Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
2 czerwca 1979 roku Jan Paweł II rozpoczął swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. Była to wędrówka, która na zawsze odmieniła oblicze kraju.
Papież-Polak odwiedził wówczas Warszawę, Gniezno, Częstochowę, Kalwarię Zebrzydowską, Oświęcim, Wadowice, Nowy Targ i Kraków. Jego wizyta, trwająca dziewięć dni, była wydarzeniem religijnym oraz impulsem politycznym.
Atmosfera w kraju w tamtym czasie była napięta. Po wydarzeniach z czerwca 1976 roku społeczeństwo zaczęło coraz głośniej wyrażać sprzeciw wobec reżimu. Kościół katolicki stawał się przestrzenią wolności i duchowego wsparcia dla milionów wiernych. Wybór Karola Wojtyły na papieża w 1978 roku wstrząsnął władzami PRL, które nie mogły zignorować jego pragnienia odwiedzenia ojczyzny.
1 czerwca 1434 roku w Gródku pod Lwowem zmarł Władysław II Jagiełło, król Polski i najwyższy książę litewski. Był jednym z najdłużej panujących monarchów w dziejach Polski i pierwszym królem z dynastii Jagiellonów.
Do Gródka Jagiełło dotarł już ciężko chory. Według przekazu Jana Długosza przyczyną choroby miało być przeziębienie, którego sędziwy monarcha nabawił się podczas pobytu na Rusi Czerwonej.
Król, mimo chłodu, miał udać się nocą do lasu, aby słuchać śpiewu słowików. Po spędzeniu tam większej części nocy zachorował. Współcześnie najczęściej wskazuje się, że mogło chodzić o zapalenie płuc.
2 czerwca 1943 roku — według innych relacji 5 czerwca — wieś Hurby w powiecie zdołbunowskim na Wołyniu stała się miejscem zbrodni dokonanej na polskiej ludności cywilnej. Według dostępnych opracowań napadu dokonały oddziały UPA wspierane przez lokalne formacje SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły) oraz Ukraińców z okolicznych wsi.
Był to element ludobójstwa, którego celem było usunięcie Polaków z terenów wschodnich II Rzeczypospolitej.
Wieś Hurby, całkowicie polska, nie posiadała zorganizowanej samoobrony. Wieczorem 2 czerwca 1943 roku została otoczona przez około tysiąc napastników.
Wśród licznych rocznic związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, niesłusznie pomijane jest jedno z najistotniejszych wydarzeń 1918 roku: deklaracja wersalska.
3 czerwca 1918 roku w Wersalu szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch ogłosili deklarację, w której uznali utworzenie „zjednoczonego i niepodległego państwa polskiego z wolnym dostępem do morza” za jeden z warunków trwałego i sprawiedliwego pokoju w Europie.
Stany Zjednoczone nie podpisały dokumentu, ponieważ występowały w koalicji antyniemieckiej jako państwo stowarzyszone, a nie formalnie sprzymierzone, jednak deklaracja miała duże znaczenie dla umiędzynarodowienia sprawy polskiej.
Wydawnictwo Replika opublikowało nowe wydanie wspomnień Edwarda Bucy, żołnierza Armii Krajowej, więźnia sowieckich łagrów i jednego z przywódców buntu w Workucie.
Edward Buca nie jest postacią szerzej znaną, a szkoda, ponieważ był człowiekiem wyjątkowym. Być może dzięki książce wydanej nakładem Wydawnictwa Replika polski odbiorca lepiej pozna tę niezwykłą postać z Kresów.
Urodził się 24 marca 1926 roku we wsi Nadyby, położonej w rejonie samborskim, i zamieszkanej głównie przez Polaków (obecnie Ukraina). Jego ojciec pracował jako technik budowlany w PKP. Edward był najmłodszym dzieckiem w rodzinie — miał trzech braci i dwie siostry. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej.
1 czerwca 1943 roku Niemcy przeprowadzili pacyfikację wsi Sochy koło Zwierzyńca na Zamojszczyźnie. Była to jedna z najkrwawszych zbrodni popełnionych przez okupanta niemieckiego na ludności cywilnej tego regionu podczas II wojny światowej. Zginęło niemal 200 osób.
Sochy znajdowały się na obszarze objętym niemiecką polityką terroru, wysiedleń i represji wobec polskiej ludności Zamojszczyzny. Wieś leżała w pobliżu terenów leśnych, gdzie działały oddziały partyzanckie. Według przekazów historycznych powodem pacyfikacji była pomoc udzielana podziemiu, a także niewywiązywanie się przez mieszkańców z narzuconych przez Niemców kontyngentów. Bezpośrednim pretekstem miało być zabicie niemieckiego żandarma.
O haniebnej zdradzie Okulickiego już tu pisałem. Podczas uwięzienia na Łubiance w czasie wojny, Okulicki wyśpiewał wszystko, co wiedział o Armii Krajowej i konspiracji.
Nie wiadomo, na co liczył w zamian.
https://www.youtube.com/watch?v=m_E-mKvCNN0
Może jak to syn chłopa pańszczyźnianego myślał, że diabła przechytrzy? A może w imię osobistych “rachunków krzywd” chciał budować nową “ludową Polskę”, tak jak on to rozumiał, w imię postępu i “sprawiedliwości społecznej” w wydaniu bolszewickim?
Może myślał, że nie warto umierać za tę burżuazyjną, sanacyjną RP, którą widział w Warszawie podczas studiów na szkole oficerskiej? Może liczył, że w zamian za zdradę tamtej RP, dostanie szansę na taką rolę jak Rokosowski – bo skoro taki Rydz-śmigły mógł być Marszałkiem, to czemu nie on, Okulicki. Przecież nie był od tamtego głupszy… – z pewnością nie był 😉
Nie siedziałem w głowie p. Okulickiego, ale tak z daleka, to chyba jednak na coś liczył. Widziałem film z przesłuchania Okulickiego podczas niesławnego procesu 16-tu w Moskwie. Zachowywał się tak, jakby chciał powiedzieć Stalinowi: na pewno się przydam, chętnie pomogę.
A. Mień, który słyszał, jak ostatni raz wyprowadzano Okulickiego z celi, wspominał że Okulickiemu odczytano jakiś dokument, po którym Okulicki dostał ataku wściekłości: krzyczał coś, kopał w ścianę, ale… NIE były to odgłosy WALKI, nie było szarpaniny. Okulicki szalał, a strażnicy stali spokojnie. – To była reakcja człowieka, który doznał wielkiego rozczarowania, został oszukany i upokorzony.
Nie wiemy, czego dowiedział się z tego dokumentu. Mając jakieś pojęcie o psychice Okulickiego to można przypuszczać, że nie był to wyrok śmierci, bo wtedy by walczył. To musiało być jakieś bolesne przekreślenie jego marzeń i aspiracji.
Prywatnie, nie wykluczałbym takiej opcji, że była to nominacja na dyrektora kołchozu, gdzieś na dalekiej Syberii, albo… na wice-komendanta jakiegoś syberyjskiej łagru. Stalin był dowcipny i lubił upokarzać zdrajców: chciałeś pomóc budować władzę ludową, to proszę bardzo. 😉
Z tej perspektywy opowieść że Okulicki to mąż stanu, który swoim rozkazem próbuje ocalić Armię Krajową jest… na poziomie kabaretu. Nawet sławny Lech Bolesław by się zaśmiał.
Być może Okulicki powinien zostać pośmiertnie zdegradowany i usunięty z panteonu bohaterów. Ale co wtedy z mitem Powstanie Warszawskiego?
Więc będziemy żyć w kłamstwie…