stronnictw odwołujących się do spuścizny zdelegalizowanej w 1994 roku partii Kach. Jej założycielem był kontrowersyjny, ultra-ortodoksyjny rabin Meir Kahane (zabity w 1990 roku w zamachu przez arabskiego aktywistę), który w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku założył w Stanach Zjednoczonych ekstremistyczną Żydowską Ligę Obrony (JDL). Organizację mającą w swoim założeniu bronić społeczność religijnych Żydów przed atakami głównie ze strony czarnoskórych mieszkańców Ameryki.

Ostatecznie Liga skupiła się na działalności o charakterze terrorystycznym, zaś głównym celem jej ataków stały się radzieckie, zachodnioeuropejskie i arabskie placówki dyplomatyczne, a także amerykańscy politycy oskarżani o promowanie antysemityzmu. Organizacja z tego powodu uznawana jest w Stanach Zjednoczonych i kilku innych państwach za ugrupowanie terrorystyczne. Dlatego krytycy Siły dla Izraela obawiają się, że jej wyborczy start osłabi relacje Izraela z USA.

Niebezpodstawne obawy

Liderzy ugrupowania nie kryją się ze swoimi radykalnymi poglądami, chociaż jednocześnie starają się odcinać od najbardziej kontrowersyjnych elementów życiorysu swojego autorytetu. W porównaniu do Kahane mają więc podrzucać przemoc, a także rasistowskie uprzedzenia względem Arabów. Dlatego Siła dla Izraela zarzuca izraelskim mediom i swoim politycznym konkurentom wyrywanie ich zdań z kontekstu, gdyż najbardziej radykalne wypowiedzi polityków skrajnej prawicy miały dotyczyć nie zwykłych Arabów, lecz członków Hamasu.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Wystarczyło jednak kilka dni medialnej burzy, aby ultra-ortodoksyjni sympatycy partii potwierdzili pojawiające się wśród izraelskiej opinii publicznej obawy. Jeden z wyborców Siły dla Izraela miał grozić śmiercią lewicowej posłance Setaw Szafir, ponieważ porównała to ugrupowanie do niemieckich nazistów. Polityk Partii Pracy komentując całe wydarzenie stwierdziła, że podobne działania są charakterystyczne dla wyznawców Kahane, dlatego stanowią oni poważne zagrożenie dla całego izraelskiego społeczeństwa.

Wiele wskazuje zresztą na to, że skrajna prawica spędzi większą część swojej kampanii wyborczej na salach sądowych. Poza procesem przed Sądem Najwyższym szykuje się także sprawa w sądzie, jaką byłemu ministrowi obrony Awigdorowi Liebermanowi chce wytoczyć jeden z liderów Siły dla Izraela, Itamar Ben-Gvir. Szef partii Izrael Nasz Dom oskarżył go bowiem o bycie agentem Szin Bet, czyli izraelskiego kontrwywiadu, natomiast skrajnie prawicowy polityk zarzucił pochodzącemu z Rosji Liebermanowi współpracę z radziecką KGB. Obaj mają więc spotkać się w sądzie, aby dowodzić swoich racji.

Sama dbałość Netanjahu o konsolidację sił religijnych i syjonistycznych jest całkowicie zrozumiała, gdy patrzy się na wyniki przedwyborczych sondaży. Prowadzi w nich koalicja Białych i Niebieskich, a więc ugrupowań liberalnych skupionych wokół byłego szefa sztabu generalnego izraelskiego wojska, Benny’ego Ganca. Likud traci do niej kilka punktów procentowych. Konserwatywne i skrajnie prawicowe siły mogą być więc ostatnią nadzieją Netanjahu na stworzenie parlamentarnej większości w nowym składzie Knesetu.

Marcin Ursyński




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz