Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
19 lipca 1974 roku o godz. 11:15 uruchomiono zegar na Wieży Zygmuntowskiej odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Wydarzenie oznaczało zakończenie pierwszego etapu rekonstrukcji gmachu – oddanie jego bryły w stanie surowym.
Zegar był pierwszym całkowicie ukończonym i działającym urządzeniem w powstającym z ruin Zamku.
Godzina uruchomienia nie była przypadkowa. Wskazówki poprzedniego zegara zatrzymały się na godz. 11:15 dnia 17 września 1939 roku, gdy Zamek znalazł się pod intensywnym niemieckim ostrzałem artyleryjskim i bombardowaniem. W płomieniach stanęły wówczas między innymi Wieża Zygmuntowska, Wieża Władysławowska, dach nad Salą Senatorską oraz skrzydło od strony Wisły. Uszkodzony zegar pozostawał nieruchomy aż do ostatecznego zniszczenia budowli.
19 lipca 1655 roku przedstawicielom Rzeczypospolitej wręczono szwedzki akt wypowiedzenia wojny.
Dwa dni później armia dowodzona przez feldmarszałka Arvida Wittenberga przekroczyła granicę państwa polsko-litewskiego i wkroczyła do Wielkopolski. Rozpoczynał się „potop szwedzki” – jeden z najbardziej niszczycielskich konfliktów w dziejach Rzeczypospolitej.
Szwedzki atak nastąpił pomimo obowiązującego rozejmu zawartego w 1635 roku w Sztumskiej Wsi. Pokój pomiędzy oboma państwami nigdy nie został formalnie podpisany, ale zawieszenie broni miało obowiązywać jeszcze przez sześć lat.
21 lipca 1655 roku armia szwedzka pod dowództwem feldmarszałka Arvida Wittenberga wkroczyła na ziemie Rzeczypospolitej od strony szwedzkiego Pomorza. Rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych okresów w historii Polski – potop szwedzki.
Inwazja, która początkowo miała błyskawiczny przebieg, ujawniła dramatyczną słabość państwa polsko-litewskiego i jego armii. Skutki wojny dotknęły niemal wszystkie warstwy społeczeństwa i na wiele lat zahamowały rozwój Rzeczypospolitej.
Szwecja, rządzona przez króla Karola X Gustawa, postanowiła wykorzystać głęboki kryzys Rzeczypospolitej, uwikłanej jednocześnie w walki z Kozakami Bohdana Chmielnickiego i wojnę z Moskwą. Znaczna część Wielkiego Księstwa Litewskiego znalazła się pod okupacją wojsk moskiewskich, a główne siły armii koronnej pozostawały zaangażowane na wschodzie.
21 lipca 1983 roku Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego ogłosiła samorozwiązanie.
Następnego dnia formalnie zniesiono stan wojenny, obowiązujący w Polsce od 13 grudnia 1981 roku, a od końca grudnia 1982 roku pozostający w zawieszeniu.
WRON była pozakonstytucyjnym organem utworzonym w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku przez komunistyczne władze PRL. Na jej czele stanął generał Wojciech Jaruzelski, który łączył wówczas stanowiska I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, premiera oraz ministra obrony narodowej.
21 lipca 1946 roku o godz. 7:00 na stokach poznańskiej Cytadeli wykonano wyrok śmierci na Arthurze Greiserze – niemieckim zbrodniarzu wojennym, gauleiterze NSDAP i byłym namiestniku Rzeszy w okupacyjnym Kraju Warty.
Egzekucję przez powieszenie obserwował wielotysięczny tłum. Było to ostatnie publiczne wykonanie kary śmierci w Polsce.
Greiser urodził się w 1897 roku w Środzie Wielkopolskiej. Pod koniec lat 20. wstąpił do NSDAP i SA, a następnie przeszedł do SS. Karierę polityczną rozwijał w Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie był zastępcą gauleitera NSDAP, a od 1934 roku stał na czele Senatu. Należał do nazistowskich działaczy przygotowujących likwidację ustroju Wolnego Miasta i jego włączenie do III Rzeszy.
21 lipca 1943 roku na terenie Iraku utworzono 2. Korpus Polski – jedną z najsłynniejszych formacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Decyzję o jego sformowaniu podjął jeszcze Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, który 29 czerwca 1943 roku wydał rozkaz reorganizacji Armii Polskiej na Wschodzie. Po jego tragicznej śmierci nowy Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski rozkazem z 21 lipca wydzielił z niej 2. Korpus Polski. Dowództwo nad formacją objął gen. Władysław Anders – były więzień sowieckiej Łubianki i organizator armii tworzonej w ZSRR.
Trzon 2. Korpusu stanowili żołnierze ewakuowani ze Związku Sowieckiego po podpisaniu układu Sikorski–Majski w lipcu 1941 roku. Byli wśród nich byli więźniowie łagrów, zesłańcy oraz żołnierze kampanii wrześniowej. Do formacji weszli jednak również żołnierze dawnej Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, mający za sobą między innymi walki w obronie Tobruku.
Tragedia…mnóstwo błędów, przeinaczeń, zero jakiejś składnej i logicznej wizji całości. Wiem, bo problemowi linii Curzona poświęciłem swoją pracę magisterską. Tego artykułu nawet nie opłaca się poprawiać, należy go usunąć, bo sprzyja on, niestety, dalszemu propagowaniu głupot na ten temat.
Super. Napisz coś mądrzejszego, to może redakcja zastąpi ten materiał twoim tekstem.
Panie Bronisławie
Totalna krytyka, ale na jakiej podstawie
Proszę podać fakty.Co według pana jest głupotą
Polacy w wymienionych województwach stanowili większość albo najbardziej liczną część ludności
Kulturowo,gospodarczo i politycznie, przez wieki te ziemie były częścią polskiego bytu narodowego, a w czasie niewoli powstaniami i krwią pokazujące przynależność narodową
Dlaczego ,z powodu licznej mniejszości Białoruskiej czy Rusińskiej te tereny miały należeć (zawsze bezwarunkowo) do Białorusi czy Ukrainy, jeżeli te tereny nigdy nie należały do tych państw ,bo zwyczajnie nigdy wcześniej nie istniały -wbrew życzeniowej wizji niektórych historyków
Nie można do tego zaliczyć także okresu Białoruskiej Republiki Ludowej- ponieważ w wyniku tego aktu nie ukonstytuowało się żadne państwo, z sądami, strukturą administracyjną, wojskiem, policją, szkolnictwem, organami skarbowymi- czy nawet Zachodnioukraińskiej Republiki ludowej która nie przetrwała nawet roku i to mimo wydatnej pomocy państw centralnych
W Polsce bardzo często propaguje się tylko Ukraiński czy Białoruski punkt widzenia gdzie,Polacy byli obcy na ziemiach czysto białoruskich czy ukraińskich, swym zasięgiem daleko wykraczającymi poza
rzeczywiste terytoria narodowe i w istocie będącymi roszczeniami szowinistycznymi ,nie uwzględniającym innych narodów
Panowie, (miro) bez jakichś komentarzy złośliwych na początek pod moim adresem, bo odniosłem się do artykułu, a nie Autora. To, że poniekąd uderza to także w Niego, to tylko wynik tego, jaki jest powyższy tekst. Ale do meritum. Otóż:
1) problem dot. narodów zamieszkujących te ziemie, to osobny, jak sądzę, problem, o którym można by dyskutować długo. Ale chyba nie na to tu miejsce, więc ten wątek na razie pomijam. Zobaczę, co z tego wyniknie potem w kolejnych komentarzach.
2)Kwestia zasadnicza – termin ,,linia Curzona\’\’ jest po prostu nieporozumieniem, które przeszło do historii w takiej formie i zostało później utrwalone przez historyków. Faktycznych twórców tego projektu należy się doszukiwać w osobie brytyjskiego premiera D. Lloyda George\’a i jego najbliższych doradców m.in. Phillipa Kerra. W najnowszych publikacjach (o których wiem) pisze się nawet o linii Kerra.
3) Projekt tej linii, nazwanej potem l. Curzona to projekt linii rozejmowej wysłanej ze Spa w Belgii 11 lipca 1920 roku do Moskwy do Cziczerina. Curzon, jak mi wiadomo, nie brał udziału w redakcji noty, a został odsunięty właśnie przez premiera. NiE WIADOMO NAWET, czy Curzon podpisał notę, czy tylko została ona wysłana w jego imieniu.
4) Dosyć długo też przypisywano autorstwo linii niejakiemu Lewisowi Namierowi (pochodzącemu z Polski, wcześniej nazywającego się Lewis Bernstein). Co najmniej kilku polskich znakomitych (!) historyków wyrażało przynajmniej prawdopodobieństwo, że to on był twórcą tej koncepcji. W mojej ocenie był on jedynie wygodnym dostarczycielem informacji i argumentów przeciw Polsce, wykorzystanym przez Anglików. To, że nie darzył on zbytnią sympatią Polski nie ulega, w mojej ocenie wątpliwości, choć on sam powoływał się raczej na patriotyczne obowiązki wobec swojej nowej ojczyzny. To, że odchodził potem z Foreign Office obrażony na delikatnie mówiąc ,,olanie go\’\’, to już inna kwestia.
5) Linia z 8 XII 1919 roku była projektem komisji Cambona, sformułowanym już wcześniej 17 czerwca tego samego roku wraz z projektami linii A i B, dotyczącymi podziału ziem Galicji Wschodniej. Linia B pozostawiała Lwów i zagłębie naftowe na południe od miasta po stronie polskiej. Brakuje mi w artykule jakiejkolwiek wzmianki na temat linii A, ale można się domyślić, że jak B=Lwów dla Polski, to A=nie. Przy okazji: sformułowano też pogląd, że linia Curzona powinna się właściwie nazywać linią Cambona.
6) W umowie podpisanej przez Grabskiego 10 lipca nie było mowy o tym, że Polska zrzeka się Galicji Wschodniej. Ta wzmianka znalazła się w noce wysłanej przez Brytyjczyków 11 lipca 1920 r. do Moskwy i Lloyd George był tej zmiany w pełni świadomy, nalegając na jak najdłuższe zachowanie obu umów (a szczególnie drugiej) w tajemnicy jak najdłużej. Co do Grabskiego – uważam, że nie miał innego wyjścia i musiał podpisać umowę. I czy to smutne, czy nie smutne nie ma wielkiego znaczenia…Ważne jest natomiast to, że jak już odbiliśmy się od prawie dna po bitwie warszawskiej to przez całe dwudziestolecie żaden więcej Polski polityk nie musiał i nie uznał słuszności linii Curzona.
7) Co do II w.św.: otóż właśnie to oszukaństwo Lloyda George\’a doprowadziło do konfuzji później i osłabiało nasze stanowisko odnośnie Lwowa i Galicji Wschodniej. W Teheranie bowiem przy dyskusji nad linią graniczną Brytyjczycy byli przekonani (tak!) że Lwów powinien być przy Polsce, bo tak mówiły ich własne stare dokumenty rodem z 1920 r. Ale za to Sowieci wyciągnęli notę z 11 lipca i było po sprawie. Trochę tam Eden próbował się kłócić, ale Churchill poddał sprawę bez walki.
8) Jak się zmienia punkt widzenia w zależności od miejsca siedzenia widać wyraźnie właśnie na przykładzie Churchilla: w 1920 r. jeden z większych zwolenników militarnej rozprawy z bolszewikami, a teraz grzecznie się z nimi układa i nie dyskutuje. Zresztą to on, jeszcze nie będąc premierem, jesienią 1939 zwrócił się do odpowiednich organów o wyciągnięcie z lamusa dawnych projektów. No i wyciągnęli linię Curzona, ale bez rozgraniczenia w Galicji Wsch.
9) Stalin i tak jakby chciał to by zajął te ziemie militarnie w każdej chwili i Zachód by mu nie przeszkodził. Zresztą nie patrząc z naszej perspektywy – USA i Wielka Brytania były mocarstwami światowymi o światowych interesach i los Polski był im obojętny. I tak pozostaje do dzisiaj…
10) Nie można doszukiwać się podobieństw między linią granicy niemiecko-sowieckiej a linią Curzona. To, że na mapie wyglądały podobnie nic nie znaczy, a takie przyrównywanie sugeruje tylko, że obie linie mają jakiś związek. Wtedy ani Sowietom, ani tym bardziej nazistom, żadna linia Curzona nie była potrzebna i nigdzie nie ma wzmianki o jakichś próbach porównania itp.
11) Więc nie żaden Curzon, tylko Lloyd George. Ale zasadnicza teza jest taka: w wyobraźni politycznej polityków brytyjskich na dobre zagnieździła się koncepcja, że Rosja jest słusznym właścicielem ziem kresowych. Granice wysunięte na zachód przybliżały ją do Niemiec i stąd było to wygodne narzędzie dla Bryt. bo Niemcy musieli skupiać swoją uwagę na wschodnim sąsiedzie i tym samym ułatwiali politykę Londynu na innych światowych kierunkach. W Europie Wsch. raczej nie mieli czego szukać i nawet ich to nie interesowało.
12) Stąd: Polska jeśli ma w ogóle być, to ma być mała, żeby nie rozdzielać zbytnio dużych sąsiadów. Jeszcze pod koniec 1916 zastanawiano się nad tym, czy Polska powinna w ogóle powstać w wyniku wojny i odpowiedź wcale nie była dla nas najlepsza. Później w czasie rewolucji i wojny domowej w Rosji ,,biali\’\’ ostro trzymali się integralności swojego terytorium, a siła ich argumentów była wprost proporcjonalna do ich sukcesów na froncie. Stąd nieprzychylne stanowisko wobec Polski na konferencji w Wersalu.
13) Tak zgadzam się, że przedstawiciele Zachodu byli kompletnymi dyletantami w sprawach wschodnich i nie mieli pojęcia o stosunkach ludnościowych. Ale to nie przeszkadzało im dzielić według własnego uznania, a ludność kresową uważali oni za rosyjską lub też silnie zrusyfikowaną i ciążącą ku temu państwu. I jeszcze tylko w tym temacie: kiedyś Lloydowi George\’owi pomyliła się Galicja Wschodnia z hiszpańską prowincją o takiej samej nazwie…
Sorry za przydługi komentarz. Pozdrawiam