Pamięci majora Bronisława Deskura

„Nie będę was pouczał o miłości ojczyzny, bo to uczucie wyssaliście z piersi matek waszych, przypomnę wam tylko, że: kto nie poczuwa się do obowiązków Polaka, kogo więzy niewoli nie palą wstydem a męstwo nie porwie do czynu, ten nie wart stąpać po tej świętej ziemi naszej przesiąkniętej krwią męczenników za wolność.”

Gdzie leży Horostyta? – a któż to wie? Pewnie nawet nie wszyscy mieszkańcy Lubelszczyzny, a co dopiero mówić o innych naszych rodakach. A to właśnie tutaj, w pogodną majową sobotę miało miejsce ważne „powstańcze” wydarzenie.

Deskur – nazwisko jakby nieobce, choć pewnie kojarzone najbardziej z niedawno zmarłym kardynałem Andrzejem Marią Deskurem, przyjacielem Karola Wojtyły, którego to kardynała odwiedził w klinice Gemelli zaraz po tym, jak został wybrany na sternika Łodzi Piotrowej. Wydarzenie to zostało przypomniane po ostatnim konklawe, gdy papież Franciszek w podobny sposób zachował się w stosunku do swojego przyjaciela. Ale nie o tym przedstawicielu obfitującej w wybitne i patriotyczne postacie rodziny Deskurów chcę napisać. Major Bronisław Deskur, to zapewne postać mniej znana, a równie zacna. Urodził się w 1835 roku w Warszawie, w spolonizowanej rodziny wywodzącej się z Francji. Jego dziadek, Piotr Descours był podpułkownikiem wojsk polskich otrzymał polskie szlachectwo, które sejm w roku 1775 rozciągnął na jego synów. W wojskach Tadeusza Kościuszki walczyli zarówno stryjowie Deskura, jak i jego ojciec, piętnastoletni wówczas uczeń szkoły kadetów. Młody Bronisław nauki pobierał w Łukowie a potem w Warszawie. Ożenił się w 1855 roku i gospodarował w Niegowie. Pod Warszawą, na swoich ziemiach założył także wioskę, która istnieje do dziś i nazywa się … Deskurów.

Jak wszedł w posiadanie Horostyty? A no tutaj wersje są różne. Jedna głosi, że było to wiano Tekli Bobrownickiej, ciotecznej siostry i jednocześnie … żony Bronisława. Wziąwszy pod uwagę, że dopiero gdy osiadł w Horostycie zaczął swą poważną konspiracyjną i patriotyczną działalność, również miejscowi przychylają się do tej wersji. Twierdzą stanowczo, że aby wyjść „na człowieka”, trzeba się ożenić w Horostycie. Inną wersję prezentuje dr Stanisław Deskur, prawnku Bronisławowego brata Andrzeja. Uważa on, że Bronisław z małżonką nabyli Horostytę wraz z 2000-hektarowym majątkiem w 1860 roku po sprzedaniu podwarszawskiego Niegowa. Rozstrzygnięcie tego, która wersja jest prawdziwa zostawmy historykom. Dla nasz ważne jest, że Bronisław, jak pisze jego wnuk: „W 1860 roku wszedł do ścisłego kółka w okręgu włodawskim zawiązanego z inicjatywy Towarzystwa Rolniczego tamtejszego Okręgu w celach wybitnie patriotycznych, które w przewidywaniu przyszłych potrzeb organizacyjno-powstańczych przystąpiło do stworzenia funduszu żelaznego. Bronisław wraz ze swym przyjacielem Teodorem Jasieńskim, właścicielem Rozwadówki, wchodził w bliższe stosunki z okoliczną młodzieżą wśród ziemian, drobnej szlachty i ludu. Odbywały się liczne zjazdy, na których ćwiczono się w strzelaniu, fechtunku i jeździe konnej, a wieczorem obradowano nad środkami, które miały zapewnić dobrą organizację w przyszłym powstaniu, do którego pchało położenie bez wyjścia.” Jakby zatem nie patrzeć knuć zaczął Bronisław dopiero w Horostycie. Jednym z najoryginalniejszych przejawów owego knucia było zniesienie poddaństwa chłopów w swoich włościach już w 1861 roku. Wspaniałomyślny dziedzic po powrocie z zebrania postępowego koła z Warszawy zebrał swoich chłopów, wygłosił do nich płomienne przemówienie i zakończył tym, że nie muszą już przychodzić do dworu do pracy. Tymczasem chłopi stwierdzili … że jest im dobrze tak jak jest. Ciężkie bywa życie reformatora świata.

Kiedy wybuchło Powstanie Styczniowe Bronisław Deskur został powstańczym naczelnikiem powiatu radzyńskiego i z trzema kolumnami uderzył na Radzyń Podlaski. Źle uzbrojeni powstańcy, straciwszy około 20 ludzi zostali zmuszeni do upuszczenia miasta. Z czasem Deskur został nawet mianowany przez gen „Kruka” Naczelnikiem Wojskowym Województwa Podlaskiego. W walkach i potyczkach, które stoczył radził sobie bardzo dobrze, jak na człowieka, który nie posiadał żadnego przygotowania wojskowego. W końcu jednak musiał z kraju uciekać. Tułał się po świecie, przebywał we Francji, w końcu osiadł we Lwowie gdzie napisał swoje słynne pamiętniki „Dla moich wnuków” i gdzie zmarł. Spoczywa na Cmentarzu Łyczakowskim.

Uroczystość w Horostycie była jednym z kolejnych przejawów „powstańczej ruchawki”, która nie wiem, jak w innych regionach Polski, ale u nas na Lubelszczyźnie ogarnęła całe województwo i jest wyjątkowo silna. Cały czas organizowane są spotkania, sesje, uroczystości, Msze Święte, stawiane nowe pomniki i inne upamiętnienia, porządkowane stare mogiły, wydawane bardzo cenne książki o działaniach powstańczych w poszczególnych regionach naszej Lubelskiej Ziemi itd. Tablica pamiątkowa i krzyż w Horostycie to jedno z licznych działań podejmowanych przez powiat włodawski. W pogodną sobotę 18 maja (taki wyjątkowy dzień, bo przedtem i potem stale padało) pod ścianami pięknej, drewnianej horostyckiej cerkwi prawosławnej p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego zebrały się tłumy ludzi. Uroczystość rozpoczęła się wspólną ekumeniczną modlitwą w cerkwi, a następnie uroczystość przeniosła się na plac pod cerkwią i wielkimi sędziwymi drzewami. U stóp jednego z nich stoi drewniany nagryziony zębem czasu krzyż, wsparty o to sędziwe drzewo. Według informacji miejscowych stoi on na mogile powstańców, stąd i tutaj umieszczono krzyż z tablicą pamiątkową ku czci majora Bronisława Deskura. Uroczystość rozpoczęły okolicznościowe przemowy: starosty włodawskiego Wiesława Holaczuka, gospodarza gminy Wyryki, na której znajduje się Horostyta, przedstawiciela rodziny Deskurów – Pana Aleksandra Deskura i innych. Następnie krzyż i tablica zostały poświecone przez duchownych prawosławnych i katolickich. Obecna na uroczystości Kompania Honorowa Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Lublinie oddała trzykrotną salwę honorową. Złożono także wieńce od rodziny Deskurów, władz powiatowych i gminnych, leśników, pracowników Poleskiego Parku Narodowego, regionalistów, młodzieży. Dzieci ze szkoły w Wyrykach przygotowały z wielkim zaangażowaniem montaż słowno-muzyczny o Powstaniu Styczniowym. Ich wystąpienie nagrodzone zostało burzą oklasków.

Na zakończenie głos zabrali nie mniej zacni goście. Szef włodawskiego PTTK-u, pan Mieczysław Tokarski, człowiek-encyklopedia jeśli idzie o Powstanie Styczniowe w tym regionie Ziemi Lubelskiej i niestrudzony propagator wiedzy o nim. To pan Miecio z podziwu godną determinacją co roku obwozi młodzież śladami Powstania w regionie Włodawy, to bez wątpienia jego „stymulacja” wpłynęła na władze powiatowe aby zajęły się tym jak i innymi miejscami powstańczymi. Kilka słów powiedział także Adam Polski, równie niestrudzony dokumentalista miejsc powstańczych w całym województwie, autor najpełniejszej jak dotychczas książki o tych miejscach. Dyrektor Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego Mariusz Telepko zaprezentował nowowydany reprint wspomnień majora Deskura. Znamienne były wystąpienia duchownych: księdza protojereja Andrzeja Łosia – sekretarza Kancelarii Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej i ojca Remigiusza Żmudy, paulina z Włodawy. Ten ostatni zaznaczył, że religia nie dzieliła powstańców, a łączył ich wspólny cel – odzyskanie niepodległości przez ukochaną ojczyznę. Istotnie horostyccy powstańcy w tej cerkwi właśnie przed ruszeniem w bój złożyli przysięgę „na wierność Polsce.” A dziś to również dzięki przychylności proboszcza horostyckiej parafii prawosławnej – ks. Tomasza Łotysza ów krzyż i tablica mogły stanąć.

Kiedy już wszystko zostało powiedziane uczestnicy udali się do Biblioteki w Horostycie. Tutaj przygotowano wystawę poświęconą Powstaniu Styczniowemu i majorowi Deskurowi przede wszystkim. Zwiedzający mogli zobaczyć reprodukcje oryginału strony tytułowej XIX-wiecznego jeszcze wydania „Dla moich wnuków” i wiele innych publikacji. W czasie zwiedzania Adam Polski zaprezentował także własne powstańcze i nie tylko powstańcze wydawnictwa.

Ostatnim akcentem było zwiedzanie terenu dawnego folwarku Horostyta. Obecnie na tym obszarze są już prywatne parcele, ale ich właściciele z serdecznością przyjęli gości. Po dawnym folwarku zachowało się niewiele. To dwa stawy i dwa budynku murowane, gospodarcze. Jeden większy a drugi niewielki. Nie mniej jednak każdy, kto chciał mógł sobie wyobrazić jak to wszystko wyglądało w czasach kiedy Bronisław Deskur przyjmował tu spiskowców, ćwiczył fornali w walce na broń białą i w strzelaniu.

Najwytrwalsi uczestnicy spotkali się jeszcze przy ognisku dzieląc się wrażeniami z tego wydarzenia i snując wspólne plany powstańcze i nie tylko. Piszący te słowa dowiedział się przy okazji co ma wspólnego Horostyta z … chorwackimi ustaszami. To jednak temat na inną opowieść…

***

Majowa uroczystość w Horostycie nie była jedynym Deskurowym akcentem na granicy Polesia i Podlasia. Otóż, jak wspomniałem wcześniej, dzięki staraniom Starostwa Powiatowego we Włodawie, stymulowanego w tym kierunku przez niestrudzonego lokalnego miłośnika historii i Powstania Styczniowego w szczególności, Pana Rysia Hołoda ze wsi Pachole, Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego we Włodawie wydało reprint słynnych wspomnień majora Deskura pt.: „Dla moich wnuków”. Pierwsze wydane egzemplarze tej książki przekazał rodzinie Deskurów jeszcze w trakcie trwania uroczystości dyrektor Muzeum, Pan Mariusz Telepko. Ta niesamowicie cenna i ważna książka wymaga oddzielnego omówienia, które z całą pewnością z czasem pojawi się na naszym portalu. A na razie chciałbym, dla zachęty, zacytować tylko kilka zdań wstępu: „Kochane Wnuki! Nie będę was pouczał o miłości ojczyzny, bo to uczucie wyssaliście z piersi matek waszych, przypomnę wam tylko, że: kto nie poczuwa się do obowiązków Polaka, kogo więzy niewoli nie palą wstydem a męstwo nie porwie do czynu, ten nie wart stąpać po tej świętej ziemi naszej, przesiąkniętej krwią męczenników za wolność.”Tyle. Reszta w osobnym artykule.

Uczestnicząc w horostyckiej uroczystości, słuchając przemówień, widząc zaangażowanie, z jakim włączyła się do obchodów młodzież, czując podniosłego ducha jaki tam panował, wspomniałem … Warszawę, ul. Wiejską, bom jest człowiek, jak to mawiał Bułat Okudżawa, „złapamiatnyj”. Dobrze by było, gdyby wraz z trzykrotnym hukiem salwy honorowej spod horostyckiej cerkwi doleciały tam, do okrągłego budynku z polską flagą na szczycie, słowa starego majora, że kogo „męstwo nie porwie do czynu, ten nie wart stąpać po tej świętej ziemi naszej, przesiąkniętej krwią męczenników za wolność.” Przyjęcie stosownej uchwały, podniesienie ręki podczas głosowania, to żadne męstwo, ale i na to nie stać było naszych „deputatów”. Cóż, zdaje się nie pierwszy raz „panowie w stolicy palą cygara”, a w terenie, na prowincji „wiara” robi swoje, dobre, pożyteczne i ważne rzeczy, które dają nadzieję, że nad okrągłym budynkiem będzie nadal powiewać polska flaga…

Zapraszam na gościnną, poleską ziemię, przed piękną horostycką cerkiew, by oddać szacunek staremu majorowi, i ludziom stąd, którzy o nim nie zapominają. Można tutaj poczuć zdrowego, kresowego, patriotycznego ducha a i … odpocząć w ciszy i przyrodzie.

Krzysztof Wojciechowski

Uzupełnieniem niniejszego tekstu jest galeria: „Uroczystość ku pamięci majora Bronisława Deskura w Horostycie”:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,fotorelacje?zobacz/uroczystosc-ku-pamieci-majora-bronislawa-deskura-w-horostycie]

Warto też oglądnąć jeden z odcinków „Było nie minęło” poświęcony majorowi Deskurowi:

[link=http://vod.tvp.pl/audycje/historia/bylo-nie-minelo/wideo/25022012/6594150]

oraz zajrzeć na stronę rodziny Deskurów:

[link=http://www.deskur.org/strona_domowa_pl.htm]

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz