Wybory w Kosowie pod znakiem „Wielkiej Albanii”

Władze Republiki Kosowa w ostatnich latach próbowały zerwać ze swoją kontrowersyjną przeszłością, aby przyspieszyć integrację ze strukturami zachodnimi. Wybory w Kosowie przyniosły jednak sukces ugrupowaniom zainteresowanym przede wszystkim uczestnictwem w projekcie „Wielkiej Albanii”, a także zwalczaniem siebie nawzajem.

Kosowo w wielu aspektach dopiero aspiruje do bycia poważnym państwem. Można było przekonać się o tym nie tylko w ostatnich miesiącach, gdy obrady parlamentu były przerywane przez rozpylanie gazu łzawiącego, ale także w ostatnich dniach już po wyborach parlamentarnych. Nie wiadomo jeszcze kiedy poznamy ich ostateczne wyniki, ponieważ z powodu oskarżeń o nieprawidłowości ponownie liczone są głosy ze 115 lokali wyborczych. Do końca nie wyjaśniono kto dokładnie za nie odpowiada, bowiem najczęściej mówi się o problemach technicznych, ale również o celowych fałszerstwach. Faktem jest jednak, że liczba głosów na konkretnych kandydatów nie pokrywa się z poparciem dla ich ugrupowań…

Zawirowania wokół wyborczych wyników nie zmieniają jednak faktu, że w Kosowie przynajmniej na razie skończył się monopol Demokratycznej Ligi Kosowa (Lidhja Demokratike e Kosovës, LDK), która od czasu powstania w 1989 roku była najsilniejszym ugrupowaniem wśród kosowskich Albańczyków. Od dłuższego czasu prawicowa partia stawała się jednak najbardziej ugodową siłą w Kosowie, nastawioną przede wszystkim na integrację republiki ze strukturami Unii Europejskiej i NATO. Z tego powodu Liga forsowała w parlamencie zgodę na demarkację granicy z Czarnogórą, co wiązałoby się z oddaniem jej blisko 80 km kwadratowych spornych terytoriów. Premier Isa Mustafa broniąc wynegocjowanego porozumienia twierdził, że wynegocjowana przez niego umowa przewiduje, iż Republika Kosowa będzie zajmowała powierzchnię odpowiadającą jej kształtowi z czasów byłej Jugosławii, ale nie przekonał w tej sprawie radykalnej opozycji i części swoich koalicjantów. Albański nacjonalizm okazał się tym samym silniejszy od chęci integracji z Zachodem, ponieważ zawarcie porozumienia z Czarnogórą miało stać się podstawą do wprowadzenia przez UE ruchu bezwizowego dla kosowskich obywateli.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Innym obszarem, w którym unijne wymagania przegrały z albańskim nacjonalizmem, jest sprawa normalizacji stosunków z Serbią. Od prawie dwóch lat toczy się batalia pomiędzy kosowskimi politykami, których część nie wyobraża sobie przyznania jakiejkolwiek autonomii serbskiej mniejszości wciąż zamieszkującej północne obszary Kosowa. Czarę goryczy przelało wydarzenie ze stycznia bieżącego roku, kiedy do Kosowa próbował wjechać pierwszy od lat serbski pociąg przyozdobiony napisem „Kosowo jest serbskie”. Incydent nie tylko zaostrzył napięcie pomiędzy Prisztiną i Belgradem, ale przede wszystkim stanowił paliwo dla albańskich radykałów. Ich zdaniem podobne działania ze strony Serbów doprowadziłyby ostatecznie do naruszenia integralności terytorialnej Kosowa, stąd prowadzą oni wciąż hałaśliwą kampanię przeciwko jakimkolwiek ustępstwom wobec serbskiej mniejszości. Relacje z sąsiadami nie były oczywiście jedynym argumentem przeciwników rządu, ponieważ Kosowo pod rządami Mustafy nie poradziło sobie z żadnym z politycznych i społecznych problemów związanych z korupcją, niskimi wynagrodzeniami, stykiem polityki i biznesu, a nade wszystko z rozliczeniami z kontrowersyjną przeszłością.

Upadek rządu na rękę prezydentowi

Kosowo nie znajduje się już pod szeroko rozbudowanym parasolem ochronnym państw zachodnich, dlatego coraz częściej wzywają one Prisztinę do ukarania winnych za zbrodnie wojenne z czasów konfliktu w byłej Jugosławii. Z tego powodu na początku roku we Francji zatrzymano byłego premiera Ramusha Haradinaja, choć ostatecznie odrzucono serbski wniosek o jego ekstradycję. Podobnych jemu bohaterów Wyzwoleńczej Armii Kosowa (Ushtria Çlirimtare e Kosovës, UÇK) w Kosowie oczywiście nie brakuje, dlatego działalność zachodnich prokuratorów wyjaśniających wydarzenia z końca ubiegłego stulecia nie tylko natrafia na społeczny opór, lecz również na instytucjonalne przeszkody. Nie może być jednak inaczej skoro obecny kosowski prezydent Hashim Thaçi nie tylko należał do dowódców UÇK, ale jest oficjalnie oskarżany przez Radę Europy o udział w przemycie narkotyków oraz handlu ludzkimi organami. Sam wybór Thaçiego na najwyższy urząd w państwie nie był zresztą przypadkowy, ponieważ zawsze aspirował on do najważniejszych stanowisk w państwie, ale dodatkowo skorzystał z fali radykalizacji wśród kosowskich Albańczyków.

Jego ugrupowanie, czyli Demokratyczna Partia Kosowa (Partia Demokratike e Kosovës, PDK), od dawna kontroluje najważniejsze kosowskie media i cieszy się poparciem lokalnych oligarchów. Jak dotąd PDK nie udawało się jednak stworzyć samodzielnego rządu i za każdym razem w jego skład musieli wchodzić politycy konkurencyjnej LDK. Wotum nieufności wobec gabinetu premiera Mustafy poparła ostatecznie część parlamentarzystów z PDK, aby następnie zaprosić do koalicji wyborczej opozycyjne dotąd ugrupowania Sojuszu na rzecz Przyszłości Kosowa (Aleanca për Ardhmërinë e Kosovës, AAK) oraz Inicjatywy dla Kosowa (NISMA për Kosovën, NISMA). Taka koalicja wyborcza nie powinna szczególnie dziwić, ponieważ na czele wszystkich trzech tworzących ją partii stoją dawni komendanci UÇK, których łączą wspólne oskarżenia o wspomniany obrót narkotykami i handel ludzkimi organami do przeszczepów.

Buntownicy pod krawatem

Utworzenie rządu całkowicie podporządkowanego prezydentowi nie jest jednak przesądzone. NISMA już zapowiedziała, że z powodu znacznego wzrostu poparcia utworzy w parlamencie własną grupę niezależną od PDK, a podobną drogą najprawdopodobniej pójdzie również AAK. Tym samym obie partie – znając zamiłowanie kosowskich polityków do przeciągających się kłótni i negocjacji – mogą stawiać zaporowe warunki partii Thaçiego w sprawie stworzenia nowego gabinetu. Niemożliwa jest też ponowna koalicja PDK i LDK, ponieważ Mustafa jako lider Ligi zapowiedział, że nie będzie więcej współpracował z partiami działającymi na szkodę interesu Kosowa i nie przestrzegającymi zawieranych wcześniej umów. Jeszcze groźniej dla PDK zabrzmiała jednak deklaracja ruchu „Samookreślenie” (Vetëvendosje), który zajmując drugie miejsce w wyścigu o mandaty parlamentarne uznawany jest za prawdziwego zwycięzcę wyborów. Radykałowie wykluczają możliwość współpracy z  prezydenckim ugrupowaniem i jego sojusznikami, ponieważ uznają PDK za największego szkodnika w kosowskiej polityce.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Co ciekawe, partia dowodzona przez Albina Kurtiego nie wyklucza rozmów z LDK, choć to właśnie Liga uważana jest przez albańskich radykałów za głównego zdrajcę ich interesów. „Samookreślenie” twierdzi jednak, że LDK zdając sobie sprawę ze swojego obecnego miejsca na scenie politycznej zgodzi się na premierostwo Kurtiego, a ponadto w czasie swoich rządów próbowało reformować kraj. Deklaracje powyborcze polityków „Samookreślenia” ogółem wskazują na chęć zmiany wizerunku przez ugrupowanie, które dotychczas wsławiało się głównie ostrymi protestami przeciwko stacjonowaniu zachodnich wojsk w Kosowie oraz wspomnianym już porozumieniom z Czarnogórą i Serbią. Sam Kurti podobnie jak jego obecni konkurenci jest weteranem UÇK, ale nigdy nie był oskarżany o aktywność wykraczającą poza działania wojenne. Z tego powodu w oficjalnej propagandzie „Samookreślenie” atakuje szczególnie działaczy PDK, którzy ich zdaniem tworzą podziemną organizację przestępczą. Warto wspomnieć przy tym, iż radykałowie mają lewicowy charakter, dlatego przed wyborami otrzymali oficjalne wsparcie Międzynarodówki Socjalistycznej skupiającej między innymi największe partie socjaldemokratyczne zachodniej Europy.

Bunt wśród Serbów w Kosowie

Albańczycy głosujący na „Samookreślenie” wyrazili bunt wobec zasiedziałych ugrupowań głównego nurtu, domagając się tym samym zmian w dotychczasowej polityce opartej głównie na wątkach historycznych. Wybory w Kosowie dały również możliwość wyrażenia swojego niezadowolenia Serbom zamieszkującym północną część Republiki Kosowa, którzy po raz pierwszy wystawili w wyborach kilka list walczących o ich interesy. Dotychczasowym monopolistą była „Lista Serbska” (Srpska lista, SL), która niemal automatycznie obsadzała wszystkie dziesięć miejsc w kosowskim parlamencie. Tym razem poza istniejącą od jedenastu lat Niezależną Partią Liberalną (Samostalna liberalna stranka, SLS) w wyborczą walkę na własny rachunek zaangażowały się również Postępowa Partia Demokratyczna (Progresivna Demokratska Stranka, PDS), Serbski Sojusz Patriotyczny (Srpski patriotski savez, SPS) oraz Partia Kosowskich Serbów (Partija kosovskih Srba, PKS), a z wyścigu ostatecznie wycofał się kolejny z komitetów. Najbardziej krytyczne głosy na temat podziału wśród kosowskich Serbów stały się udziałem polityków w samej republice, ponieważ wracali oni uwagę na fakt, iż w Kosowie mieszka 100 tys. Serbów, zaś w głosowaniu uczestniczy jedynie jedna trzecia z nich.

Podobne obiekcje przedstawiał lider PDS Oliver Ivanović, który wyraził zaniepokojenie tym faktem i zaznaczał, iż w wyborach powinny brać udział osoby mające jasną wizję przyszłości i mogące pochwalić się doświadczeniem. Jeden z liderów kosowskich Serbów zwrócił uwagę na duże koszty wszelkich błędów popełnianych przez jego rodaków w państwie zdominowanym przez Albańczyków, ale niektórzy z pewnością nie wzięli sobie do serca tego przekazu. Na początku czerwca aresztowano bowiem Aleksandara Jablanovicia, lidera komitetu  PKS, który pod wpływem alkoholu miał wygrażać osobom klejącym plakaty „Listy Serbskiej”. Politycy wciąż najważniejszej partii kosowskich Serbów dwa dni wcześniej oskarżyli zresztą Jablanovicia o to, iż posiada pełne poparcie Prisztiny z powodu zarejestrowania jego komitetu mimo nieprawidłowości, choć to właśnie „Lista Serbska” współtworząc rząd Mustafy musiała mierzyć się z podobnymi zarzutami. Ostatecznie największe serbskie ugrupowanie w Kosowie najprawdopodobniej obsadzi 9 z 10 miejsc przysługujących Serbom, ale z pewnością trudno już mówić o ich jedności wobec agresywnej polityki Albańczyków.

Prisztina pod zachodnim naciskiem

Przed zaprzysiężeniem Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, rolę dobrego wujka monitorującego sytuację w Kosowie pełnił amerykański wiceprezydent John Kerry. Koniec kadencji Baracka Obamy spowodował jednak, że obecnie przebiegiem procesu pokojowego w Kosowie zainteresowana jest przede wszystkim Unia Europejska, która wyraziła nadzieję, iż tamtejszym politykom uda się sformować stabilną większość rządową. Na pewno nie będzie to jednak łatwe. Oprócz tego, że nikt nie chce współpracować z prezydenckim PDK, szwankuje komunikacja pomiędzy „Samookreśleniem” i LDK, ponieważ Liga nie miała usłyszeć żadnej konkretnej oferty. Podobne problemy występowały podczas formowania gabinetu Mustafy, który otrzymał ostatecznie wotum zaufania blisko pół roku od czasu wyborów, stąd nie można wykluczyć żadnego scenariusza łącznie z rozpisaniem przedterminowych wyborów.

Marcin Ursyński

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz