Proces, który władze PRL wytoczyły Melchiorowi Wańkowiczowi, przeszedł do historii jako symbol triumfu wolnego słowa nad represyjnym systemem.

26 października 1964 roku przed warszawskim sądem wojewódzkim rozpoczął się proces wybitnego reportażysty, oskarżonego o „rozpowszechnianie materiałów oczerniających i poniżających Polskę Ludową”. W istocie chodziło o próbę ukarania pisarza za jego krytyczne poglądy wobec władzy i poparcie dla tzw. Listu 34.

Spisek literatów?

Sprawa miała swój początek w marcu 1964 roku, gdy trzydziestu czterech intelektualistów, z inicjatywy Antoniego Słonimskiego, wystosowało list do premiera Józefa Cyrankiewicza, protestując przeciw cenzurze i ograniczeniom w dostępie do papieru drukarskiego. Po emisji listu przez Radio Wolna Europa władze rozpętały kampanię nienawiści wobec jego autorów.

Wańkowicz był jednym z sygnatariuszy Listu (obok niego m.in. Jerzy Andrzejewski, Jerzy Turowicz, Jan Parandowski, Aleksander Gieysztor, Paweł Jasienica, Stefan Kisielewski, Tadeusz Kotarbiński, Władysław Tatarkiewicz). Ponadto Wańkowicz napisał 30-stronicowy tekst, krytyczny wobec PRL, który wysłał córce do Waszyngtonu, a stamtąd tekst trafił do Radia Wolna Europa.

O otrzymaniu tego dokumentu tak pisał Nowak-Jeziorański: Dostałem tylko fragment na pięciu stronach z instrukcją, by broń Boże nie nadawać go w jednym kawałku. Zastosowałem się do niej skrupulatnie. Kilka najcenniejszych wątków wplecionych zostało do «Panoramy» i do «Faktów»”.

Władze uznały 72-letniego pisarza za głównego prowokatora „spisku literatów”. W październiku 1964 roku został aresztowany, a jego mieszkanie przeszukano. Ze względu na swój wiek (miał wówczas 72 lata) oraz pozycję publiczną, Wańkowicz przebywał w areszcie przez kilka tygodni, ale w warunkach nieco lepszych niż inni osadzeni – przydzielono mu osobny pokój z łóżkiem i pościelą, a żona mogła dostarczać paczki z żywnością. Nie oznaczało to jednak pełnego komfortu: w pomieszczeniu stale obecnych było dwóch milicjantów, a przez całą dobę paliło się ostre światło nieosłoniętej żarówki. Na propozycję pomocy ze strony ambasady amerykańskiej pisarz odpowiedział odmową.

Obniżał „powagę państwa”

Akt oskarżenia oparto na przepisach tzw. małego kodeksu karnego z 1946 roku, przewidujących wieloletnie więzienie za rozpowszechnianie informacji „mogących obniżyć powagę państwa”. Wańkowicz odmówił składania zeznań, żądając rozmowy z Władysławem Gomułką lub Mieczysławem Moczarem „Rzeczywiście, to ja napisałem. Ale skąd to się wzięło na antenie Wolnej Europy?”, pytał przewrotnie.  Postawa pisarza, jego odwaga i ironia wobec sądu wzbudziły ogromną sympatię opinii publicznej. Mieczysław Moczar rzeczywiście się z nim spotkał.

Proces przyciągnął uwagę światowych mediów. W obronie Wańkowicza, posiadacza także paszportu amerykańskiego, interweniował senator Robert Kennedy. Zachodnia prasa pisała o nim jako o „sumieniu polskiej literatury”.

9 listopada 1964 roku sąd skazał pisarza na trzy lata więzienia, jednak na mocy amnestii karę zmniejszono o połowę. Wańkowicz został zwolniony do domu, ale, przekornie wierny zasadom, szykował się do odbycia zasądzonego wyroku, pakując walizkę „na Rakowiecką”. Tymczasem władze próbowały po cichu go ułaskawić. Ostatecznie, po osobistej rozmowie z Gomułką 8 stycznia 1965 roku, proces został umorzony, a pisarz uniknął więzienia.

Czytaj też: W Mińsku odrestaurowano dworek Wańkowiczów

„Nie życzę sobie, by fotografowali się nad moją trumną”

Choć władze chciały zakończyć sprawę bez rozgłosu, proces Wańkowicza stał się moralnym zwycięstwem pisarza i jednym z pierwszych przypadków, gdy opinia publiczna wymogła ustępstwo reżimu. Pisarz pozostał jednak pod stałą inwigilacją – Służba Bezpieczeństwa założyła podsłuch w mieszkaniu sąsiada, a jego życie opisywano w dziewięciu tomach akt.

Melchior Wańkowicz zmarł 10 września 1974 roku w Warszawie. Przed śmiercią zastrzegł, by jego pogrzeb nie był wykorzystywany propagandowo. Odmówił państwowego pochówku, mówiąc córce: „Nie życzę sobie, by oni fotografowali się nad moją trumną”. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim, w obecności tłumów studentów i czytelników, którzy żegnali go jako symbol niezłomności.

Dopiero 16 marca 1990 roku Sąd Najwyższy unieważnił wyrok z 1964 roku, stwierdzając, że jego działalność „nie miała na celu szkody dla państwa, a jedynie obronę wolności słowa”. W ten sposób, po 26 latach, Melchior Wańkowicz został w pełni zrehabilitowany.

Kresy.pl / Polskie Radio
Tagi: , ,
forma płatności