Dwie były cechy uczt polskich, które w XVI i XVII w. wyróżniały je na tle ówczesnej Europy. Po pierwsze, obfitość potraw, którymi raczono gości. Po drugie, sprawne posługiwanie się przez Polaków sztućcami, w tym widelcem. Warto też podkreślić wielką dbałość o czystość, zwłaszcza naczyń. Tymczasem staropolskie biesiady przeciętnemu Polakowi kojarzą się z pijącą ponad miarę prymitywną szlachtą, której po twarzy ścieka łapczywie pochłaniany alkohol, a stoły brudzi nieporadnie nalewane do szklanic wino. Ten obraz, powstały głównie pod wpływem filmów kostiumowych, jest karykaturą historycznej rzeczywistości. Biesiada staropolska to bowiem wykwintny ceremoniał, w którym dbano o formę, gdyż sposób przyjęcia świadczył o gospodarzu, a zachowanie przy stole o człowieku. Oddzielało ono ludzi wyższych sfer od nizin społecznych; narody kulturalne od barbarzyńców.

„O jakimś myciu łyżki czy widelca nie było oczywiście mowy. Nie dbano też o zamianę, czy umycie talerzy.”[1]

Tak w PRL o zwyczajach przy staropolskim stole pisał wybitny znawca ówczesnej obyczajowości, profesor Zbigniew Kuchowicz. Jego książki, wydawane w dużych nakładach, były do niedawna bardzo popularne, a i dzisiaj znajdują wiernych czytelników. Komu jak komu, ale właśnie jemu nie można zarzucić nieznajomości źródeł. Z nieznanych mi jednak przyczyn, prof. Kuchowicz całkowicie fałszywie przedstawił to zagadnienie. Już bowiem w latach 70. XVI wieku, podróżujący po Polsce Heinrich Wolf notował:

„[Słudzy ucztujących gości] Obmywają zaś talerze w kociołku wypełnionym wodą, postawionym przy piecu nad ogniem, gdzie też znajduje się lniane płótno przytwierdzone do kija, do tego celu służące. Co szczególnego, każdy [gość] powinien zadbać, by talerz jego tyle razy był umyty, ile zjadł dań, jeśli nie chce być napiętnowany mianem wieprza niemieckiego.”[2]

A więc dbano w Polsce o mycie naczyń i to po każdym daniu. Dbano pod groźbą napiętnowania gościa mianem wieprza. I to nie byle jakiego, bo niemieckiego. Ciekawe to wystawia świadectwo stosunkowi Polaków do ówczesnych Niemców i ich kultury…[3]

Zwyczaj mycia naczyń po spożyciu każdego dania był więc obecny w kulturze szlachty polskiej od bardzo dawna. A od kiedy zaczęto u nas zmieniać talerze przy posiłku? Pierwsza, znana mi wzmianka na ten temat pochodzi od Francuza nazwiskiem Guillaume le Vasseur de Beauplan, który przebywał w Polsce w latach 1630–1648. Opisując salę bankietową notował:

„Tak oto przygotowane stoły ustawia się zazwyczaj w wielkiej i przestronnej sali, u końca której stoi kredens zdobny w wielkie ilości wspaniałych sreber, otoczony poręczą w kształcie małej galeryjki. Nikt tam poza klucznikiem i sługami wnijść nie może. Na kredensie wznosi się zazwyczaj osiem lub dziewięć stosów srebrnych półmisków i tak znaczna ilość talerzy, iż dorównuje wysokością wzrostowi człowieka, który w tym kraju nie jest niskiego wzrostu.”[4]

A po co były te stosy srebra i talerzy? Oczywiście po to, by wymieniać te ze stołu:

„Gdy się pierwsze danie spożyje – a półmiski, z których największa część mięsiwa zjedzona została nie przez gości, lecz przez ich służbę, o czym dokładniej opowiem później, opróżnione – sprząta się ze stołu równocześnie i pierwszą zastawę. Następnie podaje się drugie danie.”[5]

Potwierdza to Polak, Jakub Kazimierz Haur, który w dziele wydanym kilka dekad później, radził:

„Talerzy aby zawsze było nad zamiar, aby ich Chłopcy [słudzy], Obiciem, abo połą od Sukien [ubrań], y Obrusami nieścierali.”[6]

Czyli rolą gospodarza było zapewnić tak wiele talerzy dla gości, żeby niesforna służba zamiast wycierać je kosztownymi materiami, w razie potrzeby mogła wymienić swoim panom talerze na czyste. Mylił się więc nie tylko prof. Kuchowicz, gdy twierdził, że talerzy nie myto ani nie wymieniano. Mylił się również zmarły w 1804 roku proboszcz rzeczycki Jędrzej Kitowicz, który pozostawił po sobie opis czasów swej młodości, czyli panowanie Augusta III Sasa (lata 1733–1763):

„Serwety także i odmienianie talerzy za każdą potrawą nie zaraz nastało; a gdy nastało, to oboje najprzód tylko używane były do środka stołu nie zasięgając końców, przy których stołownicy obywali się jednym talerzem […]”[7]

Zdaniem tegoż Kitowicza, w końcu zwyczaj odmieniania talerzy po każdej potrawie objął cały stół:

„Gdy zaś ta moda nastała, już wtenczas przy całym stole od końca do końca kładziono talerze, serwety, noże i widelce, za każdą potrawą odmieniano talerze, a nawet noże i widelce, przepłukując je w wodzie.”[8]

Dotychczas te opisy brano za dobrą monetę. Jednak z przytoczonych przeze mnie źródeł wynika, że zwyczaje te wcale nie były nowe. I dotyczy to nie tylko talerzy, ale również serwet. Ale o nich w drugiej części tego cyklu.

dr Radosław Sikora

Tematy pokrewne:

Sarmaci najczystszym narodem chrześcijańskiej Europy. Brud w XVI-XVII wiecznej Europie.


Przypisy:

1Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie. Łódź 1975. s.39.

2Heinrich Wolf, Polskie przypadki Henryka Wolfa z Zurychu. Dziennik podróży z lat 1570-1578. Na język polski przełożył Robert Sochań. Warszawa 1996. s. 117.

3Także przy opisie tańców Wolf podkreślił różnicę między Polakami a Niemcami. W przeciwieństwie do „zwyczaju nieobyczajnego okręcania dziewcząt w kółko, jak u Niemców”, taniec Polaków był „porządny i stateczny” oraz „przystojny” (Tamże, s. 118).

4Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy. W przekładzie Zofii Stasiewskiej i Stefana Mellera, pod redakcją ze wstępem i komentarzami Zbigniewa Wójcika. Warszawa 1972. s. 171.

5Tamże, s. 173.

6Jakub Kazimierz Haur, Skład abo skarbiec znakomitych sekretow oekonomiey ziemianskiey. Kraków 1689. s. 515.

7Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III. Opr. Anna Skarżyńska. Warszawa 2003. s. 225.

8Tamże, s. 226.

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz