Plan dla Bałkanów czy niebezpieczny niewypał?

Od paru tygodni wśród europejskich przywódców ma krążyć nowy plan rewizji granic na Półwyspie Bałkańskim. Jego twórcy chcieliby w ten sposób przyspieszyć integrację Bałkanów Zachodnich z Unią Europejską, ale zdaniem krytyków spowodowałby on jedynie kolejny regionalny konflikt.

Sprawa nie jest do końca jasna. Nie wiadomo dokładnie kto jest autorem nowego projektu podziału państw bałkańskich. Dokument w tej sprawie nie ma bowiem charakteru oficjalnego. Jest jedynie notatką dyplomatyczną, rozesłaną do czołowych europejskich przywódców w celach konsultacyjnych. Niektórzy twierdzą nawet, że tak naprawdę propozycja jest jedynie wymysłem dziennikarzy.

Kresowy Przegląd Tygodnia

Zgoda RODO: Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez FUNDACJA KOMPANIA KRESOWA, ul. Gen. Władysława Sikorskiego 166 / 0.03, 18-400 Łomża moich danych osobowych przesłanych w niniejszym formularzu w celu otrzymywania informacji drogą elektroniczną.
Możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie, klikając link w stopce naszych e-maili.

Tak przynajmniej twierdzi słoweński premier Janez Janša, który zdaniem jednego ze słoweńskich portali śledczych miał rozesłać plan do wybranych europejskich przywódców. Najważniejszym adresatem miał być jednak Charles Michels, belgijski przewodniczący Rady Europejskiej, bo rzekomy projekt ma na celu przyspieszenie integracji Bałkanów Zachodnich z Unią Europejską. Niektóre media twierdzą, że prawdziwym autorem są Węgry, czyli główny sojusznik prawicowego rządu Słowenii.

Nowe granice

Autorzy nieoficjalnej notatki zachwalają przede wszystkim obecny rozwój niektórych państw bałkańskich. Zwłaszcza Albania, Chorwacja i Serbia miały w końcu doczekać się ustabilizowania swojej sceny politycznej. W przypadku Albanii i Serbii jest to jednak kwestia wysoce dyskusyjna. Albańska opozycja dwa lata temu wycofała się z parlamentu, z kolei przeciwnicy obecnych władz Serbii w ubiegłym roku zbojkotowali wybory parlamentarne. Zdaniem autorów planu wszystkie wspomniane trzy państwa są jednak w stanie „podejmować strategiczne decyzje”.

Właśnie z tego powodu możliwe miałoby być wytyczenie zupełnie nowych granic, zwłaszcza w przypadku Bośni i Hercegowiny. Tak naprawdę kraj ten ma istnieć jedynie na papierze. Mieszkający w nim Chorwaci i Serbowie nieszczególnie przejmują się bowiem decyzjami rządu centralnego. Dlatego najlepszym rozwiązaniem obecnych problemów Bośni i Hercegowiny ma być podział kraju.

Do Serbii miałyby zostać przyłączone tereny Republiki Serbskiej, czyli jednej z dwóch części składowych Bośni i Hercegowiny. W podobny sposób rozwiązana miałaby zostać chorwacka kwestia narodowościowa, choć autorzy planu dopuszczają też możliwość zwykłego rozszerzenia autonomii Chorwatów w ramach dotychczasowego państwa. Hercegowina uzyskałaby w ten sposób status podobny do Południowego Tyrolu, a więc obszaru we Włoszech zamieszkiwanego przez mniejszość niemiecką.

Faktyczny rozbiór Bośni i Hercegowiny miałby pozytywny wpływ głównie na samych Bośniaków. W ten sposób mogliby oni stworzyć w końcu swoje własne państwo narodowe, biorąc za nie odpowiedzialność i samemu decydując o jego przyszłości. Według rzekomej propozycji Słoweńców, po rozczłonkowaniu dotychczasowego państwa mogłoby się odbyć referendum na temat przynależności Bośni do UE.

Na tym nie kończy się plan rewizji granic państw bałkańskich. Miałby on objąć również Kosowo, a dokładniej jego przyłączenie do Albanii. Autorzy propozycji zauważają, że 95 proc. mieszkańców tego terytorium opowiada się za takim rozwiązaniem, zaś w praktyce granica Kosowa z Albanią i tak istnieje tylko na papierze. Serbowie mieliby natomiast zgodzić się na ten projekt w zamian za wspomniane przyłączenie Republiki Serbskiej do ich państwa.

Puszka Pandory

Analizując nieoficjalną propozycję słoweńskiej dyplomacji nietrudno zauważyć, że jest ona niezwykle ambitna. I jednocześnie bardzo kontrowersyjna. Obecne granice w regionie Bałkanów Zachodnich powstały wszak w wyniku wyjątkowo krwawej wojny, która miała miejsce stosunkowo niedawno. Nie może być mowy o zabliźnieniu się dotychczasowych ran, o czym świadczy przecież wspomniana już dysfunkcjonalność Bośni i Hercegowiny. Wszystkie trzy społeczności tworzące ten kraj żyją razem tylko w teorii, tak naprawdę odgradzając się od siebie na wszelkie możliwe sposoby.

Podobnie jest z samym Kosowem. Serbowie zamieszkujący północną część samozwańczej republiki są cały czas narażeni na represje ze strony albańskich nacjonalistów. Nie wiadomo jednak, czy przyłączenie Kosowa do Albanii będzie oznaczało „odkrojenie” części tego terytorium zamieszkanego przez mniejszość serbską.

Notka dyplomatyczna skupia się jednak na wspomnianej Bośni i Hercegowinie, co nie spodobało się samym Bośniakom. Šefik Džaferović, ich przedstawiciel w prezydium kraju, wprost nazwał podobne pomysły prostą drogą do wywołania kolejnej wojny. Polityk islamistycznej Partii Akcji Demokratycznej (SAD) opowiedział się jednoznacznie za integralnością terytorialną i suwerennością Bośni i Hercegowiny w jej obecnym kształcie. Przedstawiciel Chorwatów Željko Komšić wypowiedział się w podobnym tonie, natomiast zwolennikiem takiego rozwiązania jest Serb Milorad Dodik. Były prezydent Republiki Serbskiej od dawna postuluje zresztą zjednoczenie wszystkich serbskich ziem.

W podobnych rozgrywkach zdanie bośniackich polityków nie jest jednak najważniejsze. Patronem istnienia Bośni i Hercegowiny w obecnym kształcie są Stany Zjednoczone, dlatego od nich zależałaby realizacja planu przedstawionego przez Słoweńców. Tymczasem Waszyngton uważa obecne granice na Bałkanach za ostatecznie ustalone. Społeczność międzynarodowa, co widać po przykładach Katalonii czy Kurdystanu, nie jest zresztą w ogóle zainteresowana podobnymi zmianami.

Kto za tym stoi?

Ujawnienie wspomnianych planów spowodowało zaognienie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Słowenią a Bośnią i Hercegowiną. Lublana konsekwentnie zaprzecza, aby proponowała nowy podział Bałkanów, wyrażając zamiar kontynuowania swojej dotychczasowej polityki wobec Sarajewa. W tej sprawie Janša mówi zresztą jednym głosem z socjaldemokratycznym prezydentem Borutem Pahorem.

Komentatorzy nieprzychylni prawicowemu rządowi Słowenii zauważają jednak, że obecny premier długo zwlekał ze zdementowaniem informacji o istnieniu nieformalnej notki dyplomatycznej. Zrobił to dopiero pięć dni po jej ujawnieniu przez portal Necenzurirano.si. Z kolei szef słoweńskiej dyplomacji Anže Logar szerzej odniósł się do sprawy dopiero dwa tygodnie po jej publikacji. Logar dodał, że priorytetem dla Słowenii jest integracja Bałkanów Zachodnich z UE, stąd jego kraj będzie zajmował się tą kwestią podczas swojej unijnej prezydencji.

Zobacz także: Słoweński Orbán znowu u władzy

Mało kto wierzy w wyjaśnienia słoweńskiego rządu. Równie niewielka grupa uważa opisany wyżej plan za stworzony w Lublanie. Wszystkie drogi mają prowadzić bowiem do wspomnianego już Budapesztu. Rząd Janšy na każdym kroku podkreśla swoje bliskie związki z Węgrami, co zresztą nie dziwi biorąc pod uwagę choćby fakt, że konserwatywne słoweńskie media należą właśnie do węgierskich inwestorów. Same Węgry jak dotąd w ogóle nie odniosły się do kontrowersyjnego planu.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz